Warszawa coaching portal
Warszawa coaching ICC
coaching
ankiety online
Coaching Szkolenia artykuły KefAnn PDF
   
 
artykuły - Oświecenie nie jest ciągłym uczeniem się czegoś nowego, ale wyzbywaniem się starych przekonań i nawyków, które są nieskuteczne. /Nieznany  
 
   
   
menu
li_strona_glownastrona głównapr_strona_glowna
li_coachingcoachingpr_coaching
li_kursykursypr_kursy
li_kursy_coachingukursy coachingupr_kursy_coachingu
li_artykulyartykułypr_artykuly
li_prezentacjeprezentacjepr_prezentacje
li_linkilinkipr_linki
li_o_naso naspr_o_nas
li_kontaktkontaktpr_kontakt
menu dol

top
coaching partners
bot

top
bot

strony www multimedia crm ankiety online on-line - W Gorącej Wodzie Company
This Page Is Valid HTML 4.01 Transitional

artykuły

« poprzedni kursdo góry« poprzedni kursdrukujzmień czcionkę


Znaki Czasu


Przyjęło się, że „znaki czasu” dotyczą jakichś szczególnych czasów albo zamierzchłości. To tylko jedna z możliwości, ale czy jedyna?
Gdybyśmy przyjęli, że znaki czasu towarzyszą nam od dnia naszych narodzin, przez całe życie, aż do dnia naszego ziemskiego końca. W każdej chwili.
Być może jest ich taka mnogość, że przestaliśmy je spostrzegać?

Może się mylę, ale tak myślę, że nie czytamy ogromnej ilości znaków, które wydarzają się dla nas. Zasada jest prosta, lecz nie lubimy jej słyszeć:

„Cokolwiek zdarza się w naszym życiu,
zdarza się nie tylko nam,
ale przede wszystkim dla nas.”

Nie jest to ani proste, ani wygodne – to prawda. Zbyt często chcemy widzieć w zdarzeniach przypadek, ślepy los, pomyłkę lub cokolwiek, byle nie znak, w którym mamy odczytać prawdę o nas i o naszym życiu.
Nie chcemy prawdy, nie chcemy świadomości. Boimy się ich. Oczywiście wiemy, że mogłoby nas uwolnić od naszych złudzeń, ale czy rzeczywiście tego chcemy? Tak bardzo przyzwyczailiśmy się do własnych iluzji.

Zmiana dokonuje się i przeszłość znika bezpowrotnie. Chyba, że sami ciągniemy ją za sobą. Zabija nas nasze „de javu”. Wtedy, to, co „przychodzi” zaskakuje nas na tak wiele sposobów, że zamiast się cieszyć i jaśnieć, uciekamy w mrok. Tyle, że mrok już nie jest mrokiem. Nie da się wejść powtórnie do tej samej rzeki. Popłynęła i nie wróci. Nasze zagubienie nas deprymuje. Gubimy się w nowym, a stare już odeszło. Dopada nas przerażenie i w zlęknionej ciemności wpadamy w sidła niewiary i niemocy. Zaczynamy sami sobie stwarzać na nowo stare.

O prawdzie wiele pisano w każdym pokoleniu. Żadno nie odkryło jej bardziej niż inne i przed żadnym nie była ona bardziej ukryta. Nawet sposób jej odkrywania zawsze był ten sam. Jedyne, co odróżniało jeden wiek od drugiego, to śmieci, zasłony, ilość i jakość przeszkód. Ludzki mózg zagubił się w zabawkach. Niewątpliwe, dziś mamy ich najwięcej w dziejach człowieka. Stwarza się nam imitację rzeczywistości tak doskonale, że nawet pokazanie jej wprost nie wystarczy. Pamiętasz jeszcze film „Matrix”? Może warto sobie go przypomnieć i potraktować poważnie, a nie tylko symbolicznie.
Najważniejsza z prawd do odkrycia, to prawda o samym sobie. Zadaję sobie pytanie jak ją odkrywać? Sposobów jest pewnie tak wiele, że trudno zliczyć. Prawdopodobnie każdy sam chce odnaleźć swój. Może tak powinno być. Jednak mam wrażenie, że „brniemy w ślepą uliczkę”. Chodzi mi o to, że znalezienie „swojego sposobu” na znalezienie prawdy, stało się ważniejsze, niż znalezienie samej, czystej prawdy o sobie. Przestaliśmy spostrzegać lub szanować wskazówki – „znaki czasu”.
Prawdę odkrywa się najprędzej odczytując swoje Znaki Czasu. Każdy ma swoje i doświadcza ich bez liku. Niestety doświadcza też wyuczonej ślepoty – to jeden z naszych sztandarowych mechanizmów obronnych. Nie jest to żaden sygnał znieczulicy lub uodparniania się, wręcz przeciwnie, to sygnał braku odporności. To bardzo proste.
Może nie jesteśmy doskonali w odkrywaniu prawdy, ale jesteśmy jeszcze mniej doskonali w jej ukrywaniu. W rzeczywistości tam, gdzie najwięcej trąbimy, że prawdę odkrywamy, chcemy ją właśnie ukryć. To główny mechanizm obronny. Pochłania większą część naszej energii. Za bardzo chcemy sobie udowodnić, że jesteśmy odmienieni, czyści, doskonali, „tacy biedni”, niewinni, oświeceni lub jacykolwiek inni. Mniejsza o nazwy. Tak, czy inaczej zdaję sobie sprawę, że to przynajmniej dziwnie brzmi. Mam rację, prawda?
Jeszcze raz to podkreślę, zrywanie masek, choć zawsze uwalnia, niestety czasem też boli. Więc zanim zacznie się je zdejmować, jedna po drugiej – jakby nie było końca – trzeba to wiedzieć. W innym razie można przestać w najbardziej nieodpowiednim momencie. To zabrzmiało, jakby był jakiś odpowiedni moment – przepraszam, ale nie ma.
Istnieją dwa podstawowe lustra, w których możemy się wciąż przeglądać. One pokazują doskonale kierunek. Każdy z nich może zaprowadzić nas w to samo miejsce – ku naszej prawdzie o nas. Lustra te są dostępne każdemu z nas, ale nie wszyscy lubią w nie patrzeć. Bowiem, żadno z nich w istocie nie jest „wygodne”. Pokazują, bądź, co bądź prawdę.

Pierwsze lustro pokazuje wszystko to, co nam lub do nas pasuje. Pomijam tu zupełnie nasze zewnętrzne reakcje. Biorę pod uwagę jedynie wiedzę, która objawia się nam we wnętrzu. Jedyna osoba, która o niej wie, to sam zainteresowany, podmiot zdarzeń, odbiorca i nikt poza nim. Więc cokolwiek i z jakichkolwiek powodów pokaże na zewnątrz, w swoim wnętrzu doświadcza całej istoty – poza powodami i słowami. Jeśli sam, swoim wielkim, wewnętrznym wysiłkiem jej nie ukryje, na pewno ją dostrzeże, przyjmie i odczyta.
Więc jeżeli ktoś pomyśli, „to mnie określa”, „leży na mnie jak ulał”, lub w inny sposób wewnętrznie wyrazi swą aprobatę, to ma kawałek prawdy. Ten kawałek prawdy częściej jest wygodny od drugiego, ale nie jest to norma. Są takie rzeczy, które spostrzegamy w sobie, wiemy, że nas dotyczą i zgadzamy się z tym w pełni, a mimo tego troszkę nas to smuci.

Drugie lustro pokazuje wszystko to, co nam lub do nas nie pasuje, to, co nas drażni, co wywołuje nasz natychmiastowy opór, nasze różnorodne odruchowe reakcje obronne. Pokazuje wszystko, co nas denerwuje, wybija ze stanu błogiego nie czucia, otępienia, uśpienia, samozadowolenia (nazywanego pomyłkowo spokojem). Objawia nasze słabości w całej pełni i bez zbędnych ceregieli.
Wielu z nas (przynajmniej kilka razy w życiu) wyparło jakieś ważne informacje wyświetlone przez to właśnie lustereczko. No cóż, lustereczko powiększające nasze wady, jest mniej lubiane, niż to, które je zmniejsza. Jeżeli ktoś szuka prawdy, ma jedno z dwóch wyjść. Albo odkryje i przyjmie ową prawdę w całości, albo nie pozna jej wcale.

Ciekawe, że ludzie wysoce rozwinięci częściej widzą swoje przywary niż zalety, częściej przyglądają się swoim niedoskonałościom i odnosi się wrażenie, że mogą ich znaleźć nieskończoną ilość. Tak naprawdę ma to wiele wspólnego z ich wrażliwością, a nie z ich talentem matematycznym. Nie liczą, zrzucają swoje maski, by dotrzeć do swojego JESTEM.
Celem jest wyjście poza wszelkie role.
Można powiedzieć jestem ojcem, jestem matką, jestem siostrą, jestem murarzem, jestem nauczycielem, jestem dobrym człowiekiem, jestem człowiekiem. Można powiedzieć jestem pełen złości, jestem wypełniony radością, jestem ogarnięty przez ból lub lęk. Można wreszcie powiedzieć jestem lękiem, jestem Miłością, jestem Mocą, jestem Dobrocią….
A kiedy po prostu odkryjemy JESTEM?

Każdy z nas, skoro jest, jest niezbędny. Każdy z nas jest wartością sam w sobie. Każdy z nas jest prezentem od Wszechświata i dla Wszechświata. Każdy z nas posiada jakiś niepowtarzalny talent, coś, co ze sobą przynosi i nikt inny tego nie posiada.

Każdy z nas jest niepowtarzalnym JESTEM.

Zachwycajmy się sobą, lecz nie popadajmy w samouwielbienie. To różne rzeczy.

Powróćmy do znaków czasu. To za mało powiedzieć, że nasze życie jest nimi wypełnione. Należy wpierw dostrzec, że sami jesteśmy niepowtarzalnym i wyjątkowym Znakiem Czasu. To podstawowy Znak do odczytania. Jednak, by go odczytać, trzeba weń najpierw wejrzeć. Podstawa, to wejrzeć w siebie.
Niestety, zbyt często zostawiamy to „na nigdy” lub przynajmniej na bliżej nieokreślone „kiedyś”. My ludzie, najmniej po ludzku traktujemy samych siebie. A…

Traktowanie siebie samego z szacunkiem jest podstawowym warunkiem zmiany, rozwoju i poszukiwania prawdy o sobie.

Znaki czasu, jak zaczarowane, tkwią w każdym z nas i w każdym zdarzeniu. To, że my ich nie dostrzegamy, nie oznacza, że ich nie ma. One są!

Weźmy śmierć Jana Pawła II. Nie ma wątpliwości, że jako Człowiek był Znakiem Czasu i nie ma wątpliwości, że jego śmierć również była znakiem czasu. Ale to nie koniec. Reakcja milionów ludzi była również znakiem czasu i reakcja każdego indywidualnie też była znakiem czasu – przynajmniej osobistym.
Nasza rzeczywistość jest ich pełna. Jeden z problemów mieści się w ich dostrzeganiu i odczytywaniu. Ale, czy rzeczywiście jest to trudne? Myślę, że nawet średni poziom uważności i świadomości wystarczy, by je dostrzec – nawet, jeżeli nie wszystkie, to wiele. Więc, o co chodzi? Chodzi o znaczenie. Jeśli się coś zauważa i nada temu rangę „znaku”, to należałoby potraktować to poważnie. Wyciągnąć wnioski, może dokonać jakiejś zmiany. Nie zawsze i nie każdemu jest to w smak. A co z ocenami typu: „to śmieszne”, „dorosły człowiek, a naiwny jak dziecko”, itp.? Trudności potrafimy sobie spiętrzać bez liku.
Nasz racjonalizm, a raczej to, co pobieżnie nim nazywamy zamyka nas w pułapce niewiedzy. Najciekawsze, że gdy ktoś czegoś wielkiego dokonuje w swoim życiu i mówi nam, że po prostu „czytał znaki”, to mu zazdrościmy, a nawet toniemy w zachwycie. Zapominamy o naszym racjonalizmie? Nie! Właśnie wtedy, przez krótką chwilę mamy pełny dostęp do tego, co prawdziwie racjonalne.
Przez chwilę pragniemy, przez chwilę przeżywamy lęk, przez chwilę niedowierzamy, przez chwilę nie wiemy, co począć, a już po chwili, chwila przechodzi w nicość i staje się zamierzchłą przeszłością. Zaczynamy biec jeszcze prędzej, w nadziei, że kiedyś zdarzy się coś, co nas na dobre obudzi, albo dobije. Prędzej dobije, bo przebudzić trzeba się samemu. To kwestia decyzji, wyboru, a nie ślepego losu. Okoliczności mogą nas wesprzeć, ale nie załatwią tego poza nami, a tym bardziej przeciwko nam.

Obejrzyj siebie i swoje życie, „odczytaj znaki”, szkoda czasu i energii na opór.
Nic więcej się nie wydarzy i Nikt nie nadejdzie, by dokonać tego za Ciebie.
Jesteś otoczony cudami, więc, na co czekasz? Na więcej cudów? Po co? Skoro nie widzisz tych, których wciąż doświadczasz, to jak rozpoznasz następne?
Z dostrzeganiem znaków jest tak, jak z patrzeniem komuś w oczy. Gdy to robisz, widzisz wiele rzeczy, których tam nie ma. Widzisz miłość, czułość, ból, smutek, radość, zniechęcenie, cierpienie lub cokolwiek innego, jesteś w stanie zobaczyć tam wszystko. Gapisz się, gapisz, widzisz swoje wyobrażenia, swoje mniemania, swoje myśli, swoje oczekiwania, swoje obawy, widzisz siebie. Wartościujesz, oceniasz, osądzasz, domyślasz się, zgadujesz.
Ale, czy widzisz oczy?
Albo, gdy patrzysz w lustro. Co widzisz? Mówisz, że siebie? Mylisz się, nie widzisz siebie. Widzisz jedynie odbicie w lustrze i to nie jesteś Ty. Siebie możesz zobaczyć jedynie wtedy, gdy zamkniesz oczy i wejdziesz w głąb, gdy przestaniesz widzieć i odczuwać swoje ciało. Tego nie możesz zobaczyć w lustrze.
Jesteś energią, bez początku i bez końca, bez twarzy. Jesteś dźwiękiem, jesteś smakiem. Jesteś subtelną istotą, wibracją, której nie zobaczysz w lustrze.

Odczytywanie znaków zaczyna się tam, gdzie kończy się ludzka powierzchowność.
Piotr Pilipczuk


« poprzedni kursdo góry« poprzedni kursdrukujwyświetleń: 5170

-
top
  International Coaching Community Logo  
top
top
  EMCC European EQA Quality Award  
top
top
  Zapisz się na newsletter  
top
top
  Spotkanie trenerów ICC  
top
  
 bottom