Warszawa coaching portal
Warszawa coaching ICC
coaching
ankiety online
Coaching Szkolenia artykuły KefAnn PDF
   
 
artykuły - Oświecenie nie jest ciągłym uczeniem się czegoś nowego, ale wyzbywaniem się starych przekonań i nawyków, które są nieskuteczne. /Nieznany  
 
   
   
menu
li_strona_glownastrona głównapr_strona_glowna
li_coachingcoachingpr_coaching
li_kursykursypr_kursy
li_kursy_coachingukursy coachingupr_kursy_coachingu
li_artykulyartykułypr_artykuly
li_prezentacjeprezentacjepr_prezentacje
li_linkilinkipr_linki
li_o_naso naspr_o_nas
li_kontaktkontaktpr_kontakt
menu dol

top
coaching partners
bot

top
bot

strony www multimedia crm ankiety online on-line - W Gorącej Wodzie Company
This Page Is Valid HTML 4.01 Transitional

artykuły

« poprzedni kursdo góry« poprzedni kursdrukujzmień czcionkę


Czas Darowany


I nie wiem, czy Tobie też zdarzyło się mieć noc bezsenną?
To czas bardzo szczególny. Leżysz i patrzysz w sufit. Chwile ulatują niepostrzeżenie. Niby powoli, niby szybko. Właściwie jest się „poza czasem”. Po dniu pośpiesznym – powolna zaduma.
Ciało chce odpocząć, zasnąć, a dusza chce się właśnie przebudzić.
Najpierw myśli natarczywe, jedna po drugiej lawiną spadają niewiadomo skąd. Tyle spraw „za” i tyle spraw „przed”. Wszystkie tak ważne. Ścigają się ze sobą, lecz żadna nie gości na dłużej. Później powoli zwalniają, aż znikną. Na chwilę pojawia się pustka.
Czas płynie, cisza „dzwoni w uszach”. Mrok to jaśnieje, to znów ściemnia. Dziwny czas.
Kiedy kończy się nacisk, by zasnąć i opór, by nie myśleć – zaczyna się czas darowany. Zawsze pojawia się wraz ze zgodą.
Stan błogiego zapadania się w sobie. Bezruch.
Oddech uspokojony, coraz bardziej i bardziej płynny, głęboki, harmonijny, naturalny, jak rytm życia. Jest swobodny, łagodny i cichy. Oddycha całe ciało. Unosi się i opada. Płynie. Poza myśli, poza słowa, poza obrazy. Rozpoczyna się „taniec emocji”.
Nagłe mgnienie smutku, rozczarowania, a nawet lęku. Potem chwila smutku. Moment zagubienia i niemocy. Ta niemoc okazuje się przedsionkiem Mocy. Wielka małość przemieniona w małą wielkość.
Łagodne pogodzenie i wdzięczność, ufność, wzruszenie i rozkosz, nadzieja i radość. Wszechogarniający Pokój i Miłość. Delikatność i ciekawość.
Serce szczęśliwe.

Przestaje mieć znaczenie jutrzejszy pośpiech. Rytm „Tu i Teraz” ogarnia i jednoczy. Dzieje się piękno – poznawanie siebie. Trwa prywatna, intymna cisza.
Każdą myślą, każdym oddechem, powrót do siebie, powrót do głębi.
Gdy wszelkie oceny „gasną”, zaczyna się czas darowany.
Odkrycia nie dadzą wyrazić się ani w słowach, ani we łzach. Święte milczenie. Święta samotność. Święty czas.
Trudno dokonać rozróżnienia między ciężarem i lekkością, między wdechem i wydechem, między myślą i nie – myślą.
Żywa Modlitwa Serca….

Albo, czy zdarzyło Ci się przybyć na spotkanie, którego nie ma?
Śpieszyłeś się, odkładałeś rzeczy ważne na potem i nagle, w zabieganiu i pośpiechu, „puste” miejsce. Nie ma zajęcia, a miało być. Rozdrażnienie. Tyle przecież mogło się wydarzyć. Chwila skrytego zawodu. Oddalanie nerwów. Szukanie wybaczenia i wdzięczności.
Po chwili dziwna ociężałość.
Co zrobić z tą chwilą? Co zrobić ze Sobą w tej chwili?
Przemożna Medytacja Bezruchem….

Czy zdarzyło Ci się przełykać łzy bezimienne?
Takie niby niczyje. Takie niby znikąd. Takie niby nie w porę.
Takie na darmo. Takie zamiast. Takie bez sensu.
Takie nazbyt słone.
Siedzisz i zamyśleniu nie ma końca. Lecz, czy rzeczywiście zamyśleniu? Zamyślenie suszy łzy. Może raczej dzieje się zastój. Może raczej to „nieruchomość myśli” tak bardzo boli? Niemożność wyrwania się z „zaklętego kręgu” domysłów.
Logika zamknięta w złowieszczej pętli. Myśli zamglone. Rezygnacja.
Łzy ulgi.
Oczyszczająca Kąpiel Duszy….

Takich i innych chwil niepojętych, przeoczonych, zagubionych przeżywamy bez liku. A może to nie myśli nasze są zagubione, ale my sami, cali jesteśmy zagubieni.
Mamy dłonie zaciśnięte w pięści i nie możemy uchwycić piękna.
Umiemy się bić, ale nie łagodnie gładzić.
Umiemy uciekać, ale jak uciec przed sobą samym.
Dokąd?
Po co?

Zakrywamy oczy, zamykamy serca.
Wierzymy, że najlepiej jest nie czuć, a przynajmniej nie czuć tego, co określamy mianem „nieprzyjemne”. Niestety mniej czując „nieprzyjemne”, jednocześnie mniej czujemy „przyjemne”. W tym wypadku nie istnieje znieczulenie miejscowe. Nieprzyjemność i tak trwa. Jedynie powody są zmienne. Taki dziwny niuans.
Dlaczego cierpimy? Dlatego, że wartościujemy. Dlatego, że oceniamy i osądzamy. Dlatego, że jesteśmy nazbyt przywiązani do swoich przekonań i prawd. Dlatego, że poszukujemy prawdy oszukując siebie. Dlatego, że widząc nie widzimy, słysząc nie słyszymy, a czując nie czujemy. Dlatego, że jesteśmy „wyłączeni”. Dlatego, że jesteśmy „uśpieni”.

Nie potrafimy cieszyć się darowanym czasem, czyli własnym życiem.
Nie wiemy, co z nim uczynić. Nie chcemy go. Wpadamy w popłoch, zamiast doznawać spokoju.
Marnujemy energię na złość, zamiast cieszyć się z prezentu.
Wszystko dzieje się potrzebnie, lecz my nie chcemy o tym pamiętać. Mamy przecież lepszy plan. Któż śmiał nam go „popsuć”?
Brak nam pokory. Mówimy, że jesteśmy tylko ludźmi. A może należy pomyśleć, że aż Ludźmi. To zobowiązuje.
Uciekamy w bezmyślność.
Osądzamy innych.
Błądzimy.
Umieramy.

„Reperujemy” wszystkich, poza samym sobą. Zapominamy, że „nie ma zepsutych misiów”.

Życie jest szkołą. Tyle, że każdy z nas ma swój własny program do przerobienia. Od nas zależy, czy przerobimy program w piętnaście minut, czy będziemy robić to przez całe życie. Pewne jest, że nie ma dróg na skróty i nie ma w tej spawie delegowania. To tak proste, że aż magiczne. Boimy się tej magii.

Czego się tak boimy?

Boimy się spotkania z samym sobą. Właściwie jest to zbytnie uproszczenie. Precyzyjniej ujmując chodzi o stan potrzebny do spotkania ze sobą. Trzeba się „wyizolować”. To decyzja wejścia w samotność. Decyzja odłączenia się od zagłuszaczy, rozpraszaczy, wszystkiego, co stwarzamy po to, by samotności nie doświadczać. To jest pożywką dla lęku.
I wcale nie chodzi o to, by wszystkich fizycznie zostawić. Tego już nie jeden dokonał, a nadal uciekał.
Chodzi o stan wewnętrzny. To stan „wyostrzonych” zmysłów, stan wglądu w Prawdę o sobie – jakakolwiek ona jest. To stan „czytania Duszy”.

Rozejrzyj się wokół, odkryj rzeczywiste, emocjonalne powody twoich różnorodnych działań. Nie daj się zwieść swojemu realizmowi – jest całkowicie pozorny.
Każdy z nas ucieka od siebie i od swojej samotności. Jesteśmy w tej dziedzinie niedościgłymi mistrzami. Jedyna różnica polega na tym, że jedni są tego świadomi i przyznają się do tego przed sobą, a drudzy nie.
Chcesz kilka przykładów? Proszę bardzo.
Jeden ciągle ma do załatwienia ważną sprawę. Swoją lub cudzą, bez znaczenia. Drugi wciąż pracuje. Inny wciąż szuka zabawy. Jeszcze inny tworzy. Jeszcze inny ściga się z ambicjami. Jeszcze inny wciąż zdobywa władzę. Robimy miliony rzeczy tylko po to, by mieć poczucie, że nie mamy czasu, że nie mamy czasu na samotne spotkanie ze sobą samym. Nie ma większego znaczenia, jaki wybieramy sposób, „sfrustrowany cel” jest wciąż ten sam – uciec przed samotnością i samym sobą.
Lecz się nie da. Doganiamy się z innej strony.

Uciekając, jeszcze bardziej „wzmacniamy” naszą słabość. Powinniśmy to dostrzec i zastanowić się nad tym, a nie trwać w przerażeniu. To nie jest zbytnio twórczy stan. Kreując nowe sposoby ucieczki, swoją moc oddajemy temu, co mamy przezwyciężyć. Przestajemy spostrzegać, że dzięki nam żyje, rośnie i ma się dobrze. Bez naszej pomocy nasze lęki, ograniczenia i wszystko, co przeszkadza nam doświadczać szczęścia, w jednej chwili umarłoby „z głodu”. My sami utrzymujemy to przy życiu – taka jest prawda.
Doświadczamy dziwnego fenomenu – słabszy zwycięża silniejszego. W rzeczywistości to, o czym mówimy, że jest poza nami i przeciwko nam, nie istnieje. Wszystko jest w nas samych. Ożywiamy pustkę, a walczymy tylko i jedynie z samym sobą. Marnotrawimy swoją bezcenną energię. Zawsze znajdziemy „wroga”, dopóki istniejemy, bo „wróg” jest w nas, stwarzamy go sami.
Nasz nacisk podobnie jak nasz opór dodaje temu „niby wrogowi” mocy. Nacisk i opór to jedno i to samo – to sposób karmienia bestii, sposób przekazywania życiowej energii temu, co nas chce zniszczyć. To jedynie cywilizowana i „ekologiczna” etykieta na nieekologicznie działania.
Chcemy widzieć w nich swoją moc i mądrość, ale czy rzeczywiście mają coś z mocą i mądrością wspólnego? Walka nie jest oznaką mocy. Wręcz przeciwnie. Walczą ci, którzy czują się słabi. Jeżeli ktoś potrzebuje zewnętrznego dowodu swojej mocy, to znaczy, że w głębi siebie czuje się słaby i nie wierzy w swą moc.

Człowiek – Moc nie naciska i nie oporuje, przyjmuje i uwalnia. Nie szuka winnego ani poza sobą, ani w sobie – szuka jedynie własnej odpowiedzialności. To jest dojrzałość prawdziwa, jedyna sensowna dojrzałość.
Trochę na marginesie, jest to jeden z głównych mechanizmów rządzących rozwojem. Jest to jednocześnie jedna z głównych przyczyn unikania rozwoju. Jeżeli ktoś wybrał rozwój, dotknął tego mechanizmu i wie, jak potrafi być „niewygodny”. Ale jeśli przebrnął przez ową „niewygodę” (i tylko wtedy), doświadczył również (to niewątpliwe) jej ogromnej siły i sensu.
Twoja odpowiedzialność zaczyna się i kończy w Tobie, a moja we mnie. To jedyny obszar odpowiedzialności, a i tak jest ogromnym wyzwaniem. Chcemy odpowiadać za tak wiele rzeczy, ale nie za siebie. Czyż to nie jest dziwne? Chcemy odpowiadać za to, za co nie możemy odpowiadać, a nie chcemy za to, za co odpowiadamy i tak.

Pamiętasz słowa z filmu „Dwie wieże”, które wypowiada Gandalf do Frodo?
„My decydujemy tylko o tym, jak wykorzystać dany nam czas.”


Oto nasza odpowiedzialność i zadanie.

Więc, co czynisz z Darowanym Czasem

Piotr Pilipczuk


« poprzedni kursdo góry« poprzedni kursdrukujwyświetleń: 5168

-
top
  International Coaching Community Logo  
top
top
  EMCC European EQA Quality Award  
top
top
  Zapisz się na newsletter  
top
top
  Spotkanie trenerów ICC  
top
  
 bottom