Warszawa coaching portal
Warszawa coaching ICC
coaching
ankiety online
Coaching Szkolenia artykuły KefAnn PDF
   
 
artykuły - Oświecenie nie jest ciągłym uczeniem się czegoś nowego, ale wyzbywaniem się starych przekonań i nawyków, które są nieskuteczne. /Nieznany  
 
   
   
menu
li_strona_glownastrona głównapr_strona_glowna
li_coachingcoachingpr_coaching
li_kursykursypr_kursy
li_kursy_coachingukursy coachingupr_kursy_coachingu
li_artykulyartykułypr_artykuly
li_prezentacjeprezentacjepr_prezentacje
li_linkilinkipr_linki
li_o_naso naspr_o_nas
li_kontaktkontaktpr_kontakt
menu dol

top
coaching partners
bot

top
bot

strony www multimedia crm ankiety online on-line - W Gorącej Wodzie Company
This Page Is Valid HTML 4.01 Transitional

artykuły

« poprzedni kursdo góry« poprzedni kursdrukujzmień czcionkę


Magia rozwoju


Mam wiele różnorodnych złudzeń. Niepoliczone liczby. Na temat siebie, na temat innych ludzi, na temat rzeczy, zjawisk, na temat Świata. Mam nawet złudzenia na temat własnych złudzeń.
Moim złudzeniem jest, że jestem lepszy.
Moim złudzeniem jest, że jestem gorszy.
Jestem, co najwyżej inny, ale i to jest bez znaczenia, bo o tym po prostu zbyt często zapominam.

Wszyscy jesteśmy tak samo chorzy – „śmiertelnie chorzy”, – chociaż każdy na inną wydumaną chorobę. Spieramy się, która choroba jest gorsza, zamiast skupić się na tym, by się wyleczyć. Jakakolwiek jest, jest śmiertelna.
Nie chodzi mi o to, co jest gorsze, katar, zatoki, grypa, czy rak. W rzeczywistości nie ma to większego znaczenia. Marnujemy cenny czas i energię na bezsensowne licytacje, a choroba się rozwija. Nasz lęk, nasza złość, nasz opór dodatkowo jej pomaga.
Istotne jest to, co jest ukryte, a objawia się na zewnątrz poprzez chorobę ciała.
Trzeba wyleczyć nienawiść do siebie i innych. Trzeba wyleczyć poczucie winy, poczucie krzywdy. Trzeba wyleczyć niskie poczucie wartości i niezasługiwanie. Trzeba wyleczyć się z karania siebie, odrzucenia, beznadziei, apatii, zemsty, gniewu, egoizmu, egocentryzmu, zazdrości, osądzania. To tylko niektóre z wielu chorób, jakie nas dosłownie zżerają.

Obarczamy się wzajemnie. Zatracamy się w poszukiwaniu winnych. Wydaje się nam, że ktoś musi być winny. To charakterystyczne dla ludzkiego myślenia. Jednak to pułapka. Tkwimy w bezsensie.
Z punktu widzenia Duszy nie ma winnych. Z poziomu Duszy każdy jest darem, każdy jest pomocny. Nie potrafimy tego jedynie dostrzec.
Każda sytuacja jest okazją do naszego uzdrowienia. Jesteśmy nazbyt zlęknieni, aby to poznać. Nie widzimy. Wpadamy w „uzasadnioną” złość i szansa na wyleczenie mija. Tak trudno nam zrozumieć i przyjąć, że jedynie nasze nawykowe reakcje oddzielają nas od Oświecenia.
Nie umiemy sobie poradzić ze sobą i źle nam z tym brakiem sukcesu. Nie możemy tego znieść. Nie potrafimy pomóc sobie, więc zaczynamy za wszelką cenę robić wiele, by pomóc innym. Tak nam się wydaje. To następne doskonałe złudzenie.
A prawda jest bezwzględna i oczywista:

Jeżeli nie pomogę sobie samemu, to nikomu nie pomogę.

Już samo pojawienie się Kogoś w „moim życiu” lub moje pojawienie się w „życiu Kogoś” jest doskonałym aktem pomocy. Każdy sam odpowiada za to, jak z tej obecności – doskonałego aktu pomocy – skorzysta. Każdy ponosi odpowiedzialność tylko lub aż za siebie. Dobrze o tym pamiętać, bo jest to jeden z elementów, od których zależy jakość życia.

Każdy z nas odrabia swoją lekcję.

Prawdą jest, że owe lekcje są ze sobą powiązane, ale nie są tożsame. Jesteśmy sobie wzajemnie pomocni, ale nie jesteśmy w stanie się wzajemnie wyręczyć w czymkolwiek. Nie możemy też się wzajemnie obarczać za cokolwiek. Każdy z nas odgrywa swoją rolę dla innych w doskonale zaplanowanej sztuce i w sposób doskonały. Ot i wszystko.
Każdy odpowiada za swoją lekcję i jeżeli ją odrobi, ma natychmiast spokój i następną lekcję do odrobienia. To jest rozwój. To jest wzrost.
Proste i trudne za razem.
Celem jest odkrycie nieużytecznych wzorców, które objawiają się w naszym życiu. To one, a nie inni ludzie czy okoliczności ograniczają nas i odgradzają od pełni, obfitości, zdrowia, miłości, szczęścia, …. Wzorzec oznacza tu „nieuświadomiony powód” naszego sposobu działania i w konsekwencji oczywiście takiego, a nie innego sposobu przeżywania życia. Oparty jest na fałszywych przekonaniach i osądach. Nabywamy je tak wcześnie i tak nieświadomie, że nawet nie jesteśmy w stanie sobie tego przypomnieć. Wzorce mogą mieć wpływ na każdą płaszczyznę naszego życia i mogą przejawiać się na wiele sposobów. Więcej o wzorcach w jednym z kolejnych artykułów. To tylko krótkie wyjaśnienie, a teraz wróćmy do wcześniejszego wątku.

W tym, że chcemy pomóc innym nie ma nic złego, wręcz przeciwnie. Jednak należy pamiętać, że poza samą naszą obecnością, najlepszy, a właściwie jedyny sposób pomocy innym polega na tym, aby samemu najszybciej, jak to możliwe zrozumieć i odrobić własną lekcję. Efektem jest podwyższenie własnej energii, a to pozytywnie wpływa na wszystkich wokół.

Podwyższając własne wibracje, podwyższasz wibracje Wszechświata.
Pomagając sobie, pomagasz Wszystkim.

Nasz wpływ jest naprawdę wielki. Możemy odmienić Świat, Ludzi, ale jedynym sposobem, by tego dokonać jest odmienienie samego siebie.
Tak to działa. Wiem to, więc na tym się skupiam. Wiem też, że chociaż brzmi prosto, wcale takie proste nie jest. Czasem mam większe poczucie sukcesu, a czasem mniejsze. To największe z wyzwań, jakich doświadczyłem i wciąż doświadczam w swoim życiu.

Wciąż wpadam w stare pułapki. Wciąż kogoś obwiniam, obarczam, mimo, że wiem, iż ten ktoś jest niewinny, całkowicie niewinny. Przyszedł, ponieważ go zaprosiłem. Przyszedł, aby pomóc mi zrozumieć własną lekcję. Przyszedł, po to, bym miał następną szansę przekroczyć swój bolesny wzorzec. Wiem, że gdy tego dokonam, gdy przekroczę swój wzorzec, nikt nie będzie już potrzebował mi go pokazywać. Nie będzie nawet takiej możliwości. Wzorzec odejdzie i nigdy już nie powróci. Uwalniając go uwolnię jednocześnie i siebie i innych. Oto cała magia.
Jedynym powodem mojej złości do Kogoś jest fakt, że „nieświadomie” wiem lub wręcz namacalnie właśnie doświadczam, iż następny raz zwyciężył mój wzorzec. Myślę wtedy: „gdyby w tej sytuacji ten Ktoś (inny człowiek zaangażowany w zdarzenie) tego lub tego nie zrobił, byłoby po wszystkim”. Być może, ale byłoby po wszystkim dla niego, dla Kogoś, ale nie dla mnie. On, Ktoś zmienił poziom, ale nie ja.
Dla mnie jest tak, jak było. Tylko czekać, jak Ktoś Inny przyjdzie pokazać mi to samo, i tak bez końca. Zmienię pracę, a tam po jakimś czasie zadzieje się to samo, co wcześniej. Zmienię związek i to nic nie da, niebawem wydarzy się to, co wcześniej. Zostanę sam i to również nic nie zmieni, pojawi się ktoś, by umożliwić mojej Duszy uzdrowienie. Będzie tak dopóty, dopóki nie przekroczę swojego wzorca. Będzie tak dopóty, dopóki nie dokonam w sobie zmiany. To jedna z naprawdę pewnych rzeczy w życiu.

Dusza nigdy nie odpuści.

Dopóki nie odnajdę tego, co jest pod milionem moich masek, będę przeżywał mękę i inni przy mnie również.
Mogę się złościć – to nic nie da. Mogę obwiniać kogokolwiek, nawet siebie – to nic nie da. To jedynie objaw oporu, nic więcej. Niczego nie załatwi. W ten sposób jedynie przedłużam własną udrękę. W ten sposób podtrzymuję własną wegetację.
To tak, jakbym wybierał lęk, ból i śmierć, zamiast szczęścia, pełni i życia, tylko po to, by coś udowodnić sobie lub komuś. Tragiczne.

Wiem, że w każdej chwili, gdy czuję się lepszy od kogoś, po prostu wypieram coś, z czego nie jestem dumny, a dostrzegam to w sobie.
Wiem, że mam potrzebę, by „poprawiać” jakiś aspekt w kimś, tylko wtedy, gdy nie mam ochoty rozprawić się z nim w sobie.
Wiem, że krytykując kogoś, tak naprawdę krytykuję „odbicie siebie w kimś”.
Wiem, że obarczanie kogoś jest jedynie wynikiem wewnętrznej bezsilności i lęku przed przejęciem odpowiedzialności.
Wiem, że złość na kogoś jest przeniesioną złością do samego siebie.
Wiem, że niemożność przebaczenia komuś, jest niemożnością przebaczenia sobie.

Projektuję na kogoś, że jest „badziewiem” w jakimś kontekście tylko wtedy, gdy samego siebie uważam za „badziewie” w tym kontekście.

Wszystko, co krzyczę do kogoś w gniewie,
krzyczę tak naprawdę do siebie i o sobie.

To program (wzorzec) samokarania. Nie realizuję go wprost, ponieważ brak mi odwagi. Karanie siebie przez karanie kogoś stwarza pozory siły. To jedynie autodestrukcja w przebraniu. Jest tym groźniejsza, im bardziej ukryta. A wydaje się nam, że nie można sobie włożyć noża we własne plecy.
To następne złudzenie. Można. Tak właśnie to się robi. Na tym właśnie polega „ta magia”.

W pozytywnym wymiarze „ta magia” działa dokładnie tak samo i z taką samą mocą.
Dlatego niezbędnym warunkiem do pokochania kogoś jest pokochanie siebie.
Dlatego jedynym sposobem na przebaczenie komuś jest przebaczenie sobie.
Dlatego najlepszym sposobem przemienienia kogoś jest przemienienie samego siebie.

I jeszcze jeden aspekt owej „magii”.

Jedynym sposobem na niwelowanie negatywności w kimś
jest zwiększanie pozytywności w sobie.

Wynika z tego, że nie wystarczy jedynie niwelowanie negatywności w sobie. To za mało. Trzeba nasycić to dodatkowo dobrem. Rozwój nie toleruje próżni. Jeśli nie pojawi się nowe, to wcześniej czy później wróci stare.
Inaczej mówiąc samo unikanie nie jest dobrym wyjściem. W każdym razie nie jest tożsame z wyborem czegoś, czego się rzeczywiście chce, czegoś, czego się całym sobą pragnie. Unikam czegoś, czego nie chcę, wybieram coś, czego pragnę. To wiele zmienia.

Unikanie jest wyrazem lęku,
zaś wybieranie jest oznaką prawdziwej mocy.

Tylko teoretycznie wynik jest taki sam. Energia jest zupełnie inna, a to decyduje o wszystkim. Unikanie nie jest nigdy wynikiem mądrości, wynikiem mądrości jest wybieranie czegoś w poczuciu wewnętrznej wolności. Jeżeli istnieje jakikolwiek zewnętrzny powód, by coś robić lub czegoś nie robić, jeżeli istnieje coś poza wewnętrznym pragnieniem, nie można tego nazwać wyborem. Jest pewne, że to tylko unikanie. Nie ma żadnej wartości. Jest dowodem przegranej.

Umysł nie nadąża za Duszą. Może nawet należałoby powiedzieć, że zmierza w odwrotnym kierunku. Ma zupełnie inny obraz rzeczywistości. Właściwie należałoby powiedzieć, że to obraz iluzji. Umysł doskonale ją tworzy i uwielbia w niej tkwić.



Umysł wymyślił wiele sprytnych mechanizmów obronnych, które „sprzedaje” nam jako antidotum na wszelkie nieszczęścia. Jednym z kluczowych jest mechanizm uniewinniania się przez przypisanie winy zdarzeniom lub innym ludziom. To działa dość prosto. Cokolwiek się zdarza zależy od kogoś lub czegoś. Jestem w centrum działań, na które nie mam wpływu. Doświadczam trudnych skutków, których nie jestem powodem. Jestem ich ofiarą. Jestem niewinny. Gdyby sytuacja była inna lub gdyby ktoś przekroczyłby swój wzorzec, to nie byłoby problemu.
Mało tego, jeśli już ktoś zrozumiał, że ma wpływ i mechanizm nie może działać „na zewnątrz”, to umysł zadba, by działał „we wnętrz”.
Działa prosto. To moje dzieciństwo jest wszystkiemu winne, moje wzorce, moi rodzice. Byłem krzywdzony, wykorzystywany, ignorowany, niekochany i oczywiście niewinny. Najciekawsze, że to rzeczywiście jest prawda. Dlatego fajnie działa.
W skrajnych przypadkach dochodzi do szczególnego rodzaju obwiniania. Obwiniam nie siebie „z dziś”, lecz siebie „z kiedyś”. Nie ma większego znaczenia czy dotyczy to dzieciństwa, czy przeszłych wcieleń. Spełnia tę samą funkcję, „wyrywa mnie” z „tu i teraz”, a „transportuje” w przeszłość. Dopóki jestem tam uwięziony, czuję się niewinny dziś i niczego nie muszę robić. To punkt zupełnej nieruchomości. Równocześnie całkowicie pozbywam się odpowiedzialności za to, co się właśnie dzieje. Mówiąc prościej czuję się winny w minionym „kiedyś”, a niewinny w „dziś”.


Jeszcze inną, opanowaną do perfekcji przez nasz umysł zdolnością jest odwracanie uwagi. Umysł zaprasza nas do bogatych przemyśleń na temat tego, co (się stało), jednocześnie odwracając naszą uwagę od tego jak (to się działo). Toniemy w przemyśleniach, mnożymy wnioski, z których ktoś powinien oczywiście skorzystać. Zatracamy się w treści, a nie dostrzegamy wzorców, według których działamy.
W takiej sytuacji jest niezmiernie trudno dostrzec, jak przywołaliśmy sytuację do własnego życia i w jakim celu. Na domiar złego pojawia się złość, a to zupełnie już przysłania obraz. Zaczynamy działać impulsywnie, odruchowo, nawykowo, a umysłowi o to właśnie chodzi, by uwięzić nas w nawykowych reakcjach i sposobach myślenia.

Nawyk jest „gilotyną” dla rozwoju.

Dlatego umysł zrobi wszystko, co tylko można, byśmy nie przekroczyli własnych nawyków. Dlatego wciąż je umacnia na wszystkie możliwe sposoby. Jeśli byśmy owe nawyki przekroczyli, w jednej chwili zniknęłoby „królestwo umysłu”.
Nasze nawyki są tronem, na którym wygodnie siedzi władca – nasz umysł. Niestety nasz umysł zapomniał o swoim zadaniu. Zapomniał, że jego rolą jest służyć, a nie władać. Umysł stracił pokorę i chce stać się dla nas bogiem. I pewnie dawno by tego dokonał, gdyby nie nasza Dusza, która działa przez serce. Dusza wie, że umysł nie jest Bogiem.

Umysł – „władca” zwalcza Duszę,
umysł – Sługa wspiera Duszę i wszelkie jej działania.

Umysł boi się, że zostanie „zdetronizowany”, dlatego czyni wszystko, co możliwe, by myśleniem zastąpić działanie. Dokonujemy ocen w nadziei, że to nas uzdrowi. Jednak należy zawsze pamiętać, że rozwój pozbawiony działania nie jest rozwojem.

Rozwój dokonuje się w działaniu i przez działanie.

Myślenie jest pomocne w rozwoju, ale samo nie wystarczy. Myślenie bez działania czyni zastój w rozwoju. Umysł jest wprowadzany na tron, a Dusza zamykana jest w mrocznym lochu. Myślenie kontra emocje – odwieczny konflikt. Siła umysłu tkwi jedynie w zdolności zniewalania, moc Duszy tkwi w Wolności i Miłości.
Dlatego umysł dba o to, byśmy nie doznali oświecenia. Jak to robi? Dość prosto. Stwarza nam pozory, iluzje. Umysł zaprasza nas do zabawy „w mądrość”. Wciąż dostarcza nam myślowych dowodów, że wzrastamy. Wciąż zamydla nam oczy szerszym i głębszym rozumieniem. Przecież tyle sobie uświadamiamy. Upajamy się tym. Wpadamy w próżny samozachwyt. „Jestem taki mądry i wciąż mądrzejszy”.
Trudno wyobrazić sobie doskonalszy sposób na odgradzanie od prawdziwej Świadomości. Bardzo skuteczne. To przypomina chodzenie po plaży w poszukiwaniu piasku lub pływanie w wodach Oceanu w poszukiwaniu Oceanu. Najtrudniej dostrzec to, co jest tuż przed oczami.
Nie zauważamy tego, co się dzieje, ponieważ właśnie jesteśmy zajęci uświadamianiem sobie tego. Fala uderza w nas kolejny raz, a my niczego nie zmieniamy, nie działamy – uświadamiamy sobie. Wydaje się nam, że gdy uświadomimy sobie, dlaczego fala uderza, to ona po prostu przestanie. Czasem (wyjątkowo) tak jest, ale generalnie to nie działa w ten sposób. Mogę chcieć wygładzić falę przez samo myślenie, ale jedyne, co rzeczywiście ma sens, to działanie, by nie podlegać jej zasięgowi.
Podobnie nie mogę komuś zlecić lub od kogoś wymagać, by wygładził moją falę. Bez sensu jest również obwinianie kogoś, że fala jest. Chyba trudno nam dostrzec, że owa fala tak samo zalewa jego, jak i mnie. Raczej widzimy to w ten sposób, że on tę falę „robi”. To prawda on ją „robi” dla siebie, a ja „robię” dla siebie. W rzeczywistości to są dwie różne fale, chociaż pojawiają się jednocześnie.
Być może stąd też bierze swój początek złudzenie, że fala jest większa niż jest realnie i że jest to fala kogoś innego, a nie moja. Jest w niej coś, co wydaje się być „obce”, „nie moje”. Ale to jedynie złudzenie, następne doskonałe złudzenie stworzone przez umysł. Mojemu umysłowi zależy, bym tak to widział, ale moja Dusza właśnie „kotłuje się” w tej fali.
Umysł boi się tej fali, więc krzyczy: „to nie jest moja fala”, „to nie jest moja Dusza”. Umysł krzyczy do kogoś, a właściwie do jego umysłu, który jest tak samo zlękniony i myśli przecież podobnie: „hej, zajmij się to swoją falą, bo mnie zalewa”. Niestety w odpowiedzi słyszy jedynie echo swoich słów, a fala znów za chwilę uderzy z hukiem.

Dusza … szeptem.

Nie może dosięgnąć mnie nie moja fala. Fala nie jest karą. Fala jest okazją. Albo mnie zaleje, albo na niej popłynę.

Serce potrzebuje Mocy.
Moc bierze się z aktu przebaczenia.
Przebaczenie ma początek w Miłości.
Miłość jest wieczna.
Chcę odnaleźć Ją w swym sercu.

Pragnę.

Pragnienie jest sednem.

To nie jest żaden slogan, to najprawdziwsza prawda. Od pragnienia wszystko się zaczęło.
W pierwszej chwili trudno to przyjąć. Powiedziano nam, że „na początku było słowo…”. Jednak nie można wymówić słowa zanim się nie pojawi myśl. Myśl poprzedza słowo, to jasne. Ale to nie wszystko. Myśl nie byłaby sprawcza, nie miałaby mocy tworzenia, gdyby nie była poprzedzona pragnieniem.
Pragnienie, o którym tu mowa zawiera w sobie pełną świadomość, czystą intencję, totalną odpowiedzialność, akt woli, moc wyboru, akceptację wszelkich konsekwencji, bezwzględną wiarę, całkowitą ufność i ożywczą energię Miłości. Pragnienie jest energią nasyconą wieloma energiami.
Dopiero takie pragnienie ma Moc zmaterializować nicość i stwarzać. Tak było, jest i będzie.
Energia pragnienia owocuje sprawczą myślą, a ta objawia się jako słowo, które później „staje się ciałem”. W takiej energii ma swój początek impuls do rozwoju.

Pragnienie towarzyszy nam nieprzerwanie w każdej chwili naszego życia. Każde nasze działanie w nim ma swój początek. Nie zawsze mamy tego świadomość, nie zawsze to odczuwamy, ale każde nasze przeżycie z niego wynika i w nim jest osadzone. Nasze chcenie jest wyrazem tej energii. Nasze nie chcenie jest jedynie drugą stroną chcenia.
Cokolwiek ktoś robi, robi pod wpływem pragnienia. Nawet, jeżeli już nie pamięta, czego pragnął, gdy zaczynał. W pewnym sensie, nasze pragnienia decydują o tym, jak żyjemy. Nasze pragnienia tworzą nasze życie takim, jakie jest.
Energia pragnienia jest niewyobrażalnie ogromną siłą. Jest to i dobra i zła wiadomość za razem. Dobra wiadomość polega na tym, że zarządzając tą energią mądrze możemy stwarzać to, czego nam trzeba. Dzięki niej możemy doznawać pełni szczęśliwego i obfitego życia. Zła wiadomość polega na tym, że nie mając świadomości ogromu owej mocy, możemy stracić nad nią kontrolę, oddać się jej we władanie, możemy wyniszczyć siebie i swoje życie. To możnaby porównać do jazdy samochodem bez kierownicy z dużą prędkością – nie ma znaczenia, z jaką, bo każda jest po prostu śmiertelna.
Dlaczego o tym piszę?
Piszę, ponieważ ma to bardzo wiele wspólnego z rozwojem. Uświadomienie sobie roli pragnienia i mechanizmów z nim związanych jest niezbędne, by dotrzeć do tytułowej magii rozwoju. Oczywiście nie jesteśmy w stanie całkowicie zrozumieć i opisać owej magii – nie byłaby magią, gdybyśmy mogli to zrobić. Na szczęście to nie jest ani konieczne, ani nawet najważniejsze. Najważniejsze jest to, że możemy jej – magii rozwoju – w pełni doświadczać. Jeśli tego pragniemy „stanie się” i nic nie może nam w tym przeszkodzić. O to w tym wszystkim chodzi.

Magia rozwoju
rozpoczyna się od nadania swemu życiu Świętego Kierunku
i jest delektowaniem się Drogą.

Wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale najciekawsze jest, że magia rozwoju „się dzieje” i jest wyraźnie odczuwalna, ale jeśli chce się opisać tę magię, to się okazuje, że nie istnieje żadna magia. Istnieje stan świadomości i oczywistość faktów. Odczuwalne jest nieopisywalne. Można o tym porozmawiać, ale zrozumieją tylko Ci, którzy to odczuwają. Dla pozostałych nadal pozostanie to tajemnicą i magią.
Trudno jest to wyjaśnić i trudno jest to zrozumieć komuś, kto tego nie doświadcza. Pewne jest natomiast, że każdy poszukuje tej magii. Niestety nie każda droga do niej prowadzi.

Człowiek wpadł w pułapkę ignorancji, pomylił dwie różne rzeczy i doznaje skutków, których nie rozumie, a wniosków poszukuje nie tam, gdzie trzeba. Te dwie rzeczy to zmiana i rozwój. Na pierwszy rzut oka wydają się być do siebie podobne, ale jest to podobieństwo wielce powierzchowne. Niewątpliwie mogą zazębiać się ze sobą, mogą działać komplementarnie i uzupełniać się, ale zdarza się wcale nie tak rzadko, że są ze sobą sprzeczne, a nawet jedna wyklucza drugą.

Zmiana dzieje się wciąż i nieprzerwanie, nic jej nie powstrzyma.


Losy każdego z nas są wplecione w Odwieczną Zmianę. To rzecz niezmienna. Nasze pragnienia mogą ją przyśpieszać lub opóźniać, ale nie mogą jej powstrzymać. Jednak samo uczestniczenie w zmianie nie jest równoznaczne z doświadczaniem rozwoju. Zmiana jest nieunikniona, jesteśmy na nią skazani, na rozwój nie. Zmiana jest niezbędna rozwojowi, lecz sama go nie czyni.
Rozwój potrzebujemy wybrać. Rozwój potrzebujemy zapoczątkować. Rozwój potrzebujemy stworzyć z życiodajnej zmiany.
Zmiana jest wieczna, sama w sobie jest dobra i czysta. Zmiana chce stać się rozwojem, ale do tego potrzebuje aktu woli – aktu naszej wolnej woli. Mądrość polega na tym, by to zrozumieć i nadać Odwiecznej Zmianie swój Święty Kierunek. Naszym zadaniem jest przeistoczenie zmiany w Rozwój.
To jedyny magiczny punkt magii rozwoju.

Nie każda Zmiana jest Rozwojem.
Zmiana potrzebuje naszej pełnej energii pragnienia,
by stać się Rozwojem.

Wydaje się to oczywiste i proste. Ale proste nie jest. Rozwój zawsze pozostanie wyzwaniem.
Wielu ludzi wchodząc na ścieżkę rozwoju spodziewa się natychmiastowych i wielkich przyjemności, a przyjemności na tej ścieżce są niesamowicie subtelne.
Wielu ludzi wchodząc na ścieżkę rozwoju czeka na to, że wszystko będzie proste, ale nie od razu tak jest. Poprzeczka się wciąż podnosi, a nie opada. Cóż rozwój wymaga cierpliwości, konsekwencji, determinacji i uporu. Jeśli ktoś myśli, że będzie łatwo, to powinien wiedzieć, że to droga pełna wyrzeczeń. Jeśli ktoś chce zachować stare, niech nie sięga po nowe.
Wielu ludzi myśli, że można „porozwijać się” przez jakiś czas, a rozwój przekracza kryterium czasu. Dobrze jest mieć długofalową perspektywę, przekraczającą nawet to życie, którego się właśnie doświadcza. Krótkofalowe perspektywy nie mają tu żadnego zastosowania. Są bezużyteczne. Prowadzą jedynie do zapoczątkowania zabawy w „krok do przodu – krok do tyłu”. Szkoda energii i czasu.
Wielu ludziom wydaje się, że będą się rozwijać i nikt nie musi wiedzieć, a rozwój wymaga świadectwa w każdej chwili i w każdej sytuacji. Spójność jest cechą rozwoju. Rozwoju nie da się „zagrać”.

Wiele mamy złudzeń dotyczących rozwoju. Wiele teorii. Gdybyśmy czas poświęcany na ich tworzenie i wyjaśnianie przeznaczyli na rozwój, żylibyśmy w raju.

Najciekawsze jest to, że rozwój jest nam koniecznie potrzebny. Jest naszym podstawowym powołaniem. To nie jest kwestia fanaberii lub hobby kilku zapaleńców. Każdy człowiek jest tu z tego samego powodu. Każdy ma odrobić swoje lekcje i podnieść poziom swojej energii, ma przekroczyć swoje wzorce i wyrwać się z więzienia pętli. Przybyliśmy tu, by móc się rozwijać. Zaskakujące, jak potrafimy marnować swój bezcenny czas.
Wydatkujemy ogromne ilości swojej energii na to, by znaleźć odpowiedź na pytanie, „w co zainwestować energię?” Ciekawe, że dochodzimy na wiele sposobów i wciąż do tego samego odkrycia, że tkwimy w iluzji. Lecz zamiast zrobić, co należy, by się jej wyrwać, udoskonalamy ją, tworzymy nowe wirtualne „nic” i chełpimy się swoim iluzorycznym sukcesem.


Szukamy swojej jedynej, szczególnej szansy. Czekamy, że nadejdzie.
Ona już trwa.

Każda chwila jest szansą.
Każdy dzień jest szansą.
Życie jest szansą.
Piotr Pilipczuk


« poprzedni kursdo góry« poprzedni kursdrukujwyświetleń: 5710

-
top
  International Coaching Community Logo  
top
top
  EMCC European EQA Quality Award  
top
top
  Zapisz się na newsletter  
top
top
  Spotkanie trenerów ICC  
top
  
 bottom