Warszawa coaching portal
Warszawa coaching ICC
coaching
ankiety online
Coaching Szkolenia artykuły KefAnn PDF
   
 
artykuły - Oświecenie nie jest ciągłym uczeniem się czegoś nowego, ale wyzbywaniem się starych przekonań i nawyków, które są nieskuteczne. /Nieznany  
 
   
   
menu
li_strona_glownastrona głównapr_strona_glowna
li_coachingcoachingpr_coaching
li_kursykursypr_kursy
li_kursy_coachingukursy coachingupr_kursy_coachingu
li_artykulyartykułypr_artykuly
li_prezentacjeprezentacjepr_prezentacje
li_linkilinkipr_linki
li_o_naso naspr_o_nas
li_kontaktkontaktpr_kontakt
menu dol

top
coaching partners
bot

top
bot

strony www multimedia crm ankiety online on-line - W Gorącej Wodzie Company
This Page Is Valid HTML 4.01 Transitional

artykuły

« poprzedni kursdo góry« poprzedni kursdrukujdrukujzmień czcionkę


Wzorce

Wzorce mają ogromny wpływ na nasze życie. Można właściwie powiedzieć, że w ogóle determinują sposób w jaki żyjemy. To brzmi dziwnie, ale życie „kręci się” wokół wzorców i jest w dużym stopniu ich nieświadomą realizacją. W pewnym sensie – dosłownym sensie - tkwimy w niewoli własnych wzorców. Oczywiście objawiają się wciąż po to, byśmy mogli je odkryć, odczytać i odebrać im moc.

Jest to ważne, ponieważ nasze wzorce nie tyle utrudniają nam życie, co wręcz uniemożliwiają nam przeżywanie szczęścia, a na pewno bardzo utrudniają. Najczęściej tak właśnie jest.

To one – nasze wzorce – a nie inni ludzie czy okoliczności
ograniczają nas i odgradzają od pełni, obfitości,
zdrowia, miłości, radości, szczęścia, lekkości, …
… oddzielają nas od nas samych.

Najczęściej jesteśmy tego nieświadomi, ale sami je umacniamy, sami oddajemy im władzę nad naszym życiem. Często jesteśmy nawet nieświadomi, że mamy w ogóle jakieś nieużyteczne wzorce i że one działają na naszą niekorzyść. Wiele rzeczy przyjmujemy jako tak oczywiste i prawdziwe, że do głowy nam nie przychodzi, by je zmienić. Nie przychodzi nam nawet do głowy, że w ogóle podlegają zmianie.

Spostrzegamy coś w naszym życiu i wierzymy, że tak było od zawsze i musi zawsze tak być. Takie myślenie samo w sobie jest po prostu wzorcem, a przynajmniej przejawem jakiegoś pierwotnego, wszechobecnego wzorca. Uczymy się slalomu pomiędzy własnymi wzorcami, by jakoś żyć, by optymalnie zbliżyć się do szczęśliwości, a właściwie oddalić od siebie cierpienie. Jednak dostrzegamy również, że slalom niczego nie załatwia. Nie rozwiązuje problemu, a jedynie go czasowo niweluje lub ewentualnie przekształca.

Przeczuwamy, że musi istnieć inne wyjście niż niekończące się powielanie własnych skostniałych wzorców i rzeczywiście jest. Jedno i najlepsze wyjście – odebrać im moc, pozwolić im „wyparować”.

Jednak, aby było to możliwe musimy wydobyć się z własnych pułapek myślowych. Potrzebujemy je w ogóle zauważyć. Potrzebujemy odkryć sposoby i powody utrzymywania ich przy życiu. Potrzebujemy również przekroczyć własne przywiązanie do swoich wzorców. Trudne, lecz prawdziwe – jesteśmy do nich przywiązani. Niektórzy są w nich wręcz „zakochani”, ale jest to delikatnie mówiąc „miłość uzależniona”.

Czym jest wzorzec?
Wzorzec oznacza tu nieuświadomiony powód lub strategię naszego sposobu działania i w konsekwencji oczywiście takiego, a nie innego sposobu przeżywania życia.

Oparty jest na naszych, najczęściej fałszywych przekonaniach i osądach. Nabywamy go tak wcześnie i tak nieświadomie, że nawet nie jesteśmy w stanie sobie tego przypomnieć. Wzorzec może mieć wpływ na każdą płaszczyznę naszego życia i może przejawiać się na wiele sposobów. Jest pewne, że w naszym życiu funkcjonuje albo wiele wzorców albo jeden wzorzec stale przejawia się na wiele sposobów. Na jedno wychodzi, bo „zabawa” tak czy inaczej trwa i marnotrawimy wiele swojej cennej energii na zmaganie się. Tym bardziej, że od pewnego momentu ta „zabawa” przestaje być zabawna, a zaczyna być niezmiernie uciążliwa.

Zmieniają się scenariusze, ale coś powtarza się w naszym życiu bez końca. To tak, jakby ktoś „kserował” nasz dzisiejszy dzień, by wyświetlić go jutro. Zaczynamy funkcjonować na granicy obsesji. Zaczynamy mieć poczucie, że zmagamy się z jakimś nierealnym życiowym natręctwem. Zachowujemy się jak bezmyślne i mechaniczne roboty, które bezmyślnie i mechanicznie działają. Właściwie zamiast słowa „działają” należałoby powiedzieć, że „doskonale odtwarzają zaprogramowaną bezmyślność, odruchowość, schematyczność”. Jest to zawsze ta sama reakcja w tej samej sekwencji – tak objawia się wzorzec. Wystarczy „nadusić odpowiedni guzik”, a zareagujemy w mało zaskakujący sposób – ten sam od wielu lat. Sytuacja nie ma znaczenia, jakakolwiek jest, uruchamia jedynie wewnętrzne „de ja vu”. Zaczyna działać wzorzec – przestaje działać myślenie. Tak, po „naduszeniu guzika” myślenie już nie działa – działają odruchy trenowane od lat. No cóż, właśnie myślenie by się przydało, ale zostało właśnie wyłączone. Tak działa wzorzec. Tak się objawia. Tym właśnie jest – mechaniczną bezmyślnością, przyzwyczajeniem, niewolą.

Czasem (po wszystkim) zadajemy sobie pytanie: „Co za cholerne fatum?” Ale to nie jest żadne fatum, to nasz wzorzec rozpanoszył się i przejawia się w całej swej pełni. Nie trzeba się złościć, trzeba zrozumieć dlaczego „on” to robi. Robi to, ponieważ pragnie zostać uleczony. Robi to, byśmy lecząc go (wzorzec) uleczyli swoje życie.

Każdy wzorzec (nawet najbardziej uciążliwy)
ma dobrą dla nas intencję.

Potrzebujemy tę intencję odkryć, wprowadzić zmianę i wtedy wzorzec sam odejdzie – raz na zawsze. Wszystko, co nie jest nam już potrzebne w życiu – po prostu odchodzi.

Wzorzec jest uzależnieniem umysłu i nieświadomym powodem naszych wielu odruchowych reakcji. Jest bazą naszych nawykowych i często rozpaczliwie irracjonalnych zachowań i działań. Chociaż najczęściej doprowadza do rozpaczy, to w rzeczywistości jego celem jest doprowadzić człowieka do poczucia sprawczości i mocy. To prawda, że jest to „negatywny motywator”, ale wzorzec tak ma i tyle. W przypadku wzorców materializuje się zasada, że „co cię nie wykończy, to cię umocni”.

Nasze wzorce są niewątpliwie wyzwaniem dla nas, a ich główne przesłanie brzmi:
„Weź swoje życie we własne ręce. Weź odpowiedzialność za swoje sprawy. Przestań działać odruchowo, zastanów się – nie widzisz, że sobie nie radzę. Jak długo będziesz prosił o przewodnictwo ślepego. Ulituj się nade mną i mnie uwolnij z tej służby. Miałem odegrać ci coś trzy razy byś doświadczył, załapał i dokonał zmiany. Nie dało rady, więc zgodziłem się na trzydzieści razy, ale nie na trzydzieści lat. Nie jestem tu po to by cię katować do końca życia lub choćby przez jedną chwilę. Jestem tu po to, byś się przebudził. Jestem tu po to byś mógł zatriumfować. Jestem po to, byś doświadczył pełni szczęścia. Jestem tu dla ciebie i jedynie ty sam powodujesz, że jestem. Uwolnij siebie ode mnie – to najlepsze z możliwych dla Ciebie i dla mnie wyjść.”

DIAGNOZA.
Na początek trzeba sobie sprawę przybliżyć. Uczynić swoim świadomym doświadczeniem. W innym wypadku będzie to jedynie czytanie. Trzeba z opowieści science fiction uczynić własną realność. Czyli, odnaleźć jakiś swój wzorzec, by mieć punkt odniesienia dla dalszych rozważań.

Nie ma wątpliwości, że każdy z nas ma jakiś wzorzec, jakiś nawykowy sposób ucieczki od problemów, który (niestety) sam w sobie tworzy te i inne problemy. Każdy z nas wypracował jakiś nałóg, by uciec, zasłonić, wyprzeć. To dziwnie zabrzmiało – „nałóg” – nie mniej tak właśnie jest. Sami wytwarzamy swoje nałogi – „ratują nas”. Słowo „ratują” w połączeniu ze słowem „nałogi” też może być nieco szokujące. Mówiąc o nałogu nie mam na myśli zjawisk postrzeganych przez ogół w ten sposób. Ogół dostrzega bardzo niewiele. Alkoholizm, nikotynizm, narkomania, seksoholizm to nałogi eksponowane i społecznie świadome – choć i tak zbyt powierzchownie rozumiane. Spełniają bardzo ważną funkcję i skutecznie zasłaniają wiele innych uzależnień. Pozwalają przejść spokojnie nad o wieloma innymi groźnymi rzeczami. Tak więc, mówiąc „nałóg” mam na myśli różne formy uzależnienia. Mam na myśli wewnętrzną nawykową reakcję. Jedne przejawiają się bardzo zewnętrznie, a inne nie – jedyna różnica. Na przykład alkoholizm jest zewnętrznym skutkiem, objawem czegoś, co i tak zaczęło się w środku (lecz tam nie pozostało). Każdy nałóg rozpoczyna się w ten sam sposób (myślenie) i w tym samym miejscu (umysł). W rzeczywistości to nie alkoholizm jest nałogiem. Alkoholizm jest chorobą.

Nałogiem jest reakcja, a jeszcze precyzyjniej rzecz ujmując
sposób wejścia w reakcję.

Przy alkoholizmie jest tak, że coś się dziej i reakcja (jedyna możliwa) jest taka – napiję się. Koniec myślenia. „Nieświadomy odruch”. Tak naturalny i błyskawiczny, że trudno to sobie w ogóle wyobrazić. Skok napięcia, emocja wybucha jak wulkan i jest po wszystkim.

Zostawmy alkoholizm. Wejdźmy na poziom ogólniejszy. W nałogu reakcje mogą być różne, ale mechanizm ten sam. To jest właśnie wzorzec. Dla przykładu w sytuacji napięcia jeden człowiek zacznie rzucać garnkami, talerzami, książkami, tym, co ma „pod ręką”, a drugi zacznie układać setny raz książki, myć czyste naczynia, wycierać talerze, myć podłogi lub robić w ciszy wiele innych rzeczy – nagle. Oto nałogowa reakcja, oto wzorzec. Pierwszy opisany człowiek „wyskakuje na zewnątrz jak terrorysta”, a drugi „chowa się w sobie i jest wycofany”. Wydaje się, że jedna reakcja jest lepsza od drugiej, ale realnie rzecz ujmując znaczą to samo – są nawykowym, uzależnionym działaniem – materializacją wzorca, który trzyma człowieka w więzieniu, a jedyna różnica, to „kolor ścian”. To żadna różnica.

Podsumujmy.
Pojawia się impuls i w ślad za nim pojawia się „jakaś” reakcja – oto nałóg.

Każdy jest nałogowcem, lecz nie każdy ma odwagę to uznać. Nie każdy też jest na tyle zdyscyplinowany, by to ukryć przed innymi. Natomiast nikt nie może ukryć tego przed samym sobą. No chyba, że wybiera zupełną nieświadomość – wtedy (ewentualnie) ma szansę. „Ewentualnie” – ponieważ nie jest to pewne i „ewentualnie” – ponieważ wszystko się zmienia (to jedno z praw obowiązujących w całym Wszechświecie).

Więc wróćmy do diagnozy. Zastanów się.
Jakie są moje odruchowe reakcje w sytuacjach zaskakujących, stresujących lub wysoce emocjonalnych?
Nie koniecznie to natychmiast robisz (możesz należeć do tych zdyscyplinowanych – oni mają trudniej), ale twoja myśl tam idzie.
W jaki sposób wracasz do normy?
Co cię uspokaja?

Pamiętaj, że nie chodzi o działanie, ponieważ jest ono tylko zewnętrznym przejawem. Chodzi o rozpoznanie wzorca, który się reprezentuje w ten czy inny sposób. Nadaj mu nazwę.

W moim przypadku najczęściej jest tak, że zaczyna działać wzorzec wycofania. Wchodzę w milczenie, sprzątam, czytam książkę, chowam się w drugim pokoju na kilka dni lub piszę całymi dniami. To mój podstawowy wzorzec. Ale innym razem dla odmiany wchodzę w kłótnię, staję się „terrorystą”, złośliwym „niewinnym”, który wszystko zwala na kogoś innego lub na sytuację. Mam świadomość, że sam ją stworzyłem taką, jaką jest, a mimo tego poszukuje winnych. Wiem, że nie ma winnych (jest tylko wolna wola), w mimo tego tak robię. Wpadam w furię, krzyczę, macham rękami i przypominam małego, bezradnego dzieciaka. Mnożę powody i chcę udowodnić swoje racje – co nie ma większego sensu, ponieważ każdy ma i uznaje jedynie swoje racje.

Z tej krótkiej notki wynika, że mam więcej niż jeden wzorzec (to dla mnie oczywiste) – przynajmniej na tym poziomie postrzegania. Oczywiście można wejść głębiej i znaleźć nazwę (wzorzec) zawierający te dwa pomniejsze „wzorce reagowania”. Pojawia się rozróżnienie: wzorzec i wzorzec reagowania. Być może będzie nam bardzo użyteczne. Poszukujemy wzorca, a drogi dojścia do niego mogą być różne dla różnych osób. Nie przywiązuj się do moich przykładów. Poszukuj swoich, idź za własną intuicją i własnym porządkiem.

Być może na głębszym poziomie moim wzorcem jest lęk przed odrzuceniem lub brak miłości do siebie lub brak akceptacji siebie. Może być różnie i może być wszystko na raz. To się jakoś skleja w całość. Może jest tego jeszcze więcej.

Problemem w odkrywaniu wzorca jest fakt, że boimy się to wyjąc z cienia. Boimy się, co to jest i wyjąć to na poziom świadomości. Chcemy „uratować swoje życie” przez ukrywanie tego. Oto problem. Boimy się stanąć w prawdzie nawet sami przed sobą. To jest szczyt tchórzostwa. Lecz jeżeli tego nie dokonamy, nie będziemy bliscy nawet samemu sobie. Oto cena tego lęku. Nigdy się nie dowiemy czym jest bliskość, miłość, spokój, radość, akceptacja, wybaczenie, wolność i wiele innych zjawisk. Będziemy o nich mówić, ale ich nie przeżyjemy. Myślę, że to jest jedna z głównych ludzkich tragedii, a już na pewno jest to jedna z głównych przyczyn ludzkich tragedii.

Tak wygląda etap zwany diagnozą. Jest to wewnętrzny proces odkrywania siebie przed samym sobą i dla siebie. Czy jest mało przyjemny? Nie sądzę. To zależy jak się na to popatrzy. Jeżeli potraktujesz to jak „rodzenie się” do prawdziwego życia, to uznasz to za wielkie dobro, przyjemność i święto, a wtedy maleńki, chwilowy dyskomfort (nawet jeżeli się pojawi) nic nie znaczy. Jeżeli nie, to nigdy tego nie dokonasz, a więc nic nieprzyjemnego cię nie czeka. Dalej będziesz myślał, że żyjesz. Nadal będziesz trwać w iluzji i nigdy niczego się o sobie nie dowiesz – chyba, że z cudzej książki, ale to nie będzie tak naprawdę o tobie.

To mnie zawsze zaskakuje. Jak wielu ludzi wybiera świadomie własną nieświadomość. Tak, trwanie w nieświadomości jest świadomym wyborem. Łatwo to wyjaśnić. Nie można podjąć nieświadomej decyzji. Jeśli byłaby nieświadoma, to w ogóle byś jej nie mógł zauważyć – „nieświadoma” to bowiem znaczy. Jeżeli jednak ktoś mówi: „Nie, nie będę tam zaglądał. Może kiedy indziej. Dziś nie mam ochoty – może jutro.”, to nie jest to już nieświadomy wybór. Właśnie podjął świadomą decyzję. Owszem, nadal pozostaje nieświadomy tego, z czego właśnie zrezygnował, ale wybór jest świadomy. Więc świadomie wybrał nieświadomość.

Wróćmy do kontynuacji poprzedniego akapitu. Oczywiście, mały dyskomfort się pojawi to jest pewne. To oczywiste. Ostatecznie zadziała wzorzec, z którym chcesz się właśnie rozprawić. Wzorzec zrobi wszystko, byś zrezygnował – zbliża się jego koniec, a na pewno koniec jego panowania nad tobą (i on to już wie), a każdy byt ma wbudowany w siebie mechanizm „przetrwania”. Więc skoro to wiesz, to w czym problem? Wykorzystaj to i niech to się stanie twoim najważniejszym drogowskazem. Masz opór, reakcję – idź za tym, odkrywaj. Wtedy nigdy nie zbłądzisz. Pamiętaj, nie ma mapy – mapa nie istnieje, istnieją tylko wskazówki, kompas, potrzeba odkrycia prawdy i twoja wolna wola. Tylko tym dysponujesz.

Twój świat jest niepowtarzalny. Zostanie taki tak czy inaczej, ale jeżeli nie wybierzesz się w tę podróż, to zostanie niestety również niepoznany. Pomyśl, twój świat i jest niepoznany – nawet przez ciebie samego – to jest dopiero kosmiczna tragedia. Wyobraź to sobie. Twoje życie jest jak wieżowiec. Wiesz, że jest twój, stoisz przed nim. I następny raz wchodzisz do drewnianej komórki pełnej badziewia, patrzysz przez maleńkie okienko i mówisz: „to moje życie, widzę je, jest tuż przede mną – jakie jest piękne.” Ale patrzysz na nie tylko z zewnątrz, nie przeżywasz go. Nie wchodzisz do tego (własnego) wieżowca, żeby nie pobrudzić podłogi, albo z lęku, że się tam zgubisz. A może boisz się coś odkryć, coś leży na parterze w lewym zakamarku, tuż obok kwiatka? A może tylko myślisz, że tam leży? A może to nie ty tak myślisz, tylko odsłuchujesz starą płytę twojego wzorca? Twój lęk jest daremny. Jeżeli „to” tam rzeczywiście jest, to i tak tam jest. Leży sobie spokojnie i sprawia, że żyjesz w komórce. Owszem zabezpiecza cię to przed odkryciem „tego”, ale jednocześnie rezygnujesz z odkrycia wszystkiego powyżej parteru. Jeśli „coś” leży na siedemnastym piętrze lub trzydziestym – nigdy nie wejdziesz powyżej niego. A jeśli tam jest najpiękniej, to co? I po jaką cholerę w ogóle masz te wszystkie piętra? Po to, by się frustrować posiadaniem? Chcesz się zaliczać do milionów „bogatych” biednych ludzi żyjących w komórkach lub jeżdżących do pracy rowerem, żeby nie niszczyć pięknego samochodu? Ma być piękny czy ma służyć? Oto sedno odwiecznego dylematu: „mieć czy być”.

Kto tu rządzi? Twój wzorzec czy ty? Kto tu kogo ma w „posiadaniu”? kto tu jest Gospodarzem, a kto gościem (nawet nie sługą)?

Warto pomyśleć, albo pogodzić się z faktem, że jedynie śni się sen o prawdziwym życiu, a nie żyje Życie.

Przeżywanie Życia to coś więcej niż śnienie snów.

Diagnoza jest niezbędnym elementem na drodze do przebudzenia. Nie powiem, że jest prosta, ani nawet, że kiedykolwiek się kończy. Pewnie się kończy skoro Kriszna, Jezus, Budda i kilku innych doszło do końca. Ważniejsze w tej chwili jest jednak to, że nie można nigdzie dojść bez przejścia przez ten etap.

Wielu ludzi łapie powietrze, pochłania tony pokarmów, gapi się w telewizor, jeździ samochodem, chodzi do pracy i robi miliony innych rzeczy, ale czy to oznacza, że oni żyją. Nie!

Życie to coś więcej niż robienie tych wszystkich rzeczy. Te rzeczy dowodzą jedynie, że ktoś wegetuje lub doświadcza najniższego z poziomów egzystencji, której właściwie w pełni nie rozumie lub nawet nie dostrzega. Jest zabiegany i nieświadomy. Brak mu samoświadomości. Jest cywilizowanym zwierzęciem osadzonym w bezmyślnych rytuałach, nawykach, odruchach, lękach, układach, społeczeństwach, martwych religiach, jedynych kościołach, wymyślonych kulturach, państwach – więzieniach. Chodzi po Ziemi i piorą mu dziesiąty raz jego setki razy „wyprany” mózg. Dlaczego to wciąż robią? Ponieważ nie da się z niego wyprać niektórych rzeczy. Są jak zapis, którego nie można usunąć. Jedna myśl wystarczy, żeby ów zapis zaczął znów działać – i dlatego wciąż piorą – wiedzą to. Wiedzą, że można komuś wypłukać krew z żyły, ale nie da się usunąć żyły (jeżeli ma nadal wegetować i być nieświadomym karmicielem). Trzeba tę żyłę napompować czymś innym (jakimś płynem ustrojowym), ale wiadome jest, że pamięć jest w żyle, a nie we krwi. Więc zawsze może się przebudzić i całe dzieło „wzięło w łeb”.

Kto „się przebudzić”? Człowiek „się przebudzić”! Albo raczej Człowiek „się przebudzić” w tym, co nieświadome.

Dość tych wyjaśnień.

Jakikolwiek jest twój wzorzec lub jakiekolwiek są twoje wzorce – to bardziej prawdziwe – poszukuj ich i rozprawiaj się z nimi. One trzymają cię w komórce – więzieniu. To za ich przyczyną żyjesz, a nie Żyjesz. Trzymają w cieniu twoje Piękno – niepowtarzalne Piękno.

Odkrywaj jeden po drugim i przyglądaj się im, patrz jak działają, obserwuj najpierw – nic więcej nie rób. Za szybkie działanie to falstart. Najpierw dobrze się rozejrzyj, zapoznaj się z tym wzorcem, obserwuj jak działa, obserwuj na jakich płaszczyznach twojego życia, obserwuj, obserwuj, obserwuj…, szukaj powiązań, uświadamiaj sobie najwięcej, jak tylko możesz. Jeżeli uświadomisz sobie wszystko, to czeka cię niespodzianka. Gdy zechcesz coś z tym zrobić okaże się, że nie ma nic do zrobienia – samo się stało, rozpuściło się, znikło. Zauważysz, że przestaje działać – upajaj się tym. Zauważysz, że jest tym, czym zawsze było – wymysłem, wzorcem – żadną rzeczywistością. To był jedynie sposób myślenia, który objawiał się na zewnątrz w wielu uciążliwych działaniach. Ale gdy sobie to poobserwujesz, to nie będziesz miał potrzeby działać. Uświadomisz sobie następujące procesy, a przestaną pociągać za sobą działania.

Wzorzec sam się rozłoży dzięki twojej świadomości.

To jedyne co masz ćwiczyć, jedyne co masz robić: obserwować i utrzymywać świadomość, co obserwujesz i że nic nie musisz więcej zrobić.

To, co masz robić to nic nie robić i być świadomym.

Jeżeli zaczniesz przeciwdziałać, to stworzysz nowy wzorzec i praca zacznie się od nowa za jakiś czas. Każdy bowiem wzorzec jest tylko wzorcem. Jest użyteczny do pewnego momentu, a później chce przejąć „władzę” i rządzić wszystkim, a to wcześniej czy później przeszkadza w życiu, ponieważ staje się „nowym więzieniem”.

Myślisz, że musisz coś robić, bo inaczej będziesz nikim, człowiekiem bez charakteru. Myślisz, że nikt cię nie pokocha, nie zaakceptuje lub coś w tym rodzaju. Oszukujesz się, ponieważ i tak nikt cię nie akceptuje. Jeśli by cię akceptował, to nie potrzebowałby, abyś reprezentował „taki, a nie inny charakter”. Ludzie akceptują „twój charakter”, a nie ciebie. Obudź się. Żyjesz w napięciu po nic! Świetnie wiesz, co należy, a co nie. Dostosowujesz się, idziesz na układ z innymi i z samym sobą – realizujesz w ten sposób „swój charakter”. Naprawdę nie dostrzegasz tej iluzji?

To naprawdę ciekawe zagadnienie, ponieważ Mistycy głoszą, że najlepiej nie mieć żadnego charakteru. Jeżeli już musisz mieć jakiś charakter, to niech nim będzie „brak charakteru”. Charakter w potocznym rozumieniu najczęściej staje się następnym więzieniem. To wynik tresury: „wolno ci to, a nie wolno tego”, „przystoi ci to, a nie przystoi tamto”. To odbiera ci świeżość, prawdziwość. Reagujesz jak wytresowane zwierze. Nie ma w tobie Życia. Wytresowane zwierze reaguje inaczej niż zwierze dzikie. Wiesz to. Wytresowane jest przewidywalne. Może zachwycać, ale zawsze gdzieś w tle jawi się myśl, że to kłamstwo. Popatrzysz, pośmiejesz się przez chwilę i tyle z tego wynika. Chwilę później wychodzisz z „cyrku” i smutny wracasz do prawdziwego „nie życia”.

Wróć do Życia! Czemu nie? Jesteś zwierzęciem – dzikim i nieprzewidywalnym. To jedna strona medalu. Ale też Piękną, Żywą i Samoświadomą Istotą. To druga strona tego medalu. A ten medal ma jeszcze brzeg, kant, „bieżnię” – nazwij to, jak chcesz – przebiegnij się po tej „bieżni”. Jest twoja. Jeśli ty po niej nie pobiegniesz, to nikt nigdy po niej nie pobiegnie. Bezużyteczna „bieżnia” – bezużyteczne Życie.

Nie znaczy, że masz robić jakieś głupie rzeczy. Masz robić to i tylko to, co prawdziwe. To nie jest samowolka – to jest Wolność. Masz być świadomy i w łączności ze sobą przez cały czas. Wszystko jest niespodziewane, ale nie ma żadnych niespodzianek. Żyjesz, a nie rujnujesz się. To wielka różnica. Zmiana dotyczy tylko tego, że od tej chwili nikogo już nie udajesz. Wreszcie masz szansę być sobą! Prawdziwym. To wszystko. To jest dopiero wielka odpowiedzialność. No i wreszcie dowiesz się kim w ogóle jesteś lub, że w ogóle JESTEŚ.

Przestajesz być jakimś „charakterem” na który można wszystko zwalić,
a zaczynasz być Osobą, która za siebie odpowiada.
Za siebie i całe swoje Życie.

Tak to wygląda. To piękne!

To dopiero skok w nieznane, co?
No pewnie! Nie znane. Zawsze takie pozostanie, jeśli nie skoczysz. Nie poczujesz przepływu mocy Wszechświata przez siebie i zawsze będziesz o niej marzył, zawsze będziesz sobie wyobrażał jak to jest i twoje życie przeleci na takim wyobrażaniu – będzie jedynie wyobrażeniem.

Boisz się? To oczywiste, a nawet naturalne!

Teraz właściwie dopiero dowiadujesz się czym jest prawdziwy lęk. Całe twoje dotychczasowe życie (to, co nazywałeś życiem) na szali. W porównaniu z tym lękiem wszystkie inne, wcześniejsze lęki (to, co uznawałeś za lęki), to „pikuś”. No cóż, co prawda, to prawda.

Nic nie rób! Nie uciekaj i nigdzie nie idź!. Zostań tu, gdzie jesteś i z tym, z czym właśnie jesteś. Obserwuj to. Bądź świadomy. Właśnie masz szansę na pierwszą lekcję świadomości. Obserwuj. Dowiedz się jak to działa. Za chwilę (a może już) jesteś zaskoczony, jak twoje lęki same znikają. Sama świadomość wystarczy. Widzisz? A myślałeś, że to trudne lub że nie działa.

Trudne jest dostrzec tę chwilę i w niej zostać. Trudne jest zachować pełną świadomość – trzeba ćwiczyć. Ale jeśli już w to wejdziesz – samo się dzieje. Wystarczy być uważnym, stać jakby „na zewnątrz” siebie i obserwować. Świadomość.

„Pomocnik” jest w tobie. Jeżeli popadasz w emocje, lęk, napięcie – wszystko jedno – zacznij najpierw świadomie oddychać. Głęboki wydech – głęboki wdech. Zaczynaj zawsze od wydechu. Najpierw wypuść z siebie wszystko, co tam jest – wyciśnij to do końca i odczekaj chwilę, a później powietrze samo w ciebie „wskoczy”. To będzie wielce odświeżające. Później „zrób” kilka głębokich wdechów i wydechów. To „wygładzi” emocje i pomoże ci obserwować. Właściwie to dopiero umożliwi ci obserwację, która jest w rzeczywistości samoobserwacją. To tak, jakbyś stał na zewnątrz siebie, swojego umysłu i widział przelatujące myśli, jakbyś był na zewnątrz siebie i obserwował swoje emocje. O to właśnie chodzi. Nie martw się, to cię nie oddzieli od siebie – wręcz przeciwnie, wreszcie poczujesz kontakt ze sobą. Jeżeli robisz to pierwszy raz, to szczególnie to zapamiętaj, bo tak wygląda kontakt z samym sobą. I zrób sobie święto, jeżeli tego dokonałeś. Należy ci się. Delektuj się swoim doświadczeniem i naprawdę je świętuj. To pierwsze doświadczenie pełnej Wolności. Tak, prawdziwa Wolność polega właśnie na tym, by wyrwać się niewoli swoich wzorców, by wyrwać się umysłowi, nawykom – całej nałogowe egzystencji. Prawdziwa wolność polega na tym, że możesz w ogóle coś wybrać, a to, co przed chwilą się zdarzyło, to właśnie twój świadomy wybór. Gratulacje!!!

I tylko ci, którzy tego nigdy nie doświadczyli mogą mówić, że jest to proste. Jednak na pewno niczego nie mogą powiedzieć o pięknym przeżyciu. To można jedynie przeżyć i jest poza słowami.

To jest właśnie bogactwo życia.

To bardzo uwalniające. Wyobraź to sobie. Mówisz zawsze i tylko to, co myślisz. Nic nie musisz zmyślać. Żadnego napięcia związanego z jakimś tam ukrywaniem, dorabianiem ideologii do oszustw, jakimś tam udawaniem, koniec z robieniem czegoś, czego nie chcesz lub nie robieniem tego, czego chcesz. Koniec mówienia rzeczy, które ktoś chce usłyszeć i ciągłego naginania się do jakichś wydumanych i bezwartościowych wyobrażeń. Zwłaszcza, że w różnych sytuacjach się one zmieniają i nie wiadomo czasem którą opcję należy w ogóle wybrać, by zadowolić. To wielka zgadywanka, a poza tym z wyobrażeniami i tak nigdy nikt realny nie wygra. Wyobrażenia mają to do siebie, że zawsze są piękniejsze niż rzeczywistość.

Żyjesz wreszcie bez tego dziwnego, nieokreślonego lęku – przed niczym konkretnym, a mimo to przed „wszystkim”. Bez lęku, że ktoś cię odrzuci, że skrytykuje, oceni. Wreszcie ma szansę poznać cię prawdziwego. Wreszcie jest szansa na Bliskość (przez duże „B”).

Dla przykładu wyobraź sobie sytuację, gdy pojawia się propozycja wyjścia do znajomych lub rodziny. Akurat masz dzień, gdy ci się nie chce, ale twój partner chce i tego właśnie oczekuje, że pójdziecie. Boisz się powiedzieć wprost: „kochanie nie chcę iść”. Naginasz się. Najpierw kombinujesz, jak się wywinąć, ale wreszcie odpuszczasz. Masz same nieprzyjemne odczucia i wyobrażenia. Zrobiłeś coś dla kogoś i już w środku za to płacisz. Najczęściej wizyta będzie mało udana. Albo będziesz znudzony albo w złym humorze z byle powodu. Pomęczysz się przez kilka godzin tam i przez kilka godzin później. Będziesz obwiniał innych za swój zły humor lub zmarnowany czas. Ale w rzeczywistości to jedynie twoja sprawa. Nie powiedziałeś „nie”, więc do kogo pretensje? Możesz chcieć się bronić, że nie chciałeś zepsuć dnia partnerowi, ale to tylko nic nie warte wymówki, ponieważ najprawdopodobniej twój partner i tak nie bawił się najlepiej widząc twoją minę. Może nawet w drodze powrotnej doszło do kłótni między wami i wybuchł „wulkan” wzajemnych obarczeń. I co zyskaliście? Nic! Teraz czujesz się jeszcze gorzej. Oboje czujecie się źle. Bliskość znika. Właściwie w ogóle jej nie było, ponieważ gdyby była znaleźlibyście lepsze rozwiązanie mówiąc ze sobą szczerze, zamiast pakować się w kanał. Tak, zawsze gdy robisz coś dla kogoś lub ktoś robi coś dla ciebie – ale nie dla samego siebie i swojej radości, to pakujecie się w kanał.

Jeżeli ktokolwiek robi coś dla kogoś i wbrew sobie,
pakuje się w kanał.

To jeden z wielu wzorców. Można tę klasę nazwać społecznymi. Mamy ich całe mnóstwo. Wychowano nas tak, byśmy poświęcali się dla innych. To nic nie daje, ale wszyscy tak robią i tego oczekują. Straszna głupota, ale tak jest. Społeczny wzorzec o wielkiej sile.

Najciekawsze jest to, że wraz ze zrozumieniem tego wzorca on zniknie (jak każdy inny) i powstanie pole wolnego wyboru. Korzystając z przykładu wyjścia do rodziny można powiedzieć, że wcale nie musieliście rezygnować z wyjścia. Gdyby nie działał wzorzec „poświęcania się dla innych” znaleźlibyście rozwiązanie akceptowalne dla wszystkich i bez kosztów emocjonalnych. Wystarczyłoby szczerze porozmawiać i znaleźć powód owej niechęci, a następnie zaakceptować to i poszukać pozytywnego powodu – swojego prawdziwego powodu, by tam być z korzyścią i w dobrym stanie. Kluczowym słowem w poprzednim zdaniu jest: „SWOJEGO”. W innym wypadku jest to wchodzenie w kanał. Ironia jest taka, że z udawanym uśmiechem. Można by na przykład to spotkanie wykorzystać jako „poligon doświadczalny” i dowiedzieć się w jego czasie, czego tak naprawdę nie lubię będąc w towarzystwie. Albo zrobić sobie trening słuchania z ciekawością i zgadzania się z innymi ludźmi – bez względu na racje (wiadomo, że każdy ma rację w swoim świecie). Albo trening zarządzania własnymi emocjami. Cokolwiek. Tak naprawdę ma to drugoplanowe znaczenie. Ważne, aby miało to dla mnie znaczenie pozytywne i mnie jakoś rozwijało wewnętrznie.

Przyznanie się głośno do niechęci jest uszanowaniem samego siebie. Jeśli ktoś udaje, że jest wszystko w porządku wtedy, gdy czuje, że nie jest – robi sobie i innym krzywdę. Tak naprawdę to jedyny powód złego nastroju i męki. Takich okazji do odkrywania i przekraczania swoich wzorców mamy naprawdę sporo.

Rób wszystko, co robisz jedynie z własnej chęci. Wszystko inne nie ma sensu. Odrzuć to! Jeżeli szukasz i szukasz pozytywnego powodu i go nie znajdujesz – odpuść, zrezygnuj. Może innym razem. Czasem trzeba po prostu odpuścić. To jest również oznaką dojrzałości i świadomości. Wmówiono nam wiele rzeczy na temat tego, co znaczy doskonałość i uwierzyliśmy w te rzeczy. Co więcej chcemy je zrealizować. To oczywiście oznacza, że nie jesteśmy doskonali, a nikt nie lubi się czuć niedoskonałym. Wytwarza się niepotrzebne wewnętrzne napięcie i głupi wzorzec rządzi naszym życiem.

Doskonałość jest zarezerwowana jedynie dla świadomych.
Dlaczego?
To proste!
Tylko oni potrafią spostrzec,
że już są doskonali – tacy, jacy są.

Nie znaczy to, że nie mają nic ze sobą do zrobienia. Wręcz przeciwnie, zawsze znajdą coś, co warto poprawić. Jednak nie dlatego, by się komuś przypodobać, by się udoskonalić lecz dlatego, że chcą piękniej żyć i mieć więcej radości.

Wzorce to jedynie schematy myślowe. Mogą być na jakimkolwiek poziomie i zawsze są tylko tym. Na zewnątrz mogą objawiać się na miliony sposobów i nadal będą jedynie schematami myślowymi. Wystarczy się im przyglądać i zachować świadomość, a znikną wraz z całym wachlarzem bezsensownych zachowań. To następna wskazówka.

Jeżeli ktoś zaczyna zachowywać się bezmyślnie,
odruchowo, następny raz tak samo, przewidywalnie,
tak, jakby nie mógł wyhamować, jakby był w „amoku” –
to znaczy,
że właśnie jest pod wpływem jakiegoś silnego wzorca.

Wzorce są pewnego rodzaju uwarunkowaniami, bardzo silnymi i ugruntowanymi. Niektóre trenowaliśmy od dzieciństwa. Pewne jest, że większość z nich powstało w sytuacjach związanych z jakimiś dużymi emocjami – więc tym silniej działają. Czasem mówimy sami do siebie (po wszystkim – czyli, gdy już wzorzec się w całości zaprezentował i wróciliśmy do „normalności”): „Co mnie opętało? Takie działanie nie ma żadnego sensu. Tyle razy sobie obiecywałem….” i tym podobne.

Kłopot polega jedynie na tym, że do tej pory myśleliśmy, że to my jacyś jesteśmy „nie tacy”, jak trzeba. Nadawaliśmy sobie jakąś fałszywą tożsamość i katowaliśmy siebie. To nic nie daje. Pogarsza i tak niedobrą sytuację. Powiększa jedynie i tak dużą nieporadność. Naturalnym jest, że chcieliśmy o tym zapomnieć, ponieważ nie jest to przyjemne myśleć o sobie w negatywny sposób. Czasem też słyszeliśmy: „Jesteś sukinsynem, głupcem, ….” (lub jakaś inna negatywność z poziomu tożsamości) – gruby kaliber. A to wielka bzdura! To żadna prawda o nas, to jedynie prawda o wzorcach, które realizujemy. Więc następnym razem – zamiast się denerwować i obwiniać lub krytykować i dobijać – zadaj sobie pytanie:

„Jaki wzorzec zadziałał?”

Zachowaj spokój. Obserwuj. To nie ty jesteś nie w porządku, to twoje wzorce są nie w porządku i co więcej rządzą, karmią się twoim złym stanem.

Następnym razem skorzystaj z okazji i się zabaw.

Powiedz do siebie: „A to cwaniak. Doskonale zadziałał. Ale mnie zakręcił skubaniec. Ale się długo i sprytnie ukrywał. Pewnie zgłodniał, więc się objawił. To niesamowite…. Naprawdę działa doskonale.”

Powiedz do niego: Witaj! Cieszę się, że cię widzę. Miło, że wyszedłeś z cienia. Widocznie masz dość i chcesz odejść – chętnie ci pomogę – zawsze chętnie pomagam przyjaciołom.”

Poprzyglądaj się, poobserwuj sobie gościa, obserwuj jak działa i jakie są tego skutki, a później pozwól mu zniknąć. Podziękuj mu za to, że był ci nauczycielem i pozwól mu rozpłynąć się. Skorzystaj z nauki i pozwól mu „przejść na zasłużoną emeryturę.”

Tak właśnie odzyskuje się prawdziwą Wolność – spokojnie, powoli i przyjaźnie. Bez walki. Zawsze wychodzisz silniejszy, mądrzejszy, sprawczy i uradowany. Zawsze szczęśliwszy. Zaczynasz odzyskiwać świadomość. Zaczynasz czuć się Panem siebie, a nie sługą na cudzym dworze. To naprawdę miłe uczucie. Prawda?

Zawsze możesz to zrobić, w każdej sytuacji, która ci nie pasuje i którą chcesz odmienić w przyszłości. Ktoś cię zdenerwował. Nie ważne żona, dziecko, mąż, szef, sprzedawca, ktokolwiek. Mówisz: „jestem do kitu, znów się wydarłem, itp.” Uspokój się, weź kilka głębokich oddechów (zacznij od wydechu). Uświadom sobie, że to zadziałał silny wzorzec, on jest do kitu, jeśli tak właśnie działa. Obserwuj go, obserwuj swoje myśli, obserwuj emocje – nic więcej nie rób, zaniechaj jakichkolwiek działań, skup się na oddechu – obserwuj oddech. Oglądaj myśli jakby „z zewnątrz” – jakby były cudze. Pozwól im płynąć. Za chwilę się nieźle uśmiejesz. To może kogoś nieźle ubawić, że zaczynasz się śmiać, choć jeszcze przed chwilą... – zostaw to. Skup się na swoim wnętrzu, które obserwujesz jakby „z zewnątrz”. Baw się tym, bądź ciekaw, obserwuj i bądź uważny – to wszystko.

Po chwili zaczniesz sobie uświadamiać, że tak naprawdę to nikt nie może ciebie zdenerwować. Jedynie sam możesz tego dokonać. Ktoś może zrobić różne rzeczy, ale zdenerwować się możesz jedynie ty sam, ponieważ „zdenerwować się” znaczy zareagować w taki, a nie inny sposób. A niby od kogo to zależy poza tobą samym, jak zareagujesz?

Dzieciak podszedł i grzecznie powiedział: „Tato, daj „dychę” i nie pytaj na co”. Zdenerwował cię. Nie! On tylko poprosił o „dychę” – zdenerwowałeś się sam. Dzieciak pewnie nawet nie wie dlaczego zacząłeś wrzeszczeć. Bądź pewien, że w tej sytuacji nie chodziło mu o to, by cię zdenerwować. Chciał „dychę”, a jest mu wiadome, że w nerwach mu nie dasz. Bądź logiczny. No chyba, że dajesz dziecku „dychę” jedynie wtedy, gdy cię zdenerwuje – to zupełnie inna gra. Jeżeli macie taką umowę, a on potrafił cię następny raz zaskoczyć i „zdenerwować”, to tym bardziej powinieneś być zadowolony i mu ją po prostu dać.

Albo, partner ci mówi: „Wiesz, jestem zmęczony… nie mam dziś ochoty na to, na co ty właśnie masz (cokolwiek to jest).” Ale cię zdenerwował. Nie! Sam się zdenerwowałeś. Nadałeś temu jakieś szczególe znaczenie, zamiast po prostu potraktować jako informację. Pomyślałeś, że to może coś znaczy na twój temat, albo, że to przez ciebie i się nakręciłeś. Sam tego dokonałeś. Nie oszukuj się i nie zwalaj na innych. Partner potraktował cię jak dorosłego i dał ci informację. Zrobił to wprost i szczerze. Powinieneś się ucieszyć, że macie otwartą komunikację i że cię szanuje. Chyba byś się nie ucieszył, gdyby postąpił wbrew sobie i coś poudawał – sam tego pewnie nie lubisz robić. To ty wolałeś się zdenerwować, a nie ucieszyć. To twoja decyzja. Wybrałeś nerwy. Powiedz to sobie szczerze: „Teraz wybrałem zdenerwowanie. Chcę mieć taki wieczór i już.” Denerwuj się ile chcesz, ale się nie oszukuj i nikogo poza sobą nie obwiniaj. Siebie też nie obwiniaj, bo po co. Wina nie istnieje, istnieje jedynie wolny wybór. Ciesz się ze swojej wolności. Albo się nie denerwuj i ciesz jeszcze bardziej. Twój wybór. Amerykanie mawiają: „Bądź szczęśliwy – chyba, że masz inne plany.” Lubię to powiedzenie, zwłaszcza, że ludzie wygłaszają w dzisiejszych czasach naprawdę wiele durnot typu: „Jeżeli coś może pójść źle, to tak właśnie będzie – źle pójdzie.”

Albo weźmy jeszcze jeden przykład. Twoja teściowa mówi: „Co z ciebie za mąż. Źle traktujesz moją córkę.” O zdenerwowała cię. Nie! Sam się zdenerwowałeś. Jeżeli to nie jest prawda, to czy się przejmujesz? Jeżeli to prawda, to podziękuj i wyciągnij wnioski, zanim cię zostawi. Nie masz czasu na nerwy – trzeba działać! Gdyby to samo powiedziała do ciebie twoja własna mamusia, którą oczywiście przykładnie kochasz, też byś się tak zdenerwował. Raczej nie! Uśmiechną byś się i powiedział do żony „przepraszam” lub powiedziałbyś, że się troszkę zagalopowałeś lub po prostu się przekomarzacie. Nie zdenerwował byś się, ponieważ nadałbyś temu inne znaczenie. Ale teściowa, to co innego. Tak, tak…, każdy słyszał kilka durnowatych kawałów o teściowych. I co z tego, że ktoś bawi się cudzym kosztem. Nie musisz czynić podobnie. Zresztą o zięciach też kilka mogłeś słyszeć. Czemu tych nie powtarzasz? Ludzie, którzy opowiadają uszczypliwe kawały o innych, robią to po to, by się nad samym sobą nie rozpłakać.

Dość tych ilustracji.

Wzorce istnieją i nie trzeba ich jakoś szczególnie poszukiwać. Raczej trudno ich nie zauważyć. Mam nadzieję, że czujesz się zainspirowany.

Powodzenia i za Wolność!!! – (takie hasło) ;o))

Co zdenerwowałem cię? Nie! Sam się zdenerwowałeś.

Najpierw wydech. Teraz kilka głębokich wdechów i wydechów, …, wiesz, co robić…, powitaj gościa…, obserwuj i bądź uważny…, obserwuj…, czekaj…, … zniknie….

WZORZEC
Wzorzec
Wzorzec
Wzorzec
Wzo
Wz
...

Jakie to wspaniałe…, rozpłyną się…, następny się rozpłyną…, świętuj….

Na zewnątrz wzorce mogą objawiać się na tysiące przeróżnych sposobów. Pooglądaj ludzi, a się przekonasz, że tak jest. Każdy po „naduszeniu guzika” jakoś działa: krzyczy, milczy, złości się, przeklina, pije, pali, wpada w agresję, obwinia, płacze, kładzie się na ziemi, idzie do łóżka, czyta książki, ogląda filmy, gra na komputerze, izoluje się, krytykuje, robi szum wokół siebie, użala się nad sobą, angażuje wielu ludzi lub tylko jednego wybranego, łamie gałęzie, kopie ogródek albo pieska, rzuca talerzami lub epitetami, sprząta tygodniami, nie sprząta tygodniami, itd.

W niektórych czynnościach nie ma nic złego (np.: kopanie ogródka), samo w sobie nie jest złe. Jednak jeżeli są sposobem na nie-myślenie, odruchem, ucieczkowym działaniem, to nie mają też większej wartości (np.: kopanie pieska). Wtedy są przypieczętowaniem następnej porażki.

Można się przerazić tym, ile mamy tych wzorców. Ale można też spojrzeć na to nieco inaczej i poszukać wzorców archetypicznych. W rzeczywistości dla wielu wyżej wymienionych wzorcowych działań (a nawet dla wszystkich), podstawą jest jeden i ten sam wzorzec. Właściwie to jest dopiero prawdziwy wzorzec.

I okazuje się, że nie ma ich aż tak wiele – właściwie jest jeden – ale to i tak zbyt wiele. Tak naprawdę na tym jednym wszystko się opiera. Cała konstrukcja runie, gdy ten jeden zniknie. Brzmi niewiarygodnie – prawda? Wydaje się niemożliwe, ale tak właśnie jest. Wydaje się to nam niemożliwe tylko dlatego, że na zewnątrz ów wzorzec przejawia się na miliony sposobów – ale mimo tego, wciąż jest tylko jeden!
Ale odkrycie:

Istnieje tylko jeden WZORZEC.

Początek tego artykułu nie zapowiadał takich rewelacji. Ale co tam, zaskoczenie jest najlepszym lekarstwem na wzorcowe reakcje. Koniec „głaskania po wierzchu”. Czas na konkret! Dotarliśmy do centrum. Czas nazwać ten „tylko jeden WZORZEC”.
Oto on:

Przymus reagowania.

Oto jedyny istniejący wzorzec.

Nawyk reagowania jest podstawą całej konstrukcji. Na tym wszystko się opiera. To jest centrum. To jest prapoczątek.



Ale cisza zapadła….
W tej małej przerwie, w ułamku sekundy przed oczami przeleciało tysiące sytuacji. Przypomina to sytuację zagrożenia życia, kiedy przed oczami masz właśnie całe swoje życie – w ułamku sekundy. To nie jest tylko przenośnia – no może w pewnym sensie. Przez chwilę miałeś możliwość przekonać się jak to jest, choć nie jest zagrożone twoje życie. Wręcz przeciwnie – może się rozpocząć. Więc co to było? Otóż, przez ułamek sekundy miałeś dostęp do tego, co przeżywa twój wzorzec. Oddzieliłeś się od niego i obserwowałeś „nie swój przegląd życia”. To wzorzec jest w opałach, on jest śmiertelnie zagrożony. Może przeżyć lub umrzeć – to zależy od ciebie. Ale on to już wie!

TERAZ UWAŻAJ.
Za chwilę „odzyska mowę”, jego chwilowe oszołomienie minie i zacznie robić wszystko w jednym celu – zacznie używać wszystkich znanych sztuczek po to, by zareagował.
NIC NIE RÓB.
… . .  .   .   .    .       .         .                .

OBSERWUJ!
Ale CISZA….
Obserwuj. Teraz nie musisz reagować w żaden sposób. Nie widzę cię. Nawet nie wiem kim jesteś i co „powinieneś zrobić”. Nie musisz się jakoś zachować. Nie musisz się w ogóle zachować.
Obserwuj, co masz ochotę zrobić, ale tego nie rób – nie musisz. Dla mnie i tak to nie ma znaczenia, bo się nie dowiem. „Grasz” sam ze sobą. Zawsze grasz sam ze sobą, ale teraz możesz tego wreszcie doświadczyć. Zdaj sobie z tego sprawę. To wszystko. To wystarczy.
Może nie poszedłeś kopać ogródka, może nie rzuciłeś talerzem, może nie krzyczałeś – może po raz pierwszy w życiu nie zrobiłeś „tego czegoś”, co zawsze dotychczas robiłeś. Upajaj się zwycięstwem, świętuj. Daj sobie chwilę.
Miłe, prawda?
Smakuj Wolność. Delektuj się nią.
Tak to jest właśnie prawdziwa WOLNOŚĆ.
Chwila wolności. Masz teraz jej przedsmak. Warto było!?

Teraz masz już pewność, że nic złego się nie dzieje, gdy nie reagujesz. Przeżyłeś to właśnie, więc teraz zupełnie spokojnie, „na luzie” możesz czytać dalej. Co jeszcze może się wydarzyć? Najwyżej zapragniesz rozszerzyć to doświadczenie na całe swoje życie, na każdą chwilę i żyć w wolności lub raczej w ogóle zapragniesz Żyć.

Co w tym złego? Po to tu jesteśmy, by Żyć! Stwórca tak to właśnie zaplanował. Nie mamy być robotami, ale świadomymi Istotami.

Tym właśnie masz być:
Świadomą samej siebie Istotą.
Tym właśnie Jesteś.

To właśnie nam umknęło w całym tym reagowaniu. Nasza świadomość nam umknęła, a wraz z nią nasze Życie.



Teraz poprzyglądamy się dokładniej przymusowi reagowania.

Nie dokonamy żadnego wielkiego odkrycia, ponieważ wszystko jest wiadome od bardzo dawna. Uświadomimy sobie to jedynie na nowo. Poczytaj Biblię lub opowieści Zen, wszędzie jest to samo. Jezus, Budda, ktokolwiek świadomy robił to samo – każdy dokonał tej samej „małej rzeczy”, która czyni wielką różnicę – przekroczył nawyk reagowania.
Powiesz: „Bzdura. Każdy przecież działał, robił coś, dawał odpowiedź.”
Powiem: „Tak. Masz rację. Działał, robił coś, dawał odpowiedź.” Jednak dodam coś do tego, ponieważ to czyni różnicę. Każdy z nich był Wolny od nieświadomej, odruchowej, mechanicznej reakcji.

Działanie nie jest tym samym co reakcja.
Robienie czegoś nie jest tym samym co reakcja.
Odpowiedź nie jest tym samym co reakcja.

To zupełnie inne rzeczy. Reakcja jest nieświadoma, odruchowa. Reakcja jest niewolą. Reakcja jest odegraniem scenariusza – to bezmyślne „odegranie” tego, na co jest się zaprogramowanym.

Reakcja jest odreagowaniem – Odpowiedź nie.

Tak to wygląda. W reakcji „jedziesz”, jak pociąg po szynach – nigdzie nie możesz skręcić. Tor jest przymocowany do ziemi i stacje są dokładnie określone. Żadnego wyboru kierunku. Możesz jedynie wsiąść lub nie. Ale najczęściej wsiadasz. No i skręcić nie możesz.

Mniejsza z tym, jak reagujesz – jesteś całkowicie przewidywalny. Czy już zaczynasz rozumieć jak to się dzieje, że większość ludzi (a już na pewno twoi bliscy) tak świetnie może przewidzieć, co zrobisz. Myślisz, że cię świetnie znają? Nie! Oni nie znają ciebie wcale, oni znają jedynie twój wzorzec, który objawia się tak lub inaczej. Wiedzą jak „jeździsz”. To wszystko. A kiedy ty zasuwasz uwięziony po tych swoich zjeżdżonych torach, oni ewentualnie „przestawiają zwrotnice”. Czasem się na nich złościsz, ale to ty sam i na własne życzenie wsiadłeś do tego pociągu.

Pewnie pamiętasz jeszcze ten kawałek tekstu: „Co zdenerwowałem cię? Nie! Sam się zdenerwowałeś.” I wszystko jasne.

W reakcji jesteś uwięziony – w Odpowiedzi jesteś Wolny.

Wytrenowano nas! Rodzice, dziadkowie, opiekunowie, nauczyciele, księża, policjanci, politycy, społeczeństwo – obojętne – wszyscy w tym siedzą po uszy. Nie złość się na nich. Są zupełnie niewinni. Oni nawet o tym nie wiedzą, że to zrobili. Są całkowicie nieświadomi. Śpią i śnią. Im zrobiono to po prostu wcześniej. To taka społeczna zabawa „w przekaż dalej”. Nie wiedzieli, że można ją przerwać. Ale my już wiemy – to jest ważniejsze. Oni byli zaprogramowani na nieświadomość i reagowanie, więc tak samo zaprogramowali nas. to wszystko. Mrówka może wychować jedynie mrówkę, a sokół sokoła. Jeżeli lew będzie się wychowywał wśród owiec, zostanie zaprogramowany jak owca i tak będzie się zachowywał – przynajmniej do czasu aż pierwszy raz zaryczy, jak lew – zamiast beczeć jak owca. Jeżeli chcesz się czegoś o tym procesie dowiedzieć, to obejrzyj drugą część filmu „Epoka lodowcowa”.

Więc wszyscy ci ludzie zaprogramowali cię, wytrenowali, wytresowali i nawet nie są tego świadomi. Powiedz im o tym, a się przekonasz. Od razu dowiesz się co to jest reakcja. Będziesz mógł się dokładnie przyjrzeć, jak to działa. Wiesz co, lepiej im nie mów, wyobraź sobie, że to robisz i niech ci to wystarczy. Powiedzenie im, i tak nic nie zmieni. Poza tym byłaby to twoja następna reakcja, a nie o to nam chodzi. Zacznij działać w nowy sposób. Nie obarczaj innych. Weź swoje życie we własne ręce i Żyj Wolny – to ma sens i to może kogoś zainspirować.

Nie reaguj – daj Odpowiedź.
Odpowiedz Swoim Życiem.

Poza tym, to nie oni cię wytrenowali, zaprogramowali – sam to zrobiłeś. Więc nie miej do nikogo pretensji. Nie widziałem jeszcze takiego kulturysty, za którego ktoś inny wyćwiczył jego mięśnie. To nie jest możliwe. On sam to zrobił i ty też sam to zrobiłeś. Ja też. Pretensje do kogoś są zupełnie daremne.

Każdy sam tego dokonał. Każdy z nas.

Podobnie podziękowania zostaw dla siebie. Nikt cię nie uwolnił i nikt cię nie uwolni. Nikt nie może tego dokonać poza tobą samym. Możesz to zrobić jedynie ty sam. Więc dziękuj jedynie sobie samemu, jeżeli tego dokonałeś lub dokonasz. Bądź wdzięczny sobie.

Zaskoczysz wielu ludzi. Bądź tego pewien. Stary „zestaw guzików” przestanie działać, tory zardzewieją. Będą zaskoczeni. Może powiedzą ci o tym, a może nie. Zmarnuje się wiele kilometrów żelastwa. Nie martw się tym, to żaden dobytek. Po co ci tory, skoro nie jesteś pociągiem? Po co ci więzienie, skoro nie jesteś więźniem? Podziękuj i puść!

Tak, podziękuj. Bądź wdzięczny, że były. Były dla ciebie. Były po to, byś mógł się Narodzić. To była droga do twojej Wolności. Ilekolwiek po tych torach jeździłeś, ilekolwiek czasu spędziłeś w więzieniu – zostaw to, to przeszłość. Widocznie to było ci potrzebne. Tylko dojrzały owoc spada z drzewa. Tak jest dobrze i w zgodzie z naturą.

Ważniejsze jest to, co jest, niż to co było. Zostaw to raz na zawsze. Wiem. To nie jest proste. Całe życie się zmienia. Będą wracać czasem stare reakcje, ale i to się skończy. Jedyne, co możesz zrobić, to podjąć decyzję i „dużo ćwiczyć”. Masz wybór.

Skup się na tym co jest i co z tego może „wyrosnąć”. Chwasty już masz – całe pole chwastów – zaoraj to i zacznij zasiewać trawę, kwiatki. Czyń Piękno i Żyj Wolny.

Nie zmieniaj innych – zmień siebie.

To zależy od ciebie. Nic poza tym. Twoje życie jest obszarem twojego wyboru i wpływu. Tylko twoje życie – pamiętaj! Każdy sam odpowiada za swoje życie i tylko za swoje. Jeżeli ktoś woli reagować, to ma prawo. To smutne, ale tak jest. Jeżeli chcesz, by szanowano twoje prawa, to ty musisz też szanować prawa innych.

„Mechaniczne życie” ma swoje plusy. Wielu ludzi je wybiera, bo dzięki temu nie trzeba wybierać. Wydaje się to prostsze. Jest złudne, ale takim się wydaje – prostszym. Znika bowiem całe piękno życia, ale nie wielu to wie. Właściwie to Życie znika. Kto się tym przejmuje?

Dlatego właśnie tak wielu ludzi ma nieszczęście. Są uwięzieni w reagowaniu i mimo, iż „wszystko tak dobrze się układa” (tak znajomo), odczuwają ten wielki, ciągły niedosyt. Nie rozumieją swojej frustracji, ale ją odczuwają. Nasilają swoje reagowanie, jeszcze bardziej walczą, lecz to nie pomaga lub „pomaga” jedynie na chwilę.

Dlatego tak wielu zdenerwowanych, zrezygnowanych, zawiedzionych i nieszczęśliwych ludzi wokół. Nie wiedzą, co uczynić ze swoim życiem. Nie wiedzą nawet, co już uczynili i że dokonali tego sami – codzienną, konsekwentną pracą. Złoszczą się na niewiadomo kogo, chodzą i walczą jeszcze więcej. Potrzebują wciąż nowego wroga. Myślą, że kiedy go zwyciężą, to się wreszcie uwolnią. Niestety tak nie będzie. Zapadają się w niewolę jeszcze bardziej. Nie rozumieją, co się dzieje. Wierzą, że znajdą tego „końcowego wroga”. Ale nie znajdą. Nie ma go. Wróg nie istnieje na zewnątrz. Tym niby „wrogiem” jest wzorzec, który jest w środku. Ot całą tajemnica. Nie da się go pokonać na zewnątrz. A nam się wydaje, że Syzyf był głupcem. A może był mędrcem, który pokazał nam naszą głupotę? Mniejsza z tym.

Wydaje nam się, że ktoś nam zagraża, że nasze bezpieczeństwo jest zagrożone, że nasza wolność jest zagrożona, że nasze życie jest zagrożone. Tak się zafiksowaliśmy, że nawet nie dostrzegliśmy, że dawno wyszliśmy z dżungli. Nawet nie dostrzegliśmy, że stworzyliśmy własną „nową dżunglę”. A może jest tak, że nic nam nie zagraża, że nasze bezpieczeństwo jest bezpieczne, że nigdy nie byliśmy wolni, że nie doświadczyliśmy jeszcze życia. Jak można stracić wolność, kiedy się jej w ogóle nie ma? Jak można stracić w ogóle coś, czego się nie ma? Jak można stracić życie, skoro się nie żyje.

Wegetacja pełna bezmyślnego, mechanicznego reagowania
nie jest Życiem.

Dopóki się nie przebudzimy jesteśmy jak roboty. Łapiemy powietrze, połykamy i idziemy do roboty.

Wielu ludzi uważa, że czuje. A może jedynie tak uważają – zamknięci w bezwartościowym procesie myślowym. Więc, może raczej należy powiedzieć, że uważają, żeby nie poczuć? Bo co wtedy? Życie w cieniu? Myśl nie czuje – ciało czuje. Ale ich nie ma w ich ciele – istnieją jedynie we własnych myślach. Kiedy reagują, nic nie czują. Złoszczą się, wściekają, ale nic nie czują. Są zablokowani. Czucie jest połączone z Odpowiedzią. W czasie reagowania czucie nie następuje. Nie można być wrażliwym i reagować. To sprzeczność.

Tak, wiem, że ci ludzie się poruszają, machają rekami, wydobywają z siebie głos. Wiem to. Lecz mimo to nie czują – są martwi. Oglądasz śmierć w działaniu. Tak, to jest tragiczne. Nie to, że to napisałem, ale to, że się to dzieje.

W czasie reakcji dzieje się letarg, nie czucie.

To nie jest życie w cieniu, to jest życie cienia. Cień – bez ciała. Wyimaginowany świat iluzji. To właśnie się dzieje. Walka z cieniami – przeszłości, przyszłości – bez znaczenia. Nierealny świat. Walka z lękami, nadziejami, pragnieniami – z jakimikolwiek innymi tworami umysłu. I to nazywamy życiem? To nie jest prawdziwe Życie! To tylko koszmar chorego, uzależnionego umysłu. To nie jest prawdziwe życie.

Więc przy okazji możesz dowiedzieć się czegoś na temat śmierci. Tym właśnie jest. Śmierć jest zapadnięciem się w nieświadomości. Jeśli zachowasz świadomość – śmierć zniknie – przekonasz się, że jej nie ma. Wtedy w ogóle jej nie ma. Właściwie w ogóle jej nie ma, tak czy tak. Nie ma śmierci. Jest jedynie nasza nieświadomość. Śmierć nie istnieje. Dlatego się mówi: zachowaj świadomość, a zachowasz życie.

Zrozum to. Świadomość nie jest czymś, co niszczy śmierci. Nie musi. Śmierci po prostu nie ma. Świadomość powoduje jedynie, że tego doświadczasz.

Ludzie myślą, że boją się śmierci. Myślą tak tylko. „Umieramy” każdego dnia. Umieranie jest najpowszechniejszym zjawiskiem w życiu. W twoim ciele w każdej chwili umierają i pojawiają się nowe komórki – tysiące komórek. Tak jest i zawsze tak będzie. Żadna nie pożyje więcej niż siedem lat. Na świecie nie ma człowieka starszego, niż siedmiolatek. Lekarze to już dawno udowodnili. Nasze ciało wciąż umiera i wciąż się odradza. Nie ma w tym nic dziwnego, nie ma w tym żadnego napięcia. To fakt. Mogłeś być tego nieświadomy, ale tak właśnie jest. Tyle tylko, że ty i każdy z nas jest czymś więcej niż ciało.

Widzisz teraz, jak wiele zmienia świadomość. Nasz umysł robi wszystko, by zamknąć nas w naszym ciele. Nasz umysł zrobił z naszego ciała – z cudu – nasze więzienie. Nasz umysł jest mistrzem iluzji, a śmierć jest najdoskonalszą iluzją naszego umysłu. Ale śmierć nie istnieje.

Jest tylko jedno do zrozumienia w tej sprawie. Jeżeli jesteś nieświadomy, to już jesteś martwy. To wszystko. Twój lęk, twoje napięcie jest wynikiem twojej nieświadomości. Jeżeli jesteś nieświadomy „śnisz sen o życiu”. To nie oznacza, że żyjesz – ty śnisz. Żeby zacząć Żyć, trzeba się najpierw przebudzić i odzyskać Świadomość. Świadomość daje Wolność. A dalej pojawią się Miłość, Współczucie, Dobro, Radość, Wierność, Prawda, Odwaga, Bliskość, Błogość, Spokój, Szczęście, i wiele innych Wartości. Ale kluczowa jest Świadomość. Więc zrób wszystko, by ją odzyskać. Odzyskać Świadomość znaczy odzyskać wszystko, znaczy odzyskać Życie.

To jest najbardziej strzeżona tajemnica na świecie. To jest właśnie TAJEMNICA ŻYCIA.

Można też spojrzeć z drugiej strony. To bez różnicy. Wynik będzie zawsze taki sam, z którejkolwiek strony byś nie spojrzał. Co znaczy z drugiej strony? Wyjaśnijmy to. Robisz wszystko, by przetrwać. Wiesz, że umrzesz. Każdy kiedyś umrze. To pewne. Urodziłeś się i umrzesz. Śmierć jest pewna… to tylko kwestia czasu. Nic z tym nie możesz zrobić. Więc po co się stresujesz, po co się boisz – zaakceptuj i tyle. Zaakceptuj i zacznij wreszcie Żyć, zamiast się ochraniać, lękać, uciekać, udawać lub robić cokolwiek innego prócz samego Życia. Zawsze będziesz miał zerową skuteczność w tej sprawie, więc po co marnujesz własną energię. Możesz sobie kupić polisę na życie, ale to i tak nie uratuje twojego życia. To nie jest „łapówka” dla śmierci, by sobie poszła. Skoro to wiesz, to na co czekasz – zainwestuj w życie, a nie w śmierć. Żyj na 100%. Żyj!

Nie martw się o śmierć – na pewno cię kiedyś odnajdzie. Po co martwisz się o coś, co jest pewne? Może lepiej zacznij się martwić o życie. Ono nie jest pewne. Właściwie, to nie tak. Życie jest i jest pewne, co najwyżej ty nie uświadomisz sobie tego, nie ożyjesz i go nie doświadczysz – to duża różnica. I przy okazji zwróć uwagę na samo słowo „martwić”. Czy coś ci przypomina? Powtarzamy to sobie przez lata i nie słyszymy, nie rozumiemy – choć wciąż o tym mówimy. Kiedy się martwisz, stajesz się martwy – pomagasz śmierci. Ciekawe. To bardzo ciekawe. Zamartwiasz się oznacza, że się uśmiercasz. Uśmiercasz siebie, czyli Życie. Przeczuwasz to i dlatego pojawia się lęk, napięcie. Trudno nie być w napięciu, kiedy coś takiego się sobie robi.

To nie jest twój lęk, to nie jest twoje napięcie. To należy do twojego umysłu. Umrze twoje ciało, umrze twój umysł, ale ty pozostaniesz wiecznie żywy. Twoje ego się boi – ono umrze. Ego to nie ty.

Śmierć nie istnieje – to pierwsza prawda. Śmierć jest pewna – to druga prawda. Istnieją obie, jedna obok drugiej. Zachwycająca tajemnica śmierci – a tam tajemnica. Życie to jest tajemnica. Czy śmierć jest czy jej nie ma, i tak liczy się Życie. Życie jest ważne. A my wciąż czekamy. Cali napięci – czekamy. Na co? Myślimy, że to jest życie. Życie nie jest czekaniem – Życie jest Życiem.

Jeżeli jesteś Świadomy – Żyjesz – to pewne, jak to, że kiedyś przyjdzie śmierć. Jeżeli nie jesteś Świadomy – już jesteś martwy. Więc po co ci napięcie. Nie ma powodu. Już jest po wszystkim. Skoro tak, nic złego już ci się nie może przydarzyć. Może być tylko lepiej. Możesz jedynie stać się żywym, ponieważ nie można umrzeć dwa razy. Naprawdę, trudno sobie wymarzyć lepsze okoliczności dla rozpoczęcia własnego Życia. Zero lęku. Zero napięcia. Można tylko zacząć Żyć. Cudowne.

Prawdziwe Życie nie ma w sobie napięcia. Nie ma w nim miejsca na wrogość. Nie ma w nim nawet odrobiny lęku.
Las szumi, ptak śpiewa, rzeka płynie, trawa rośnie, deszcz kropi, słońce świeci, wietrzyk powiewa, ty Żyjesz, ja Żyję, wszyscy i wszystko Żyje – jakie napięcie?
Wszędzie wokół jest Życie – więc jeszcze raz pytam, jakie napięcie?
Gdzie?
Po co?

Napięcie jest w nas! Jedynie w naszym wnętrzu.
Człowiek stał się napięciem. Wszędzie je widzi, bo jest ze sobą wszędzie. Nosi napięcie w sobie – dlatego jest z nim wszędzie. Ale napięcie znika, gdy znika człowiek. Tak, to jest bardzo smutne, ale niestety bardzo prawdziwe. Taka jest prawda.


Ostatnio czytałem, że badano reakcje drzew – jakieś impulsy elektryczne. Podłączono jakiś bardzo czuły sprzęt i proszono człowieka, by podszedł do drzewa z siekierą z zamiarem ścięcia go. Gdy podchodził drzewo „zareagowało” napięciem. Drzewo nie ma oczu, nie widzi siekiery – czuje to, co człowiek ma w sobie. Tym bardziej, że drugi również podszedł siekierą, a drzewo nie zareagowało napięciem. Poszedł z Miłością w sercu, by pogłaskać drzewo. To doświadczenie naprawdę wiele wyjaśnia na temat napięcia.

Dlatego jest tak ważne, byś zadbał o siebie, byś się przebudził.

Każdy przebudzony człowiek, to Wolny człowiek.
Wolny od tego napięcia.

Każdy Wolny człowiek to Dobro dla Wszechświata.
Im więcej Wolnych ludzi, tym mniej napięcia na świecie.

Im więcej Wolnych ludzi, tym więcej Ludzi.


Jeden mały wzorzec, a jak daleko sięga jego działanie.
Co z tym zrobisz?
Co zrobisz z tym w sobie?

Zaczniesz Żyć?

Jeżeli pomyślałeś: „Pomyślę…”, to wybrałeś życie w myślach.
Jeżeli tak, to nic nie wybrałeś.
Po prostu powitaj swój wzorzec – bo właśnie wrócił – i pogódź się z tym, że nie ma już ciebie. Pogódź się z tym i żyj, jak żyłeś – wegetuj i dalej bądź martwy.
Życzę ci bezproblemowego łapania powietrza i do następnego razu.

Następna stacja: „Udręka.”

Wyskocz z tego cholernego „pociągu”. „Połam nogi”, ale zacznij Żyć. Lepiej ŻYĆ bez nóg, niż być martwym z nogami. To samo powie ci każdy. Jezus też mówił, że lepiej stracić oko, niż Życie. A my wciąż poszukujemy wskazówek. Jesteśmy głup…. Tak, chciałem napisać „głupcami” (to błędny wzorzec) – już się poprawiam.
Jesteśmy nieświadomi.
Ale tak nie musi być!
Poza tym, jest to wielkim nieporozumieniem mówić w tym kontekście: „jesteśmy”. To duże nieporozumienie. Bowiem, jeżeli ktoś jest nieświadomy, to go w ogóle nie ma.
Więc należałoby powiedzieć raczej:
Nie istniejemy i w dodatku zupełnie tego faktu nieświadomi.
Wiem, zauważyłem. Podwójne przeczenie. To nie jest żaden przypadek. Jak to mówił Gimli (ten z trylogii Tolkiena) spadając z konia: „To było zamierzone.” Nie istniejemy nieświadomi oznacza przecież, że Istniejemy Świadomi. Tak…,

Istniejemy jedynie wtedy, gdy jesteśmy Świadomi.

Więc jeżeli chcemy w sposób uprawniony użyć słowa JESTEŚMY, to tylko w połączeniu ze słowem ŚWIADOMI.

Stań się Świadomy, ponieważ to jest jedyny sposób byś Istniał Prawdziwie.
Bądź Prawdziwy!
Nauczono nas udawania, ale nie daj się zwieść. Jedyne, co ma jakąkolwiek wartość, to to, co jest prawdziwe. Inne rzeczy to nieważne błahostki, dodatki. A jeśli masz same dodatki, to niczego nie masz.

Pomyśl. Kiedy wchodzisz do teatru i patrzysz na jakiegoś bohatera sztuki, to on jest prawdziwy. Nie! To zwykła iluzja. Aktor odgrywa jakąś wyreżyserowaną rolę. On ewentualnie jest prawdziwy, ale też nie jest to pewne. Czasem trudno się połapać. Może być naprawdę świetny w tej roli, tak doskonały, że cię przekona, przeniesie w inny czas. Ale wiesz, że to fikcja. Wcześniej lub później wychodzisz z niej.

Albo, gdy patrzysz na gadającą polityczną głowę w telewizji. Następny dorwał się do władzy i teraz ma swoje pięć minut. Najczęściej niestety pięć, bo na więcej go nie stać, albo tyle jest wart. Myślisz, że on jest prawdziwy. Nie! On ma swoją kwestię do zagrania. Wierzy w nią, więc łatwo się nabrać na jego naturalność i wielu się nabiera. Ludzie, jakby raptem tracili pamięć. Nic im to nie przypomina z przed roku, pięciu lat, dwudziestu lat. Jak zaczarowani. Wierzą w te wszystkie bzdury. Ale ten człowiek, którego słuchają nie jest prawdziwy. To kolorowe punkty na płaskim szkle. (To oczywiście był unik.) To nie wszystko. Wiadomo, że nie o to nam chodzi. Ten człowiek może jest prawdziwy w domu – może. Może siedzi na kibelku i jest prawdziwy, ale to nie jest pewne. Może też kogoś udaje – nie wiem, może się napina na trzy, a nie na cztery, bo taka opcja polityczna – kto wie. Może ćwiczy swoje telewizyjne przemówienia. Czemu tam? Nie wiem, może się wstydzi, że to wszystko ma gadać. Nie wiem.

Jeżeli dowiadujesz się o życiu z głupkowatych seriali, które ciągną się latami i wciąż jest „moda na sukces”, to co się dziwisz, że twoje życie wygląda tak, jak wygląda. Myślisz, że patrzysz na prawdziwych ludzi? Niektórzy tak myślą. To się nazywa tylko „myśleniem”. W rzeczywistości tę jednostkę chorobową określa się mianem „zlasowanie mózgu”.

W tych serialach nie ma prawdziwych ludzi. Nie ma w nich Życia, Miłości, Pasji – odgrywają nudne scenariusze. Ich oczy nie błyszczą. To ekrany błyszczą. Ich uśmiechy nie są prawdziwe, ich łzy też nie. Cali są nieprawdziwi.

Powiesz: „Przecież wiem, że na niby się kochają, zabijają, okradają, obmawiają – wiem, że na niby. I co z tego, że to wiesz? Oni to przynajmniej robią za wielkie (nic nie warte pieniądze, z którymi większość z nich nie wie, co począć), ale ty nie grasz w sztuce dla tłumu. Co z tego, że to wiesz? Ty żyjesz w ten lansowany powszechnie sposób. Nie chodzi o jakąś tam głupkowatą rolę w serialu. Chodzi o twoją Życiową Rolę – o twoje Życie chodzi. Popatrz, zdaj sobie sprawę z tego, uświadom to sobie.

To nie jest żadna przesada. To jest tak samo tragiczne, co głupie. Żyjemy otoczeni jednym wielki „graniem”. Żyjemy w teatrze, w filmie, w politycznej arenie. Dostosowujemy się, ponieważ wszyscy tak robią. Mówimy sami do siebie: „to co, mam być jakimś odmieńcem?” Tak, bądź odmieńcem! Jeżeli czegoś nie odmienisz, to życie minie i nie wybaczysz sobie zmarnowanej szansy. Tak się to kończy. A zaczyna się – wiesz jak – niewinnie: „przecież wiem, że to na niby…” Niestety, mylisz się! Nic nie jest na niby. Chyba, że twoje życie, które właśnie jest na niby.

Dobrze to zrozum. Nie mam nic przeciwko aktorom, politykom i komukolwiek innemu. Każdy jest na swoim miejscu, skoro tam jest i jest potrzebny pozostałym. Gdyby raptem wszyscy ożyli, mielibyśmy piękny Świat. Ale cóż, każdy sam wybiera swoje życie i o nim decyduje. Każdy sam decyduje, kiedy zacznie Żyć i tak jest dobrze. Poza tym, rozrywka też jest potrzebna. Szkoda, że jest takich właśnie „lotów”. Jest, jak jest.

Jestem przeciwny polityce (nazwijmy ją wewnętrzną) jako postawie. O tym tu mowa. Świadomość to Życie – nieświadomość to udawanie, niewola, napięcie, polityka wewnętrzna. Szkoda Życia na uprawianie tej „polityki”. Możesz wierzyć, że właśnie bierzesz udział w jakiejś cudzej bajce. Możesz sam sobie opowiadać dalej takie bajki. Ale tu nie dzieje się bajka – przynajmniej nie taka, jak większość ludzi uważa. Zaprogramowano cię w dzieciństwie przez czytanie ci tych bajek. To były takie specjalne, kolorowe książeczki z obrazkami. Były po to, byś uwierzył, że to nie dla ciebie – gdzieś tak jest, ale nie tu i nie teraz i nie dla ciebie – „to takie bajki”.

A ja ci mówię, że to dla ciebie – tu i teraz – w zasięgu ręki. Bajka jest możliwa, ale sam musisz ją stworzyć. Już wiesz, że w nieświadomości możesz co najwyżej stworzyć koszmar. Żyjesz nim.

Bajkę można stworzyć jedynie będąc Świadomym.

Co wybierzesz zależy od ciebie.
Możesz być politykiem lub Świadomym Prawdziwym Istnieniem.
Co wybierzesz?

Tak, to jest twój wybór. Cóż, wielka odpowiedzialność.
To jest właśnie Świadome Życie.

KefAnn


« poprzedni kursdo góry« poprzedni kursdrukujdrukujwyświetleń: 4722

-
top
  International Coaching Community Logo  
top
top
  EMCC European EQA Quality Award  
top
top
  Zapisz się na newsletter  
top
top
  Spotkanie trenerów ICC  
top
  
 bottom