Warszawa coaching portal
Warszawa coaching ICC
coaching
ankiety online
Coaching Szkolenia artykuły KefAnn PDF
   
 
artykuły - Oświecenie nie jest ciągłym uczeniem się czegoś nowego, ale wyzbywaniem się starych przekonań i nawyków, które są nieskuteczne. /Nieznany  
 
   
   
menu
li_strona_glownastrona głównapr_strona_glowna
li_coachingcoachingpr_coaching
li_kursykursypr_kursy
li_kursy_coachingukursy coachingupr_kursy_coachingu
li_artykulyartykułypr_artykuly
li_prezentacjeprezentacjepr_prezentacje
li_linkilinkipr_linki
li_o_naso naspr_o_nas
li_kontaktkontaktpr_kontakt
menu dol

top
coaching partners
bot

top
bot

strony www multimedia crm ankiety online on-line - W Gorącej Wodzie Company
This Page Is Valid HTML 4.01 Transitional

artykuły

« poprzedni kursdo góry« poprzedni kursdrukujdrukujzmień czcionkę


Przekonania – nieprawdziwe prawdy

I

Z jednej strony wiemy bardzo dużo o przekonaniach i ich działaniu, z drugiej żyjemy w taki sposób, jakbyśmy nic o nich nie wiedzieli. To tak, jakby cała wiedza była w głowie i nie mogła przeniknąć do serca – a wiadomo, że to jest właściwe centrum decyzyjne. Jest wiedza i nie ma adekwatnego działania, czyli mądrość jest zablokowana. Tak, ponieważ mądrość jest wiedzą w działaniu. Mądrość potrzebuje serca, by zaistnieć.

Większość naszych kłopotów bierze się z faktu, że nasze myślenie jest pełne różnorodnych przekonań, a my tego często zwyczajnie nie dostrzegamy. O niektórych swoich myślach i w niektórych sytuacjach potrafimy mieć odpowiednie postrzeganie – wiemy, że to jedynie nasz ograniczony sposób myślenia. O wielu jednak nie. Wiele przekonań traktujemy jak najświętsze prawdy, dla których (w imię których) należy poświęcić miłość, radość, spokój, a nawet życie i nie zauważamy, że to tylko przekonania. Do głowy nam to nie przychodzi – niestety. To jest wielkie nieporozumienie, niewidzialna pułapka w której tkwimy.

Na poziomie lingwistyki bardzo precyzyjnie potrafimy zdefiniować przekonanie. Ale to nie wszystko, ponieważ z niezliczonej liczby przekonań wybieramy i tak tylko niektóre (według jakiegoś klucza) i wydaje nam się, że jeśli te „rozpracujemy”, to po problemie. Jest to jedna z możliwości doświadczenia syzyfowej pracy. W międzyczasie nieświadomie pomijamy znacznie więcej, niż świadomie wychwytujemy. Tak to wygląda. To przypomina wydobywające się bąbelki w butelce szampana. Lecą i lecą, a płynu wciąż dużo.


Większość tego co myślimy lub wypowiadamy to przekonania – mówimy przekonaniami. Gdybyśmy przeanalizowali poprzednie trzy akapity jedynie pod kątem konstrukcji, to by się okazało, że zdecydowana większość to przekonania. Jeżeli ktoś miałby ochotę, to każde zdanie mógłby odrzucić jako „prywatną niedorzeczność autora”. Większość czytających nie uczyni tego. Powodów jest wiele. Czyjeś przemyślenia mogą pomóc spojrzeć na coś w nowy sposób. Jesteśmy do tego przyzwyczajeni i nie robi to na nas większego wrażenia. Sami tak mówimy – taka jest nasza codzienność. Bardziej poszukujemy inspiracji do własnego myślenia, niż gotowych prawd. Zakładamy, że ktoś chce nam coś przekazać, ma ważniejszy cel niż dokonywanie oceny za oceną lub tylko wymądrzanie się. Można wymienić znacznie więcej powodów. Nie o to jednak chodzi.

Generalnie każdemu jest wiadome, że cokolwiek czyta, doświadcza jedynie cudzej percepcji danego zjawiska lub rzeczy, a nie kompletnej pełni. Akceptujemy to, a nawet uczyniliśmy z tego sposób na poszerzanie własnych horyzontów. Mamy jakby niepisaną umowę gwarantującą nam możliwość wymiany poglądów. Owa „umowa” nie nakazuje nikomu zgodzić się z kimś innym. Każdy to rozumie. W innym razie w ogóle musielibyśmy przestać do siebie mówić – no może za wyjątkiem przekazywania sobie „suchych” informacji.

Czym różni się przekonanie od informacji? Mówiąc o faktach nie dokonujemy żadnych ocen, opisujemy jedynie zaistniałe zdarzenie. Ocena jest domeną przekonań. Stosunek emocjonalny również. Dla przykładu: „człowiek upadł na chodnik” – informacja, „człowiek ucierpiał” – przekonanie. Trudno sobie nawet wyobrazić życie „informacyjne”. Oznaczałoby to, że pozbawiamy się własnej ekspresji, wyrazistości, odczuwania, empatii – wielu rzeczy. To jak rezygnacja z człowieczeństwa. Każdy miałby poczucie jałowości życia lub wręcz własnej nieobecności. Jak mielibyśmy żyć bez zaangażowania? Energia przestałaby płynąć. To byłby koniec tego, co żywe. Równie dobrze możnaby nas wtedy nazwać robotami.


Przekonania są i zawsze będą. Są nam potrzebne do Życia. Podkreślam to – zwłaszcza w kontekście poprzednich kilku zdań – do żywego Życia.

Czym są przekonania?

Są to zdania twierdzące, które uznajemy za najświętsze prawdy w naszym świecie. Ślepo w nie wierzymy. Części z nich jesteśmy świadomi, ale znacznie większej części nie. Tak czy inaczej nasze przekonania organizują nasz świat i wpływają na nasze zachowania. Działamy w zgodzie z nimi. Dzięki nim mamy poczucie bezpieczeństwa (tak nam się przynajmniej wydaje). Tak, to bezpieczeństwo całkowicie iluzoryczne.

Przekonania to twory myślowe. Nie mają nic wspólnego z egzystencją. Egzystencja jest rzeczywista, a przekonania to fikcja, która chce przysłonić Prawdę.

Podzielono je na różne sposoby: prawdziwe i fałszywe, generalne i rekomendujące, jawne i ukryte, użyteczne i nieużyteczne, dobre i złe, nasze i nie nasze, zbudowane przez siebie i nabyte od innych, indywidualne i zbiorowe. Wydaje się to dość sensowne, ale to jedynie nasze przekonanie. Przekonania są jednocześnie i takie i takie. Nie są tylko takie lub tylko takie. Wszystko zależy jedynie od punktu widzenia, od płaszczyzny rozpatrywania. To, co z punktu A wydaje się nieużyteczne, z punktu B jest bardzo użyteczne, potrzebne, a nawet niezbędne. Jedno i to samo przekonanie może spełniać diametralnie różne funkcje w tym samym czasie i dla tej samej osoby. Może kogoś zarówno wyniszczać, jak i „ratować” mu życie. Taki fenomen. Życie jest pełne cudów.

Przekonania są naszymi wierzeniami na temat siebie, innych ludzi, życia, świata i wszystkiego, co istnieje. Wierzymy w nie, ponieważ są nasze i nam się wydaje, że są prawdą. Jednak nie zawsze mają coś wspólnego z Prawdą. Mówiąc inaczej są naszą prawdą, ale nie muszą być Prawdą w ogóle. Można powiedzieć, że wywodzą się z Prawdy, ale nie są z nią tożsame.

Przekonania się wciąż zmieniają. Ludzie wymyślają tysiące sztucznych technik, by dokonać zmiany przekonań – wiele skutecznych – ale bez nich przekonania również się zmienią. Życie polega na zmianie, więc wraz z nim i nasze przekonania muszą się zmieniać. Co było prawdą dziś, nie musi nią być jutro. To, co dziś było niedorzecznością, jutro może stać się podstawą naszego istnienia. Najgorsze co może się nam przydarzyć w tej sprawie, to chęć zachowania tych samych przekonań na zawsze. Mało realne, ale niektórzy próbują. Wysiłek jest daremny, ponieważ we Wszechświecie ruchu i zmiany nie da się wprowadzić nieruchomości i niezmienności. To byłoby niezgodne z główną zasadą Życia.

Więc, jeżeli ktoś uwierzy, że coś jest na zawsze, że jest pewne – tkwi w pułapce. Na zawsze i pewna jest tylko zmiana. Taka wiara jest wrogiem człowieka. Powoduje, że przestajemy być wnikliwi, ciekawi. Przestajemy zadawać pytania i dosiekać. Taka wiara czyni bezkrytycznym i leniwym. Kończy proces myślowy. Hamuje rozwój. W rzeczywistości odgradza nas od życia i nas prawdziwych, a trzyma nas w świecie mentalnych tworów. Być może ma nas chronić przed ryzykiem, ale jak na ironię czyni nasze życie wielce ryzykownym. Tak się właśnie dzieje, gdy chcemy zastąpić Wiedzę (przez duże „W”) wiarą (przez małe „w”).


Im mniejsza świadomość tym destrukcyjna moc przekonań większa.

Przychodzi mi taka myśl do głowy, że jakość przekonań świadczy o poziomie świadomości danej jednostki, o jej dojrzałości. Każdy ma przekonania, to pewne i nie to jest problemem. Przekonanie to pewien rodzaj, typ konstrukcji – forma. Problemem jest treść, zawartość owej formy. Forma przyjmie wszystko i rzeczywiście można tam nawkładać mnóstwo „śmiecia” lub mnóstwo „skarbów”. To jest sedno sprawy. Każdy człowiek decyduje o tym sam. Każdy ma wybór. Naprawdę wszyscy są równi w tej sprawie.

Jedynie człowiek jest wyróżniony wśród stworzeń i ma Wolną Wolę. Nie korzysta z niej w pełni lub w ogóle, ale to inna kwestia. Właśnie na tym polega paradoks, że Wolna istota – człowiek – jest najbardziej zniewolona. Człowiek sam to sobie czyni.

Wmówiono nam, że to, co myślimy zależy od wielu różnych ludzi, zjawisk, rzeczy. Wytresowano nas na zależność. Ale prawda jest taka, że to zależy jedynie od nas samych, od naszych wyborów, od naszych decyzji. To kłamstwo, że myślisz to, co myślisz, dzięki komuś innemu niż samemu sobie. To kłamstwo, że wierzysz w to, co wierzysz, dzięki komuś innemu niż samemu sobie. Może gdy byłeś dzieckiem mogłeś sobie w ten sposób pobłażać, dać sobie „luz” i pójść na łatwiznę takiego podejścia, ale nie wtedy, gdy dorosłeś. Jako dziecko mogłeś nie mieć świadomości, ale nie jako dorosły. Dorosły znaczy świadomy. Jako dziecko mogłeś nie wiedzieć, że można inaczej, mogłeś nie wiedzieć, że masz wybór, ale dziś już to wiesz. Masz wybór i ty decydujesz o tym, jak myślisz. Jeżeli myślisz inaczej, to tylko myślisz, że myślisz – w rzeczywistości się jedynie oszukujesz i odtwarzasz (jak maszyna – magnetofon) głupoty, którymi nasiąkłeś jako dziecko. Proponuję, żebyś nagrał sobie „nowy utwór” – własny utwór. Bądź artystą, a nie jednym z milionów rzemieślników.

Kiedy zaczynasz słyszeć zdanie mówione twoim głosem i zaczynające się słowami: „wierzę, że…”; „myślę, że…”; „mam przekonanie, że…”; „wszyscy ludzie wiedzą, że…”; „każdy twierdzi, że…” lub temu podobne, to natychmiast się zastanów, kiedy to nagrałeś i czy rzeczywiście to nagranie nadal ci się podoba. Pomyśl, jakie ma konsekwencje dla twojego życia. Zadaj sobie pytanie: „Skoro w to wierzę, to w jaki sposób moje życie musi wyglądać, by mi potwierdzić, że mam rację?” Uważaj, to może być nieco zaskakujące, a nawet bolesne. Możesz również zacząć od drugiej strony i zadać sobie pytanie: „Skoro moje życie wygląda tak, jak wygląda, to w co ja muszę wierzyć?” Jest wiele sposobów, by skonfrontować się ze swoimi przekonaniami, ale najpierw musisz odnaleźć w sobie odwagę. Bez tego znów pójdziesz na łatwiznę i popłyniesz znaną rzeką – prosto do „ścieku”.

To jest naprawdę twoja sprawa – pamiętaj o tym zawsze.


Wiele napisano i powiedziano na temat przekonań. Różni ludzie zajmują się tym tematem na wiele różnych sposobów. Oczywiści każdy zajmuje się tym tematem „w ramach” swoich przekonań. To tak oczywiste, że zupełnie pomijane, a ma wielkie znaczenie. Zasada jest dość prosta: możesz pokazać innym to, co sam widzisz. Ważne są również intencje. Jedni chcą ludziom pokazać drogę do pełnej wolności, a inni chcą ich uzależnić jeszcze bardziej. Są też tacy, którzy w ogóle się nad tym nie zastanawiają. Penetrują temat, nie przejmując się lub nawet nie mając świadomości własnych ograniczeń, a pokory na przyjęcie innego punktu widzenia też jak na lekarstwo. Tak czy inaczej są tacy, którzy motywują do myślenia, do pracy nad sobą i tacy, którzy obiecują „złote góry”, które mogą komuś dać.

Jedno jest jednak jasne, że przekonań nikt za nikogo zmienić nie może. Nie można kogoś uwolnić z zewnątrz z niczego, co dzieje się w jego wnętrzu. Nie ma zbawicieli na zewnątrz. I to trzeba zrozumieć – to nie jest moje przekonanie, to jest fakt. Nawet Jezus pokazywał Drogę i zapraszał do podróży, ale sam nikogo nie nosił na siłę i na własnych plecach. Wiedział, że są sprawy, które można załatwić jedynie od wewnątrz i samemu. Więc, jeżeli ktoś, coś może zrobić, to sam zainteresowany i tylko dla siebie. Pomoc z zewnątrz polega jedynie na tym, że ktoś daje wsparcie, jest towarzyszem, przykładem, inspiracją lub lustrem – lustrem, nie krzywym zwierciadłem.

O zasadzie lustra było już w wielu wcześniejszych artykułach. Jeżeli ktoś się z tym jednak nie spotkał, to warto w jednym zdaniu wyjaśnić. W zasadzie lustra chodzi ogólnie rzecz ujmując o to, że ludzie wokół ciebie są „żywą informacją zwrotną” o tobie samym. „Wyświetlają” swoim zachowaniem jakiś aspekt, któremu powinieneś się w sobie przyjrzeć. Czasem to irytuje, czasem złości, a czasem cieszy. Teraz dodajmy jeszcze jeden element z głębszego poziomu działania owej zasady. Dotyczy szczególnego i wielce specyficznego rodzaju „oglądu”. Bardzo intymny, głęboki, całościowy, totalny ogląd. Chodzi o to, że „w oczach innych ludzi” możesz się przejrzeć jak w lustrze. Jednak jedynie wtedy, gdy jest w nich Miłość. Jeżeli nie ma Miłości masz do czynienia z krzywym zwierciadłem. Nie widzisz siebie w lustrze. To jest niezmiernie ważne. Jedynie wtedy można naprawdę ujrzeć rzeczy najważniejsze, wyjątkowe. To może odmienić życie. To bardzo szczególna szansa na rozwój. Podkreślam jednak, że Miłość jest tu konieczna.


Wielu jest takich, którzy odwiedzili kilku lub kilkunastu terapeutów i zawsze wyszli z tym samym. Dlaczego? Z tego właśnie powodu. Nikt za nich niczego dokonać nie może. Mogli uzyskać chwilową ulgę spowodowaną zewnętrznym działaniem, ale nie zmianę, bo ta zależy zawsze od wewnętrznej decyzji i własnej pracy nad sobą. Terapeuci są pomocni, ale nikogo nie mogą wyręczyć. Nawet jeżeli dokonają uleczenia, a człowiek nie zmieni swojego życia – nawyków w myśleniu i działaniu – to wcześniej lub później choroba wróci (ewentualnie przyjdzie nowa). Nie ma dróg na skróty.

Nie będziemy zajmować się w tym momencie terapeutami. To nie jest nasz cel. Bogu dzięki, że są i są dostępni. Robią kawał ważnej roboty. Uczą wielu ważnych rzeczy – jeśli ktoś chce się oczywiście czegokolwiek nauczyć.

Zajmiemy się jedynie przekonaniami.


Sprzeczamy się o to, czy zebra jest czarna w białe paski czy biała w czarne. Zebra raczej nie ma zdania w tej sprawie. Zresztą, nie ma to chyba większego znaczenia dla nikogo poza człowiekiem. Zebra jest jaka jest i nawet nie wiadomo, czy rozróżnia czarne i białe lub paski. Ot jakiś wzór. Jest piękna – to wszystko. Ale nie dla człowieka. Człowiek musi coś udowodnić i się sprzecza.

Zmiana przekonań opiera się właściwie jedynie na tym, by zauważyć, że przekonanie to fikcja i można ją w każdej chwili zastąpić inną fikcją. Może być czasowo użyteczna, ale nie zmienia to faktu, że jest jedynie tworem myślowym. Chodzi o zauważenie, zrozumienie, że przekonanie jest indywidualnym wyborem, decyzją, a wiadomo, że decyzję zawsze można zmienić. To nie jest żadne fatum. Nikt nie został skazany na jakiś rodzaj myślenia. Przecież nie odbywa się (o ile mi wiadomo) żadne losowanie, kto i w jaki sposób będzie myślał. Każdy sam sobie buduje swój świat i tworzy swoje myślenie. Oczywiście każdy podlega większym lub mniejszym wpływom zewnętrznym, ale to i tak nie decyduje. Pomimo tego każdy decyduje sam w swoim wnętrzu o swoim sposobie myślenia i w każdej chwili może dokonać każdej zmiany. Każdej, jakiej zechce. Jedyne, co może go blokować, to jego wierzenie, przekonanie, które sam sobie stworzył. Jeżeli wierzy, że nie jest w stanie, to nie jest. Ludzie są dziwni. Najpierw stwarzają sobie „fikcyjną prawdę”, a później poświęcają swoje życie na to, by sobie tę „prawdę” udowadniać. To czysta paranoja.

Mówi się, że jedynie krowa nie zmienia poglądów. Trochę racji w tym jest. Ale to nie oznacza, że krowa ciągle zmienia poglądy. To raczej oznacza, że krowa nie musi ich zmieniać, ponieważ ich w ogóle nie posiada. Kto to słyszał, żeby wymieniać poglądy z krową i kto zbadał (i w jaki sposób), że zmieniła jakiś pogląd? Co za bzdura.

Wyjaśnijmy to sobie. Człowiek jest taką istotą (jedyną w swoim rodzaju i w ogóle jedyną), która ma możliwość zmieniania swoich poglądów. Ma taką możliwość i takie prawo. Ironia polega na tym, że bardzo często nie korzysta z tej możliwości i z tego prawa. Dobrze, że życie jest sprzymierzeńcem człowieka i przychodzi mu z pomocą – wymusza zmianę myślenia. Gatunek ludzki dawno by wyginą, gdyby nie ta „pomoc”. Czasem odnosi się wrażenie, że coś musi człowieka zmusić, by czegoś sensownego dokonał. Czasem. Być może dlatego tak lubimy nagradzać się „Noblami”, gdy zrobimy coś inaczej niż zwykle. Niech się każdy dowie, że nie wszyscy ludzie potrzebują „bata”: „Zobaczcie, to jest człowiek, który podjął wysiłek, ryzyko innego myślenia. W ogóle ktoś myśli. Radujmy się.” (Lekka ironia oczywiście.)


O przekonaniach mówi się, że są samospełniającymi się przepowiedniami. Jeżeli ktoś wieży, że ludzie są nieuczciwi, to niewątpliwie takich spotka na swojej drodze. Jeżeli ktoś wierzy, że ludzie są pełni współczucia, to takich oczywiście spotka. Cokolwiek jest we wnętrz, objawi się też na zewnątrz. Dlatego się mówi: „Jako w niebie, tak i na ziemi.”

Ponieważ nasze myśli, wierzenia się materializują, powyższe stwierdzenie wydaje się być prawdą. Mimo tego nie jest. To błędne myślenie. Przekonanie nie jest samospełniającą się przepowiednią. Nic się samo nie dzieje. Ktoś to robi. W tym wypadku każdy sam dla siebie to czyni.

W rzeczywistości przekonanie jest kierunkiem zmierzania, „azymutem” drogi. Człowiek, który w coś wierzy, nieświadomie zmierza ku temu, można powiedzieć nawet, że sam stwarza rzeczywistość, która potwierdzi jego wierzenie. Nic się samo nie spełnia. Człowiek w coś wierzy (ma jakieś przekonanie), a w związku z tym jakoś działa i stwarza swoją przyszłą rzeczywistość. Życie zawsze mówi tak, więc w efekcie odnosi się wrażenie, że samo się spełniło – ale to tylko wrażenie. Kolejność jest zupełnie odwrotna. Powszechnie się uważa, że jest tak: „coś się wydarza, więc ja jakoś myślę, w coś wierzę”. Naprawdę jest natomiast tak: „ja w coś wierzę, więc to się wydarza”. Ci, którzy to zrozumieli, żyją tak, jak chcą żyć, a nie tak, jak muszą. To jest Wolność. To takie proste. Popytaj tych, którym według ciebie wszystko się świetnie układa w życiu. Jeżeli rzeczywiście świetnie się układa, to dowiedz się z czego to wynika. Zapytaj tych ludzi o to, jakie są ich wierzenia, a wszystko zrozumiesz. Poznasz ich „największą tajemnicę”, która jest wiadoma i dostępna każdemu człowiekowi, ponieważ to żadna tajemnica.

Czasem człowiek zapytuje: „dlaczego mi się to znów zdarza?” Już samo zdanie w takiej konstrukcji implikuje, że to skądś przychodzi i „mi się zdarza” – tak, jakby poza moim wpływem. Tak, ów człowiek myśli, że to coś, na co sam nie ma wpływu, a nie przychodzi mu do głowy, że powinien właśnie (tylko i jedynie) samemu sobie podziękować. Zwłaszcza jeżeli mówi „znów”. Dopóki nie zmieni myślenia, nic się nie zmieni, ponieważ nie zmienią się również jego działania. Ot i wszystko. Proste, naprawdę proste.

Pomyśl, co by się stało, gdyby nagle wielu ludzi załapało tę prostą zależność? Myślisz: „byłoby pięknie”. Tak i nie. „Tak”, ponieważ rzeczywiście ludzie mogliby zacząć stwarzać świadomie swoją przyszłość i żyć w taki sposób, jaki by ich uszczęśliwiał. „Nie”, ponieważ zniknąłby powód do narzekań, przestałoby istnieć wiele wydumanych problemów i przestałby również istnieć „wyimaginowany winny”, na którego zawsze i wszystko można zwalić. „Nie”, ponieważ każdy musiałby wziąć odpowiedzialność za siebie, swoje myśli i swoje działania – za całe swoje życie. Wielu ludzi nie jest na to gotowych i dlatego jest tak, jak jest. Czekają na kogoś, kto ich uszczęśliwi. Na kogoś, kto przyjdzie i coś zmieni. Co za głupota – nikt nie nadejdzie. Wszyscy już tu są. „Impreza” się dawno zaczęła i trwa w najlepsze. Jesteśmy w centrum „zabawy”. Są wszyscy goście i jest gospodarz. Niestety większość śpi albo się upiła, niektórzy oślepli, inni ogłuchli, a pozostali nic nie czują. „impreza” trwa, jest wiele „pomieszczeń” na wielu „piętrach”. Jedni pojechali na ślub, a drudzy na pogrzeb – zapomnieli, że są wciąż na tej samej „Imprezie” pełnej niespodzianek. Rewelacji i zamieszania jest wciąż sporo – inaczej byłoby dość nudno. Ale to wciąż ta sama niekończąca się „Impreza”. Troszkę tragiczna przenośnia. A może raczej zbyt prawdziwa? Niech każdy sam oceni. To tylko przenośnia. Zresztą żadna przenośnia nie jest prawdą – wskazuje jedynie na jakąś prawdę.

Jesteśmy strasznie zapominalscy. Urodziliśmy i natychmiast zapomnieliśmy o wszystkim, co istotne. Zasnęliśmy i zapomnieliśmy, że trzeba się przebudzić. Spać jest wygodnie, być przebudzonym nie zawsze. Ma to swoje plusy, ale czasem też troszkę „boli”. Niestety ludzie zrobią wszystko – a już na pewno bardzo wiele – by nie bolało. Jeżeli trzeba, to będą spać beż końca. Nawet jeżeli to oznacza przeoczyć własne życie.


Wiąż się pojawiają w tekście uogólnienia. Wiem, że nie powinny, ponieważ nigdy nie można powiedzieć, że wszyscy ludzie, żaden człowiek lub zawsze, wszędzie, itp., itd.

To następna rzecz dotycząca przekonań. Są uogólnieniami – przekonania to generalizacje. Rzeczy generalne to najprawdziwsze bzdury. Stwierdzenie typu: „wszyscy ludzie są żywi” jest prawdą, ponieważ widzisz wokół siebie gadające istoty, które się poruszają – więc są żywi. Jednocześnie prawdą nie jest, ponieważ jeśli ktoś zmarł, to już się go nie określa mianem człowiek. Mówi się ewentualnie: „złożymy ciało Pana X lub Pani Y w grobie” – czyli nie mówi się już o człowieku, a on tu jeszcze mimo wszystko jest. Jest też nie prawdą, ponieważ wielu „ludzi” żyje jak nie-ludzie. A wielu choć żyje, to i tak nie Żyje. Kwestia podejścia i kryteriów – było już na ten temat.

Jedni wierzą, że „wszyscy są tacy sami”, drudzy, że „każdy jest wyjątkowy i niepowtarzalny”. Są też tacy, którzy mówią obie rzeczy jednocześnie. Kto ma racje?

Każdy. Każde przekonanie jest bowiem prawdziwe.

Nikt. Każde przekonanie jest bowiem nieprawdziwe.

Jesteśmy jednocześnie tacy sami i zupełnie się od siebie różnimy. Każdy człowiek ma niepowtarzalne linie papilarne, ale też każdy człowiek na ziemi ma taki sam wymiar jednej z części oka. Każdy człowiek ma kanał praniczny wzdłuż kręgosłupa, ale też każdy ma swój specyficzny rozmiar tego kanału (jest on wyznaczany przez połączenie kciuka z palcem wskazującym). Każdy ma jakąś długość stopy, ale też u każdego człowieka jest on taki sam, jak długość kości od nadgarstka do łokcia. Każdy człowiek ma osiem komórek w swoim ciele (w kroczu), to jedyne, które mamy od narodzin do śmierci – wszystkie inne się wymieniają. Żadna komórka w naszym ciele nie ma więcej niż siedem lat. A my poszukujemy staruszków na świecie. Najstarszy człowiek ma fizjologicznie siedem lat.

I tak dalej i dalej.

Więc jak to jest, jesteśmy zupełnie różni, czy zupełnie tacy sami? A to zależy, jak na to spojrzymy. Nie będziemy w to teraz zbyt głęboko wchodzić – to ciekawostki. Zajmujemy się przekonaniami. W tej chwili wiadomo, że przekonania to generalizacje.

Dodajmy jeszcze kilka zdań w tej kwestii.

Generalizacja ma to do siebie, że coś wycina, by coś bardziej wyeksponować. To pokazuje rzeczywistość w nieco krzywym zwierciadle – mówiąc bardzo delikatnie. Mówiąc wprost, w ogóle „niszczy” rzeczywistość. Zaczyna „istnieć” jakaś generalizacja na temat jakiejś części rzeczywistości. Całą rzeczywistość oczywiście taka nie jest. Wielu ludzi tego nie dostrzega (niestety) i udowadniając swoje racje zbłaźnia się.

Każda generalizacja jest pewnego rodzaju „skrzywdzeniem” kogoś lub czegoś. Jeśli potraktujemy powyższe zdanie jak przekonanie – ktoś lub coś dozna skrzywdzenia. Na przykład „generalizacja” może się poczuć pokrzywdzona. Jeżeli zaś potraktujemy powyższe zdanie jak informację, ktoś się zastanowi i może na tym skorzysta. Na przykład zamiast się irytować różnymi stwierdzeniami jakiegoś człowieka, dostrzeże, że to jedynie dokonywane przez niego uogólnienia, a nie ostateczne prawdy. I będzie mógł żyć spokojniej mając swoje uogólnienia na różne tematy i okazje.


Ważne, by się do niczego nie przywiązywać zbytnio, a właściwie w ogóle. Niezależnie czy jest to człowiek, przedmiot czy sposób myślenia. Człowiek kiedyś „odejdzie”, przedmiot się zniszczy lub zostanie tu, gdy ty pójdziesz tam, a sposób myślenia się zmieni.

Człowiekiem się ciesz. Ciesz się z całego serca, gdy jest – dopóki jest. Wykorzystaj każdą chwilę. Wysyć każdy moment tak bardzo, jak tylko to możliwe. Bądź obecny zamiast martwić się, że kiedyś wszystko się zmieni. Bądź tu i teraz – wraz z nim skoro jest tak ważny – ponad wszystko i zawsze, zamiast odbywać jakieś mentalne podróże do nikąd, tam, gdzie was nie ma. To są skradzione Wam chwile. Nie wrócą. Odeszły. Nie szkoda ci czasu? Ciesz się Nim, ciesz się sobą. Ty również znikasz, twój czas też znika, gdy podróżujesz w przeszłość lub w przyszłość. Ta chwila jest jedyną, którą możesz przeżywać. Te, które były dawno znikły. Te, które będą jeszcze nie zaistniały. Jest tylko Teraz. Tu jesteś i Tu jest ten Ktoś. Tylko Tu i tylko Teraz – ciesz się Nim i z Nim.

Przedmiotów używaj. Używaj zgodnie z ich przeznaczeniem. Nie zbieraj ich na „prywatnej wystawie”. Ciesz się nimi. Mają ci ułatwiać życie, a nie cię uwięzić „w posiadaniu” lub lęku, że stracisz. I tak kiedyś stracisz. Nawet jeżeli włożą to z twoim ciałem do trumny, nic ci po tym. A wiadomo, że i tak wszystko ci się tam nie zmieści. Poza tym w trumnie i tak już ciebie nie będzie. Więc te wszystkie rzeczy nie ty zabierzesz ze sobą i nie daleko, bo tylko po ziemię.

Z myślenia korzystaj. Korzystaj, by wzrastać i stawać się Wolnym. Nie pozwól zamknąć się w klatce. Komu? Jak to komu? Samemu sobie nie pozwól. Pamiętaj, że jedynie sam możesz tego dokonać – tylko sam możesz się zamknąć w klatce. Nikt inny tego zrobić nie może. Twój sposób myślenia jest bardzo istotny. Pamiętaj, sposób myślenia nie jest nawet czymś, co masz w ścisłym sensie. To nie jest nawet rzecz. To jedynie twój wybór lub aż twój wybór. Nie jest to materialne, ale w ten sposób stwarzasz swoją materialność. Możesz myśleć tak lub inaczej – twoje prawo – możesz zmienić swój sposób myślenia w tej chwili, jeżeli zechcesz. Nie potrzebujesz niczyjego pozwolenia, potrzebujesz jedynie sam podjąć decyzję. To takie proste i jednocześnie najtrudniejsze. Gdyby jacyś politycy ci czegoś zabronili lub coś pozwolili byłoby prościej, ale oni nie mogą tego zrobić – nikt nie może, tylko ty sam. Zrób eksperyment i kup do jedzenia coś czego jeszcze nigdy nie jadłeś. Nie masz pojęcia jak to smakuje i nikt ci o tym nie mówił. Nie masz na ten temat żadnego zdania – po prostu. To ważne. Pomyśl, że jest to najsmaczniejsze na świecie jedzenie i zjedz. Później kup coś innego i zanim zjesz, pomyśl, że jest to najmniej smaczne jedzenie, jakie mógłbyś zjeść. Później porozmawiaj ze znajomymi. Ciekawe co oni powiedzą o tych potrawach? Ale najpierw zjedz. Jeśli porozmawiasz wcześniej, to możesz przyjąć cudze założenia – wtedy eksperyment nie ma sensu. Nie doświadczysz wyboru swojego myślenia. Ciekawe, jakie będziesz miał wnioski z tego doświadczenia na temat swojego myślenia? Może po raz pierwszy zbudujesz sobie własne przekonanie – świadomie. Lecz nie przywiązuj się do niego, ponieważ ktoś może to samo danie przyrządzić zupełnie inaczej i wszystko się zmieni. Tak może być. Możesz zjeść coś, co uważasz za smaczne i zupełnie ci nie posmakuje, ale sposób myślenia możesz zmienić lub nie. Możesz powiedzieć: „myliłem się, to nie jest smaczne” lub „to jest smaczne, ale trzeba to przyrządzać inaczej”. To zawsze jest twój wybór. Nie oszukuj się, że jest inaczej, ponieważ nie jest. Wolny człowiek zawsze sam decyduje co, w jaki sposób, kiedy i o czym myśli.

Sposób myślenia to wybór – indywidualny i wolny wybór.


Zróbmy małą przerwę, a później od tego miejsca zaczniemy dalej.

Zapraszam za miesiąc.


W międzyczasie zjedz coś nowego i dobrego.

;o)


II

Ostatnio skończyliśmy na trzech ważnych rzeczach:

Człowiekiem się ciesz.

Przedmiotów używaj.

Z myślenia korzystaj.


Teraz kontynuujmy.

Uwierzyliśmy, że przekonania mają wielką moc. To bzdura. Przekonania nie mają żadnej mocy. To jedynie twory myślowe, konstrukcje w których umieszczamy własne myśli. Moc jest w nas, a nie w naszych przekonaniach. To my decydujemy, które myśli mają moc. To my decydujemy o naszych przekonaniach, a nie nasze przekonania o nas. czas sobie przypomnieć, kto u kogo jest na służbie.

Dopóki się nad tym nie zastanawiamy i jesteśmy uśpieni, nieświadomi, nieświadomie też wysyłamy swoją energię – moc – nie tam, gdzie należy i nie tak, jak trzeba. Ale skoro już wiemy, to po co robić to nieświadomie, skoro można świadomie i celowo. Owszem, wymaga to dyscypliny, zaangażowania, pracy, wysiłku, ale co z tego – o wszystkim można to powiedzieć. Myślisz, że twoje dotychczasowe wierzenia, przekonania nie wymagały wysiłku? Przypomnij sobie dobrze. Ile razy musiałeś się naharować, by twoje wierzenie okazało się prawdą?

Uwierzyłeś, że teściowa to zły człowiek. Pomyśl ile testów jej zrobiłeś, by to okazało się prawdą? Pomyśl, czy sam byś przez nie przeszedł z sukcesem, gdyby ktoś ci je zrobił?

Uwierzyłeś, że szef to kawał …. Pomyśl w jaki sposób swoimi działaniami pomogłeś mu zasłużyć na to miano? Naharowałeś się – zauważ to. inaczej nic nie zmienisz, ponieważ nadal będziesz wierzyć w mnóstwo bzdur. Masz nieodpowiedzialne lub niezaradne dzieci? Muszą takie być, byś mógł mieć rację na ich temat lub z wielu innych, znanych jedynie tobie powodów (ciekawe, czy masz ich świadomość). Ale zadaj sobie pytanie, jakimi swoimi działaniami takimi ich (swoje dzieci) stwarzałeś? W co musiałeś wierzyć na temat dzieci w ogóle (co wyniosłeś z domu), żeby tak działać?

Masz niedobrego męża lub niedobrą żonę? Żona lub mąż nie są do jedzenia, nie muszą być dobrzy (to oczywiście żart – lecz nie do końca). Zazwyczaj patrzymy na zewnątrz i szukamy powodów w kimś. Ale co jest wewnątrz? W co wierzysz na temat małżeństwa? Pewnie to właśnie masz. Nie zaskakuje cię ta dziwna zbieżność? Poobserwuj innych ludzi – możesz być zaskoczony jeszcze bardziej – ta zbieżność generalnie ma miejsce (dziwnym trafem losu). Nie słuchaj powierzchownej paplaniny. Inni ludzie i sami to robimy – deklarujemy wiele pięknych rzeczy, ale wierzymy w coś zupełnie innego. Nasze silne wierzenia są często poukrywane nawet przed nami, gdzieś głęboko. Nazywamy je nieświadomymi przekonaniami. Tam jest nasza prawdziwa energia. One się materializują, bo w nich umieściliśmy nieświadomie swoją moc. Odkryj je, przemyśl, przekształć, a zobaczysz, jak twój świat „się zmieni”.

„Nikt mnie nie rozumie” (?) A niby jak ma ktoś zrozumieć kogoś, kto sam nikogo nie rozumie (nie pomyślałbyś takiego zdania, gdybyś rozumiał innych ludzi). Jak można oczekiwać od obcego człowieka, że cię zrozumie, skoro sam tego nie potrafisz dokonać i siebie zrozumieć (nie pomyślałbyś takiego zdania, gdybyś rozumiał samego siebie). „Nikt mnie nie rozumie” to fakt i jednocześnie niedorzeczność. Ludzie kochają niedorzeczności (wiem, krzywdząca generalizacja i mimo to, tak to zostawię). Poznaj siebie, a wszystkich poznasz. Zrozum siebie, a wszystkich zrozumiesz i nagle będziesz miał poczucie, że wszyscy rozumieją ciebie. Oto magia przekonań – oczywiście, że nie ma w tym żadnej magii.

Podobnie ze zdaniem: „Nikt mnie nie kocha”. Wiele można powtórzyć z poprzedniego akapitu i wiele jeszcze dodać. To bardzo ciekawe przekonanie. „Nikt?” Nawet ty sam siebie nie kochasz? W kościele usłyszysz, że to wielki grzech. Nie usłyszysz, jak siebie pokochać – zwłaszcza takim, jakim rzeczywiście jesteś, ale to zupełnie inna kwestia. Jesteś w pułapce jeżeli masz takie przekonanie. Na tym bowiem opiera się wszystko, co ważne. „kochaj bliźniego, jak siebie samego”. Pamiętasz? Ale pomyśl, jak można kochać kogoś, jeżeli samego siebie się nie kocha – niemożliwe prawda? Zapominasz, że wielu ludzi, na miłość których oczekujesz też mogą mieć ten problem z miłowaniem siebie. Więc dochodzimy do „małej utopii”, błędnego koła. Oczekujesz miłości od kogoś, kto nie potrafi miłować. Nie doczekasz się – przykro mi. Nie można dać komuś czegoś, czego się nie posiada. Najlepsze co możesz uczynić, to obdarzyć siebie miłością. Kiedy będziesz mieć w sobie miłość do siebie, zaczniesz obdarowywać innych, bo będziesz miał czym, a wtedy miłość zacznie wracać do ciebie – to jest jedyna droga. Najważniejsze jest to, że możesz mieć miłości pod dostatkiem i zależy to wyłącznie od ciebie samego. Wystarczy, że jej sobie dostarczysz – właściwie, gdy odkryjesz ją w sobie, ponieważ ona już jest, zawsze była, ale jej nie dostrzegałeś – i przestanie mieć znaczenie to, czy przyjdzie z zewnątrz. Jeżeli ktoś jest pełnym dzbanem, nie potrzebuje żadnej dolewki. Niestety realia są takie, że jeden „pusty dzban” chce nalać drugiemu „pustemu dzbanowi”. Pytam co chce nalać? Powietrze? „Pusty dzban” czeka na Miłość, a nie na powietrze – powietrza ma pełny dzban. Martwimy się rakiem lub inną cholerą. Po co? Stoimy twarzą w twarz z największą i najgroźniejszą epidemią naszych czasów. Wszystkie choroby są jedynie objawem, przyczyna jest zupełnie gdzie indziej. Brak miłości, to brak zdrowia. Wielu ludzi choruje jedynie po to, by ktoś ich pokochał. Szczególnie ci myślą o sobie i swojej miłości do siebie na samym końcu – jeżeli w ogóle.

Dość tych przykładów.

Do wykonania jest ważna praca i każdy sam ma ją wykonać. Podawanie jakichkolwiek przykładów nie wyjaśni nikomu całego jego świata. To tylko przykłady i mogą posłużyć jako wskazówki do własnego poszukiwania, indywidualnego działania. Bez tego się i tak nie obędzie. Im więcej tych przykładów będzie, tym większe też będzie niebezpieczeństwo „sprzeczania się z nimi”. To jest też okazja, by rozpoznać swoje przekonania i się nimi zająć, ale nie każdy wybierze ten kierunek. Niektórzy mogą nawet nie zauważyć, że to jakiś kierunek.



Przekonania mogą być bardzo „skostniałe”. Właściwie precyzyjniej rzecz ujmując, to my, a nie nasze przekonania jesteśmy skostniali. Ostatecznie trenujemy się w tej kwestii przez całe lata w tysiącach sytuacji. Osiągnęliśmy mistrzostwo w byciu nieświadomymi.

Wystarczy w telewizji lub w radiu krzyknąć jedno hasło, a już masa ludzi idzie, jak stado baranów (z całym szacunkiem dla zwierząt – baranów). Ci ludzie są biedni i nieświadomi. Mają bardzo ugruntowane przekonania i dodatkowo się z tego cieszą. Chwalą się nimi. To tragiczne.

Kto im je ugruntował i w jaki sposób? (Oczywiście, że sami to zrobili. Oczywiście, że przez zaprzestanie myślenia.)

Te „ugruntowane” przekonania są „katem”. Za ich przyczyną ci ludzie są całkowicie przewidywalni. Nikt nie musi się z nimi liczyć, bo wiadomo na jaki „guzik” nacisnąć, by ich mieć „w garści”. Więc cała ta radość jest wielce przesadzona. Tak się płaci za nieświadomość. Człowiek tańczy i nawet nie wie, że tańczy na własnym pogrzebie.


Ludzie oczekują, że coś się zmieni. Samo? Co to, to nie.

Ludzie oczekują, że nadejdzie „lepszy świat”. No, piękne oczekiwania. A jak chcą tego dokonać? Przez coraz głębszy sen. To nie jest dobra droga do „lepszego świata”. To informacja nawet (a może szczególnie) dla tych, którzy uwierzyli, że wystarczy pospać kilkadziesiąt lat, a później się idzie do nieba. Do czyjego nieba? Do jakiego nieba? Po śmierci ciała nic się nie zmieni. Tam jest ten sam świat, tyle, że w innej formie. Nie ma końca i początku – jest kontynuacja. Niebo – jeżeli istnieje – jest konsekwencją, następnym poziomem na który można wejść. Zauważ napisałem „można wejść” – to implikuje „dokonać tego samemu” – wejść. Nikogo tam wrzucić się ot tak po prostu nie da. To nie jest tak jak tu, że ktoś da jakąś „darowiznę na nowe żyrandole” i dziecko się dostanie do dobrej szkoły. Tam nie ma znajomości. Nikt za nikogo niczego nie zrobi – podobnie jak i tu (tak naprawdę). Każdy odpowiada za siebie i swoją drogę. Każdy sam ją tworzy. Każdy sam buduje „schody”, tyle, że jedni budują schody „w dół”, a drudzy „w górę”. Przenośnia jest bezwzględna. Dlaczego? To proste. Ponieważ nie można zbudować schodów w poziomie – tylko „w górę” lub „w dół”. Oczywiście można użyć „windy” – znane są takie przypadki – ale „windę” również trzeba sobie samemu zbudować. Tu i Teraz.

Tak, Tu i Teraz budujesz swoje „schody” lub „windę”. Tu i Teraz i jedynie ty sam dla siebie. Warto to sobie zapamiętać raz na zawsze. Nie ma żadnych innych budowniczych. Są „konstruktorzy”, „kreślarze”, „nauczyciele”, „mentorzy”, ale zbudować trzeba samemu. Inne podejścia można włożyć tam, gdzie ich miejsce – pomiędzy bajki i mity. Przy okazji warto nadmienić, że właśnie bajki i mity dokładnie o tym nas informują. Cokolwiek ma mieć szczególne znaczenie lub wartość, musisz tego dokonać sam. Nikt cię nie wyręczy. To jest użyteczna wiedza. Niestety w szkole uczono nas i uczy się nasze dzieci wielu bezużytecznych rzeczy. Większość czasu inwestuje się w poznawanie martwej historii upadku, zamiast przeznaczyć go na żywą historię zwycięstwa. To zupełnie inna kwestia.

Nie ma żadnego lepszego świata, są jedynie następne poziomy tego samego. Mogą być lepsze lub gorsze (w naszym pojęciu), ale do jakich trafimy zależy od każdego indywidualnie. Dalsze poziomy są jedynie konsekwencją naszych decyzji i działań. Warto pomyśleć z czym się startuje dalej, zamiast liczyć na jeszcze jedną amnestię. Bóg nie jest jakimś niewydarzonym politykiem, który chce z czegoś zasłynąć – i nie ważne z czego.

Bóg rozdziela równo. Nikogo nie wywyższa ani nikogo nie poniża – to domena ludzi. U Boga wszyscy są równi. Każdy otrzymuje tyle samo. Każdy otrzymał komplet zasobów. Każdy startuje z tego samego miejsca. Jedni się budzą, a inni nie, ale dzwonki dostępne są każdemu na równi. Nie każdy z nich korzysta. Bóg nie ma z tym nic wspólnego. Każdy otrzymał taki sam potencjał i Wolną Wolę – to wszystko. Może używać tego wszystkiego tak, jak zechce. Jeżeli ktoś głosi coś innego – kłamie. Jeżeli ktoś uważa inaczej – myli się. Sam sobie utrudnia własną drogę.

Można prosić Boga o pomoc lub nie, Bóg i tak zawsze i każdemu pomaga. Zawsze wspiera, ale schody „w górę” lub „w dół” każdy sam buduje. Bóg pomaga iść. Nie ocenia. Daje wolność oceny każdemu z nas. To jest żywa szkoła odpowiedzialności, wyborów i ich konsekwencji. Bez „przebudzenia” zrozumieć tego się nie da. Po „przebudzeniu” nie ma nic do zrozumienia, bo jest to całkiem oczywiste. To tak, jak z oświeceniem. Ludzie do niego dążą, chcą je osiągnąć. A tu nie ma nic do osiągania. Im bardziej się starasz, tym bardziej się wymyka. Ponieważ oświecenie nie jest jakimś celem do osiągnięcia. Oświecenie jest zawarte w drodze i w świadomej obecności. Nie jest ważne ile rzeczy zrobisz, by osiągnąć oświecenie, ważne jest czy Jesteś przy tym, co robisz. Ważna jest twoja świadomość, pełna obecność. Kiedy to osiągniesz, odkryjesz, że już jesteś oświecony, odkryjesz, że zawsze byłeś, ale przeoczyłeś to.

Ludzie mają manię osiągania. To jedna z głównych ludzkich przypadłości. Napinają się, pędzą żeby osiągać – nie ważne co, aby więcej. Więcej niż wczoraj. Więcej niż sąsiad. Więcej, więcej, więcej. To choroba. Przełazi na wszystko. Zasłania oczy i zamienia człowieka w „kręcącego się w miejscu bączka”. Dużo ruchu na nic. A życie spokojnie się toczy obok – piękne, pełne i doskonałe. Ludzie nie widzą tego, a ich życie w międzyczasie staje się „niczyje”.

Wielu ludzi ma odwrotnie proporcjonalne rozłożenie – wielkie oczekiwania wobec swojego życia i znikomy wkład w swoje życie. To daje niestety wprost proporcjonalne efekty. Więc jeżeli ktoś chce iść do nieba, to niech zacznie swoje niebo budować i schody do niego. Tu i Teraz. To jedyna szansa. Realna szansa. Oczywistość. Ale jeżeli nie ma zamiaru wziąć odpowiedzialności za swoje życie, to niech się zawczasu pożegna z niebem, bo do cudzego na pewno nie wejdzie.

Cechą każdego nieba jest to, że jest tam miejsce tylko dla jednej osoby. I jeszcze jedno nie istnieje żadne puste niebo, niezamieszkane przez kogoś. Poza tym już jesteśmy w jednym wielkim Niebie – zawsze w nim byliśmy. Każdy może podjąć każdą decyzję, jaką chce; każdy może zachować się tak, jak mu się podoba; każdy może myśleć, co chce; każdy może wszystko, co chce i tylko on sam za to odpowiada. Nikogo nie musi o cokolwiek pytać. Nikogo prosić. Żadnych podań. Żadnego zasługiwania. Wszystko jest możliwe – ot tak po prostu. Czy można sobie wymarzyć lepsze Niebo? Tak, jesteśmy w Niebie. To poważna sprawa, żaden żart. To, że ktoś uczynił z Nieba śmietnik, to jego sprawa – on sam za to będzie odpowiadał. Niech każdy zajmie się swoim Niebem. Na nic innego nie ma wpływu.

Ktoś, kto ci obiecuje, że stworzy ci niebo jest oszustem. Każdy może stworzyć niebo tylko sobie i nikomu innemu. Piekło również – to działa tak samo. Nikt nie potrzebuje cudzej łaski w tych sprawach. Nie daj się oszukać. Twoje niebo, to jedynie twoja sprawa. Pytaj: „jak mam stworzyć swoje niebo?”, ale nigdy nie pytaj: „kto to dla nie zrobi?” Pamiętaj, nie ma takich cudotwórców. Nigdy nie było i nie będzie. Jeżeli ktoś twierdzi coś innego, to nic nie wie, nie zna historii lub nic z niej nie zrozumiał. Zajrzyj do jakiejś Świętej Księgi – do jakiejkolwiek, to bez znaczenia – jeśli jest Święta, to na pewno nie znajdziesz w niej informacji, że ktoś za ciebie coś zrobi i stworzy ci jakieś niebo. W każdej znajdziesz natomiast wskazówki, w jaki sposób masz tego dokonać sam. Wystarczy za nimi pójść. „Pójść” oznacza żyć w zgodzie z nimi. Nikt cię nie może zmusić, nikt nie może cię przypilnować, nikt cię nie będzie sprawdzał i nikt nie będzie cię rozliczał. To twoja indywidualna odpowiedzialność. Twój wybór i jedynie twoja sprawa. Tylko ty możesz się rządzić w swoim niebie, a ja w swoim i każdy inny w swoim. To jasne, ale wolę dodać.


Przekonania, to tylko jedna z wielu ważnych kwestii. Jest wiele płaszczyzn do pracy. Rozwój nie jest ograniczony w żaden sposób. Jedynie nasze przekonania powodują ograniczenia. Dlatego warto się im poprzyglądać. Granice istnieją jedynie w naszym umyśle.


Dla uspokojenia dodam jeszcze, że cały ten artykuł, każde napisane w nim zdanie można również potraktować jako (jedynie) moje przekonania na różne tematy i odpuścić sobie jakiekolwiek myślenie. To może być nawet wygodne. Niech każdy sam decyduje.

Więc, ty również sam zdecyduj. Twoje życie, to ostatecznie twoja sprawa.

Może być też tak, że to wszystko nie ma nic wspólnego z twoim życiem, ale wtedy zastanów się podwójnie – jeśli tak pomyślisz – ponieważ to może oznaczać, że nie tylko śpisz, ale jesteś w jakimś głębokim letargu.

Druga możliwość jest taka, że doświadczasz oświecenia, pełnej świadomości, a nawet nadświadomości. Ale, po co miałbyś to wtedy w ogóle czytać?

Sam nie wiem. Nie mam na ten temat żadnego przekonania. Miły stan, doświadczyć braku jakiegokolwiek przekonania w jakiejś sprawie. Niesamowite przeżycie.

(Właśnie stworzyłem sobie następne przekonanie.)

Z tymi przekonaniami, to naprawdę jest fajna zabawa. Zabawa, na której można się naprawdę świetnie ubawić. To cecha nie wielu zabaw.


Poruszmy jeszcze jedną kwestię. Nie oznacza to, że zamkniemy temat przekonań lub poruszymy wszystkie ważne rzeczy w tej sprawie. Nie wiem, czy jest to możliwe. Może tak, a może nie – w tej sprawie mam przekonanie, że nie wiem. Przewiduję, że zawsze coś jeszcze można odkryć. Ktoś, kto potrafi przekroczyć swoje dotychczasowe przekonania, zawsze może coś nowego odkryć. Poczekamy i zobaczymy.


Teraz jeszcze o różnych płaszczyznach i dziedzinach do których mogą odnosić się nasze przekonania. Ogólnie rzecz ujmując mamy przekonania na każdy temat. Chyba, że coś spotykamy naprawdę po raz pierwszy i nie wiemy, co o tym myśleć. Powiedzmy, że jesteśmy w obcej kulturze. Coś się dzieje, ale my nie wiemy co, ponieważ nikt nas nie przygotował na to. Nie mamy w tej sprawie przekonań. Za chwilę już będziemy mieli – jakiekolwiek – ponieważ tego wymaga nasz nawyk i generalne przekonanie, że tak ma być. Wierzymy, że to organizuje nasz świat, więc zadbamy, by mieć jakieś przekonanie w tej sprawie na przyszłość. Tak to mniej więcej działa. Przejdźmy do sedna sprawy. Robert Dilts opracował model, który jest znany pod nazwą „Poziomy neurologiczne Dilts’a” (niektórzy mówią też „poziomy logiczne”). Mniejsza o nazwy, model jest bardzo użyteczny i wiele wyjaśnia. Opisuje poziomy na których przeżywamy życie. Oczywiście mamy przekonania z każdego poziomu lub takie, które odpowiednich poziomów dotyczą. Dla przykładu:

Poziom: Środowisko
Przekonanie: „To miasto jest brudne i cuchnące”.

Poziom: Zachowania
Przekonanie: „Mycie rąk jest niezdrowe”.

Poziom: Umiejętności
Przekonanie: „Potrafię upiec ciastko z bakaliami”.

Poziom: Wartości
Przekonanie: „Miłość jest najważniejsza”.

Poziom: Przekonania
Przekonanie: „Wszystkie moje przekonania są prawdą”.

Poziom: Tożsamość
Przekonanie: „Jestem dobrym ojcem”.

Poziom: Misja
Przekonanie: „Żyję, by uratować ludzkość”.

Poziom: Duchowość
Przekonanie: „Bóg jest i wszystkich zawsze wspiera”.

Na każdy temat mamy przekonania. Nasze myślenie o nas, o innych ludziach, o różnych poziomach naszego i ich życia, o wszelkich zjawiskach, pełne jest przekonań. Nasze myślenie jest naszym jednym wielkim przekonaniem. W zdecydowanej większości odtwarzamy jedynie nasze wcześniej wpamiętane „prawdy”. Czasem nam się jedynie przydarzy „wymyślenie” czegoś nowego.

Nie ma znaczenia czym się zajmiemy. Mamy przekonania na temat medycyny, szkolnictwa, polityki, życia rodzinnego, uderzenia pioruna, biegunki, tego, co oznacza czarny kot na drodze, kobieta z pustym wiadrem w wigilię lub bocian „niemowa”. Na każdy temat.

Zachowujemy się w zgodzie z naszymi przekonaniami. Nasze wierzenia są wszędzie i mają ogromny wpływ na nasze życie. Jakość naszego życia, jego poziom zależy od poziomu i jakości naszych przekonań. Oczywiście to działa w obie strony. Można powiedzieć, że wierzymy w coś w pewien sposób i dlatego jakoś wygląda nasze życie lub nasze życie jakoś wygląda i dlatego w coś wierzymy w pewien sposób. To jak z pytaniem: co było pierwsze, kura czy jajko? Może pojawiły się jednocześnie? Nie wiem.

Mniejsza o to, co było pierwsze (nie chodzi mi o kurę i jajko). Ważniejsze jest to, co z tego wynika. A wynika z tego, że istnieje zależność, wzajemny wpływ. I pojawia się pytanie: w jaki sposób możemy tym zarządzać dla swojego dobra?


Czy zmienić życie, by zacząć inaczej myśleć?

Czy zacząć inaczej myśleć, by zmienić życie?


Pytanie dodatkowe:

Czy w ogóle można zmienić życie, jeżeli wcześniej nie zmieni się myślenia?

Nawet Biblia zaczyna się od słów: „Na początku było słowo”. Słowo musiało być poprzedzone myślą, więc myśl była pierwsza. Myśl poprzedza wszystko. Więc i w tej sprawie będzie tak samo. A to oznacza, że trzeba najpierw zmienić myślenie, by życie się zmieniło. Zmienić myślenie oznacza zmienić przekonania.

Przekonania i tak wciąż się zmieniają, a wraz z nimi życie. Skoro tak, to pytanie jest tylko takie: jak temu procesowi pomóc?

Technik pracy z przekonaniami jest wiele. Znają je terapeuci i można poprosić ich o pomoc w tej sprawie. Można też otworzyć kilka książek i popracować z zawartymi w nich procedurami i według instrukcji. Materiału jest naprawdę sporo na rynku.

Podstawową jednak rzeczą jest odkrywanie swoich przekonań. Potrzeba wiele wewnętrznej dociekliwości. Nie wszystko jest miłe i przyjemne. Wiele mamy „darowizn” w sobie. Niektóre działają bardzo silnie i może nam się wydawać, że są nienaruszalne. Czasem może się komuś wydawać, że cały jego świat runie, gdy skrytykuje lub zmieni tę czy tamtą prawdę. Może mu się wydawać, że zostanie ukarany lub przeklęty. To może być spore wyzwanie. Przy okazji, to samo w sobie może być głównym przekonaniem do zmiany na początek. „jeśli zmienię, zostanę ukarany”. To silny „program”. Może unieruchomić. Lepiej się nie wychylać (to również silne przekonanie). Jest tego sporo – zapewniam.

Łatwo coś przeoczyć, nie zwrócić na coś uwagi. Zwłaszcza rzeczy wyglądające w pierwszej chwili na błahe, mogą okazać się ważne. Na przykład czasem tak się zdarza, że silne przekonania ukrywamy pod postacią żartu lub bezwiednie powtarzanego przysłowia. Zupełnie nam umyka, że w to po prostu wierzymy, że w domu rodzinnym od dziecka to słyszeliśmy jak jakiś refren ulubionej piosenki. Nawet nie traktujemy tego poważnie, a należałoby, należałoby potraktować bardzo poważnie.

Tak więc trzeba wiele uważności, wiele cierpliwości, wiele konsekwencji w poszukiwaniu i zapisywaniu tego, co się odkryje. Dobrze to zrozum. Nie chodzi o zwykłą, potoczną konsekwencję. Dzięki takiej zwykłej konsekwencji masz dzisiaj niezły bałagan w przekonaniach. Wyjaśnię. Skoro myślałeś, że …, to chciałeś być bardzo konsekwentny i dołożyłeś do tego, co już myślisz, jeszcze to, że …. To źle pojęta konsekwencja. Brak w niej krytycyzmu, myślenia, wnikliwości. Może spowodować, że do jednej „niby prawdy” dołączysz następną i trudno się później połapać. Trudno też się wyrwać tym „niby prawdom”. Człowiek zaczyna myśleć, że zaczyna być niekonsekwentny, a to pracuje przeciwko niemu. Uczono go, żeby szedł do przodu. Tylko nie powiedziano mu, gdzie jest przód. Wytłumaczono to przez konsekwencję. Ale taka konsekwencja często prowadzi do tyłu, a nie do przodu. Zresztą nic dziwnego, że nikt mu nie wyjaśnił, gdzie jest przód, ponieważ każdy sam potrzebuje określić, gdzie jest przód i gdzie tył. Nikt o zdrowych zmysłach nie weźmie takiej odpowiedzialności za cudze życie. Niektórzy, nawet za swoje życie nie potrafią wziąć odpowiedzialności, a co dopiero za cudze. Chociaż… kto wie, jeśli ktoś nie zajmuje się swoim życiem, to musi się czymś zająć, a bezpieczniej cudzym. Jak się coś nie uda, to ostatecznie komuś. Lepiej komuś niż mnie. Nie wiem czy to prawda, ale myślę, że może być i tak.

Kiedy masz jakieś przekonanie odkryte, zapisane, otocz je świadomością. Po prostu bądź go świadomy. Nie spychaj, że nie ważne lub coś w tym stylu. Najpierw daj mu uważną obecność, obserwuj co się pojawi. Nie walcz, nie oceniaj, nie zaprzeczaj, nie pocieszaj się – bądź z tym, bądź świadomy. Przemyśl skąd się to przekonanie wzięło, kiedy pierwszy raz tak pomyślałeś, kiedy w to uwierzyłeś. Musi być taki punkt, ponieważ wiadomo, że jako niemowlak nie musiałeś mieć na ten temat zdania. Bądź realistą i bądź świadomy. Obserwuj jedynie jak się samo rozpuszcza, jak traci swą moc. Jeśli zaczniesz reagować – nie straci mocy. Wręcz przeciwnie, umocni się jeszcze bardziej. Więc obserwuj swoje prawdy, pozwól pojawiać się myślom, niech się wyświetli wszystko, co ma z tym związek. Uświadamiaj sobie, jak to wpływało na twoje życie i czy dale tak być powinno – lub raczej, czy tego chcesz dla siebie na przyszłość. Później zastanów się lub raczej pozwól temu przyjść w sposób naturalny z głębi ciebie, temu, czego chcesz w zamian. Zobacz korzyści, jakie z tego wynikną dla ciebie i twojego otoczenia. Wyobraź sobie swoje nowe działania, konteksty, w których tak się chcesz zacząć zachowywać – stwórz pozytywną reprezentację nowego przekonania. Zaplanuj te działania. Podziękuj swojemu staremu przekonaniu, że przez wiele lat cię ochraniało i pozwól mu „pójść na spoczynek”. Wtedy przywitaj nowe i się z nim zaprzyjaźnij. „Wpasuj” je w swoje życie. Niech stanie się nowe.

Pamiętaj, pomiędzy przekonaniami jest wiele zależności, powiązań. Należy to również wziąć pod uwagę. Pracują w systemie, a ten system dba o swoje dobro. Dobrze wie, że zmiana jednego przekonania zachwieje całym systemem. Zależnie więc od tego, jak ważne będzie zmieniane przekonanie, jak kluczowe, „zawierucha” będzie większa lub mniejsza. System chce przetrwać, będzie się bronić i ma mnóstwo narzędzi do tego. Narzędzi myślowych oczywiście. Wykorzysta każdą słabość – to pewne. Ten system jest bardzo zdeterminowany, ponieważ sądzi, że robi to dla twojego dobra. Ma tylko dobre intencje. Kłopot polega na tym, że system w jakimś momencie stracił kontakt z osobą, którą rzekomo ochrania. Zatrzymał się na pewnym etapie i nie bierze pod uwagę faktu, że ta osoba dojrzała. Broni cię jak dziecka, a ty już dorosłeś i sam możesz o siebie zadbać – system tego nie wie. Czas dać mu to odczuć.

Oczywiście sam stworzyłeś ten system, ale przestałeś się nim w pewnym momencie zajmować, bo działał świetnie. Teraz nie działa świetnie, a ty wiedz o tym, że tak jak go stworzyłeś, tak teraz możesz dokonać jego przebudowy. Więcej, musisz to uczynić, ponieważ tylko ty możesz tego dokonać. On sam (system) też się zmienia, ale w oparciu o stare prawdy, a większość z nich już nie działa. Poza tym robi to niezmiernie ostrożnie i powoli. Działa na zasadzie dołączania, a czasem potrzebny jest „przewrót”, mała „rewolucja”. Wiem, że te pojęcia mają swoje negatywne konotacje. Ale w procesie, który chcę teraz opisać nie ma nic negatywnego – to czysto rozwojowy proces.

Wiedz również, że nowe przekonanie wywoła pewne zmiany. Ono również wpływa na system. W sposób naturalny będzie się wzbudzać nowa siła i nowe przekonania będą się musiały pojawić, by ustabilizować system. To pewien efekt uboczny, który następuje. Jedno silne przekonanie wywołuje reakcję łańcuchową. Wiele rzeczy musi się zmienić w zgodzie z nim, wiele musi się pojawić nowych. Życie ma wielką inteligencję. Wystarczy jej użyć, pozwolić jej działać i poczekać na efekty.

Baw się tym. Niech to będzie naturalny proces na nowym poziomie logiki. Kiedyś też tak było, tyle, że byłeś dzieckiem i twoja logika była nieco inna. Dziś nie masz pewnych ograniczeń, które ma dziecko. Oczywiście masz inne, których dziecko nie ma. Ale wszystko ma swój sens. Masz mnogość doświadczeń, z których możesz skorzystać, a dziecko ich nie ma. Dojrzałeś do tego, by być krytycznym i wziąć odpowiedzialność. Jako dziecko mogłeś mieć z tym kłopot, podobnie jak ja i jak zdecydowana większość ludzi.

I jeszcze jedno. Nie naciskaj, nie popędzaj siebie. Nic na siłę. To nie działa.

Po prostu obserwuj zmiany w swoim myśleniu i bądź otwarty na zmiany w życiu. Bądź ciekaw, w jaki sposób zmiany w myśleniu objawią się w życiu. Obserwuj, spostrzegaj. Ciesz się każdym osiągnięciem. Nagradzaj się – to również może być nowość. Możesz się czuć na początku dziwnie, ponieważ w naszej kulturze nagrody należą się zawsze innym lub od innych i to musi być jakieś wielkie osiągnięcie. Zostaw to innym. Zostaw innym wielkie osiągnięcia i wielkie nagrody. Postaw na małe rzeczy. Świętuj każde osiągnięcie. Zacznij siebie nagradzać za małe rzeczy, za każdą najmniejszą rzecz, którą osiągniesz. I tylko czekaj, a zaczną się zdarzać rzeczy wielkie.

Mamy wiele zestarzałych naleciałości o zmianie, o uczeniu się. Uczono nas najczęściej przez niedobory, przez karanie, przez zawstydzanie. Nie mamy zbyt dobrych skojarzeń jeśli chodzi o pracę nad sobą. Raczej myślimy o tym jak o reperowaniu, niż jak o pięknym procesie rozwijania się. Nic dziwnego, że nam nie szło najlepiej i woleliśmy się nie chwalić. A już domagać się jakiegoś święta – nie, to zbyt wiele. Więc czas to zmienić. Świętuj z byle powodu lub nawet czasem bez powodu. Czasem i tak trzeba. Wyjdź z rutyny, bo rutyna uśmierca wszystko, czego dotknie. Stań się Żywy. Doświadczaj i bądź świadomy.

Bądź świadomy siebie i świadomy tego, co się właśnie wydarza.

Bądź świadomy tego, co myślisz w obu sprawach. To twoje przekonania. Od nich zależy jakość twojego życia. Buduj użyteczne przekonania. Tylko użyteczne. Od teraz.

Już wiesz, że to zależy jedynie od ciebie. A jeśli jeszcze nie wiesz, to po prostu przyjmij na próbę, że tak jest – zbuduj sobie takie przekonanie – na tydzień i sprawdź, co się zdarzy. Ostatecznie masz wiele nie swoich prawd (przekonań) w swoim świecie. Niebawem to odkryjesz, jeżeli jeszcze tego nie odkryłeś. Jedno mniej – jedno więcej. Jaka różnica? To przekonanie przynajmniej jest użyteczne – to podstawa wolności w myśleniu.

Nie przeraź się, gdy odkryjesz, że cała masa „twoich” przekonań nie należy do ciebie. Niektóre należą do twojej mamusi lub babci, do twojego ojca lub pradziadka (bo ojciec też może nie wiedzieć, skąd się właściwie wzięły – zawsze to słyszał, tak samo, jak ty w swoim domu), od jakiegoś profesora lub księdza lub od kolegi lub od dziewczyny, w której się zakochałeś i przejąłeś wszystko bezkrytycznie, żeby też się w tobie zakochała, i tak dalej.

Jednak najgłupsze rzeczy sam sobie zrobiłeś. To źle i dobrze za razem. Źle, bo trzeba to „odkręcić. Dobrze, bo sam tego możesz dokonać. Możesz uwierzyć w co tylko chcesz. Pamiętam opowieść z początków działalności Bandlera (jeden z twórców NLP), który zajmował się naprawdę beznadziejnymi przypadkami, by pokazać skuteczność nowej metody. Przyprowadzili mu pacjenta, który twierdził, że jest trupem.

Bandler zapytał: Czy trupy krwawią?

Pacjent odpowiedział: Nie, oczywiście, że nie krwawią.

Więc Bandler (potrafił zaskoczyć i był nieco „dosadny”– to trzeba mu przyznać) wyjął z kieszeni skalpel i ciachną gościa po przedramieniu. Oczywiście krew popłynęła – to raczej można było przewidzieć. I co na to pacjent?

Pacjent sykną, popatrzył i zmienił zdanie.

„Cóż – powiedział – myliłem się. Trupy krwawią.”

Nawet Bandler był zaskoczony. Człowiek jest naprawdę niesamowitym stworem, nieprzewidywalnym.


Naprawdę możemy uwierzyć, w co tylko zechcemy!


To będzie wielka przygoda.


A później czeka cię wiele pracy. Jakiej? Już wyjaśniam.

Wreszcie twojej pracy i dla siebie samego.

Otóż okazuje się często, że swoich przekonań masz tylko kilka, naprawdę niewiele, a to oznacza, że trzeba nieco nadrobić zaległości. Cały twój świat czeka na wskazówki. To jest ta praca, która cię czeka, ale to już najprzyjemniejsza część zadania. Wreszcie stwarzasz swoje myślenie o swoim świecie. Od tego momentu wiesz, że sobie zawdzięczasz, że sam decydujesz, że od ciebie zależy to, jak żyjesz.

Zero pretensji.

Możesz to sobie wyobrazić?


Sam stwarzasz swoją Wolność.

KefAnn


« poprzedni kursdo góry« poprzedni kursdrukujdrukujwyświetleń: 4377

-
top
  International Coaching Community Logo  
top
top
  EMCC European EQA Quality Award  
top
top
  Zapisz się na newsletter  
top
top
  Spotkanie trenerów ICC  
top
  
 bottom