Papieżowi w hołdzie
I chociaż nie ma Cię już wśród żywych,
Żyć Będziesz w sercach naszych.
Powiedzieć, że zmarł Papież to zbyt mało. Odszedł Wielki Człowiek.
Jego życie i jego śmierć to wielki znak czasu. To właśnie oznacza odmieniać Świat.
Jakie słowa mogą wyrazić to, co zadziało się w sercach milionów ludzi? Słowa są zbyt małe, zbyt płaskie, zbyt ulotne.
Ocean łez wypłynął z serc ludzkich. Jestem dumny, że byłem wśród tych, którzy płakali.
Niesamowita Energia wypełniła Świat, który na chwilę znieruchomiał w zadumie. Pojednanie, przebaczenie na podobieństwo delikatnego podmuchu wiatru ogarnęło całą Ziemię. Niczym kręgi na spokojnej wodzie popłynęła fala dobroci. Wszechświat się poruszył. Tak wielkiej duchowej mocy dawno nie widziano na tym „łez padole”.
Jeśli ktoś nie mógł do dziś zrozumieć, co oznacza „syndrom motyla”, który zatrzepotał skrzydłami po jednej stronie globu i wywołał huragan po drugiej, to właśnie tego doświadczył. A jeśli ktoś nie zauważył, to po prostu oznacza, że nie ma kontaktu z rzeczywistością, ani z samym sobą. Jedyne, co można uczynić, to mu współczuć.
Wiele lat temu czekałam przed telewizorem na „biały dym” nad Watykanem. Pamiętam ten dzień. Wielka radość – Polak Papieżem! Zaskoczenie i duma. Dziś czuję się dumny jeszcze bardziej, ale też dziś bardziej czuję ogromne zobowiązanie, którego wtedy nie miałem tak wielkiej świadomości. Czuję się zobowiązany nie jako Polak, ale przede wszystkim jako Człowiek.
Modlę się o to, by ten niesamowity impuls pozostał w nas na stałe.
Modlę się, byśmy jak Jan Paweł II podążali zawsze i bezwzględnie za Dobrem.
Modlę się, by nasze życie stało się naszą modlitwą.
Przez tyle lat zdążyliśmy się przyzwyczaić do Jego głosu i wciąż tych samych słów, ale już nigdy ten głos nie zabrzmi tak żywo. I jedynie nasze serca będą pamiętać Chrystusowe „pójdź za Mną”. Nasza rola, to nadać tym słowom znaczenie. Mamy dobry przykład. Przed nami szedł Pielgrzym Nadziei. Wystarczy pójść po wciąż świeżych śladach.
Dziś widać bardzo wyraźnie jak wielkie znaczenie ma każdy dzień, każdy czyn, każda myśl i każde słowo. Dziś widać szczególnie moc modlitwy w działaniu.
To oczywiste, że nie każdy może być Papieżem, ale nie w tym rzecz. Być Papieżem nie wystarczy. W rzeczywistości nie płaczemy z tego powodu, że umarł Papież, ale z tego, że umarł Człowiek, który przezwyciężył słabość, zwątpienie, lęk i cierpienie. Płaczemy, bo umarł Człowiek, który pokazał jak podłączyć się do źródła mocy poprzez modlitwę, zadumę, medytację i jak czynić dobro. Zawsze i wszędzie. Nigdy inaczej. Człowiek, który bezgranicznie zawierzył Miłości.
Dziś zaczynamy czuć Jego moc, moc tego, co czynił i moc Tego, któremu służył. To nas zachwyca, zachęca i pociąga. Pociąga nas Jego świadectwo życia.
To jasne, że się lękamy, każdego to dotyka, ale to niczego nie zmienia. Życie i Człowieczeństwo zobowiązuje. Nie wystarczy się zachwycać i podziwiać czyjeś czyny, samemu trzeba czynić. To ma prawdziwą wartość. To prawdziwa Moc.
Moc jest w każdym z Nas. Od każdego indywidualnie zależy jak z niej korzysta. To jest miejsce najważniejszej życiowej decyzji, jaką każdy z nas ma do podjęcia. Działania będą jedynie nieuchronną konsekwencją.
Ekonomia jest prosta – jakie życie, taka śmierć.
Jeśli życie jest pełne godności, to śmierć również. Jeśli życie jest pełne spokoju, to śmierć również. Jeśli życie jest pełne sensu, to śmierć również. Jeśli życie jest pełne Miłości, to śmierć również.
Jedyne, co trzeba zrozumieć, to fakt, że o śmierć można zadbać jedynie za życia.
Dziś nie ma wątpliwości, że jest to możliwe. Powiem więcej. Nie ma nawet wątpliwości, że jest konieczne.
Dziękujemy Ci Ojcze Święty.
W wielu ludziach pękły „zbroje na sercu”. Znicze na ulicach, zdjęcia w oknach, wyjące syreny, czarne wstążki na antenach samochodów, zamknięte sklepy, pełne kościoły, ciemne osiedla, wszechogarniająca cisza. Przez chwilę wszystko wyglądało inaczej. Obudziły się w nas pokłady czułości, życzliwości. Wielu zapragnęło zjednoczenie.
Globalne współodczuwanie.
Zbliżyliśmy się do życia, bo zbliżyliśmy się do śmierci, która, choć zawsze zaskakująca, to i zawsze pewna. Zazwyczaj uciekamy od niej, choć wiemy, że jest nieunikniona. Może właśnie dlatego tak uciekamy i nie chcemy ku niej spojrzeć. Ale śmierć Papieża skierowała nasz wzrok na dłużej ku tej wielkiej tajemnicy. Obyśmy pamiętali. Obyśmy tej pamięci potrafili używać każdego dnia, który będzie nam dany. Obyśmy nie zapomnieli swoich wniosków w natłoku spraw.
Niebawem życie powróci do starego, dobrze znanego nam rytmu. Jest to całkiem oczywiste i normalne. Jednak ważne jest, by nadać mu nową jakość. Ważne, by nie stracić sprzed oczu dalszej, szerszej, głębszej perspektywy. Ważne, by zachować w sobie czułość, wyrozumiałość, przebaczenie, wdzięczność, dobroć, zgodę i Miłość. Ważne, by w każdej chwili, myślą i czynem dawać świadectwo Prawdzie.
Niech pozostanie w nas odwaga bycia prawdziwym.
Niech pamięć o Człowieku, który całe swoje życie oddał służbie będzie widoczna w naszej służebności, a nie w naszych słowach.
Rzeczywiście jesteśmy na progu Nowej Ery. Czas wielkich autorytetów przemija, a rozpoczyna się czas indywidualnego mistrzostwa.
Jan Paweł II był Papieżem przejścia w Nowe Tysiąclecie, a Jego życie jest doskonałym przykładem nowego porządku. Nieustająca podróż, niekończąca się pielgrzymka, nowy Model Życia.
Nieodzowne staje się bycie świadomym i indywidualna odpowiedzialność. To powołanie do wyrastania ponad przeciętność. To cichość, ufność i pokora. To nieustraszoność. To spójność. To harmonia i równowaga. To przeżywanie w pełni każdej obecnej chwili.
Nie ma znaczenia, czy jesteś człowiekiem wierzącym, czy nie. Nie ma znaczenia, czy należysz do jakiegoś kościoła i czy wyznajesz jakąś religię. Liczy się indywidualne mistrzostwo, liczy się duchowy rozwój.
To, czego dokonał Karol Wojtyła dalece przekracza granice zwyczajnej religijności, to wejście na ścieżkę głębokiej duchowości. To uczestnictwo i współtworzenie subtelnych energii. Dopiero z poziomu tych wyższych energii możliwe jest tak silne oddziaływanie, pełne prostoty, cichości, pokory i mocy. Dopiero na tym poziomie znikają granice państw, kultur, obrządków i religii. Dopiero na tym poziomie można zrozumieć, co znaczy „jest jeden Bóg”. Tu znikają wszelkie podziały.
Dróg jest wiele, a cel jest wciąż ten sam. Chodzi o podwyższanie swoich wibracji, chodzi o wejście na wyższe, subtelne poziomy energii. Oto podstawowe, pierwotne powołanie każdej ludzkiej istoty. Oto powołanie, któremu mamy sprostać.
Lecz, aby temu sprostać – tak jak Papież – potrzebujemy połączenia z ponadczasową Energią, z Bogiem, by dokonywać wglądów, by wejrzeć w głąb siebie i wciąż na nowo dokonywać Cudu Życia.
I tak, jak dwa tysiące lat temu narodził się Wielki Człowiek – Syn Boga, i to mogło wiele zmienić, tak dziś odszedł Wielki Człowiek – Syn Boga, i to może wiele zmienić. I tak, jak wtedy zależało to od tych, którzy żyli, tak i dziś. Obyśmy okazali się godni.
Wieje wiatr od kilku dni. Duch Święty odnawia oblicze Ziemi. Ten Duch nie jest święty, bo uświęcił go kościół, On jest święty, bo wiecznie żywy i wszechobecny. Chwytajmy ten Wiatr w swoje żagle. Inaczej pozostanie jedynie wiatrem.
Użyjmy jego mocy, by dotrzeć do Mocy drzemiącej w nas samych. Czas przejrzeć. Czas się obudzić ze snu. Nie wiadomo, kiedy następny raz zadzwonią wszystkie dzwony. Nie wiadomo, czy jeszcze kiedykolwiek tak głośno i zgodnie zadzwonią. To nasza wielka szansa.
Rozpalmy ten Żywy Ogień, który zapłonął na nowo w naszych oziębłych sercach.
Podtrzymajmy to Drżenie, które wyrwało nas z odrętwienia.
Pamiętajmy, że Duch działa przez nas, przez Ludzi. Jedynym sposobem, by mogło się coś odnowić, jest odnowienie samego siebie. Oblicze ziemi jest odbiciem naszego oblicza. Oto wielka magia dzieła Jana Pawła II. Tej magii doświadczamy dziś, to przeżywamy za Jego przyczyną. Obyśmy tego nie przeoczyli i nie zatracili w żalu.
Czas zrozumieć, co oznacza oddzielenie „plewy od ziarna”. Nie chodzi o ponowne oddzielenie jednych ludzi od drugich. Chodzi raczej o oddzielenie w nas tego, co jest ziarnem pod zasiew, od tego, co jest plewą, z której nic nie wyrośnie. W każdym z nas.
Każdy jest tak samo powołany, tak samo wartościowy. Każdy coś wnosi i to ma ogromne znaczenie. Gdyby zabrakło kogokolwiek Świat nie byłby taki, jaki jest. Właśnie to jest ważne. Każdy z nas jest odrębną całością i jednocześnie nieodzowną cząstką Jednej Całości, Organizmu, który potrzebuje uzdrowienia.
Oczywiście można sobie ponarzekać, że kogoś jest „zbyt mało”, a kogoś „zbyt dużo”, ale to tylko zbędne wymówki. Ten Organizm wygląda właśnie tak i właśnie przed nim stoi to zadanie – uzdrowienie się.
Jeden Człowiek tego nie może dokonać. Może zapoczątkować, wyzwolić wielki impuls, ale sam nie dokona całościowej zmiany owego Organizmu, którego jest częścią. To zadanie dla Całego Organizmu, a więc dla każdego z nas, którzy Go tworzymy.
I jeszcze jedno. Jest niezmiernie ważne, by to zrozumieć. Nie da się stanąć z boku. Nie da się przeczekać. To wieczne współuczestnictwo. Wyobraź sobie, że jesteś „płucami”. Twoje stanąć z boku lub przeczekać oznacza po prostu: „organizm się dusi”.
Zauważ, że każda najmniejsza komórka Twojego ciała ma tę mądrość w sobie. Żyje w służbie Twojego organizmu. „Do głowy” jej nie przychodzi, że może coś przeczekać. Spełnia swoją rolę, a później pojawia się kolejna. Przychodzi i odchodzi. Nie zwracamy na to uwagi, ale dzięki temu Żyjemy.
Czas zrozumieć, że każdy z nas jest taką właśnie „komórką” w wielkim Organizmie. Przemijamy, ale to nie oznacza, że możemy sobie odpuścić. Uważajmy! Nasz egoizm może stać się największym przekleństwem dla naszych dzieci.
Spójrzmy w Światłość. Ona nie razi, ona nadaje kierunek.
Nadszedł czas rachunku sumienia, czas żalu za grzechy, czas postanowienia poprawy życia i czas zadośćuczynienia Bogu i Bliźniemu. Jako dzieci nauczyliśmy się, że ten proces jest rytuałem dziejącym się wciąż tak samo i bez końca. Ale to błędne myślenie. To nie jest pusty rytuał. To jest tajemnica i proces rozwoju duchowego. I nie dzieje się bez końca. Umieramy.
Rachunek sumienia to czas wglądu w siebie. Wnikanie w czyny, intencje, powody, działania, myśli, wierzenia, ograniczenia, przekonania. To czas odkrywania siebie z pod sterty kłamstw na swój temat. To odkrywanie swojego prawdziwego oblicza. To czas zdejmowania masek, jedna po drugiej. To czas stawania w Prawdzie. To czas zajmowania się sobą, a nie innymi. Rachunek sumienia to czas odzyskiwania świadomości, czas przebudzenia. To bycie w kontakcie z Bogiem, jedynie poprzez bycie w kontakcie z samym sobą w Centrum Centrum. Jest to pierwszy moment, gdzie potrzeba ogromnej odwagi.
Żal za grzechy to czas bycia w kontakcie z samym sobą. To czas przeżywania swojej małości i małostkowości. To zatopienie się w lęku, by zyskać świadomość. To czas odkrywania źródeł własnej niemocy i słabości, a nie czas użalania się nad sobą i szukania winnych. To czas wybaczenia sobie i innym tego, co było, bo było konieczne do naszego przebudzenia. To czas wdzięczności za dar życia i za możność dokonania zmiany. To czas rezygnacji z szukania wymówek i bycie w kontakcie z trudnymi czasem emocjami. To czas docierania i przeżywania głębokiego smutku. To czas wzbudzania w sobie pragnienia Nowego Życia.
Mocne postanowienie poprawy życia to czas odnajdywania, docierania i powtórnego przeżywania Mocy. To czas wyprawy po sprawczość. To czas poszukiwania rozwiązań i tylko takich, których możemy dokonać sami. To czas przygotowywania czynów, a nie potoku bezużytecznych i nic nieznaczących słów. To czas docierania do decyzji, której żadne moce nie mogą zmienić. To czas wchodzenia w nieustraszoność. To czas tworzenia Nowej Wizji siebie. To czas pozbywania się „kół ratunkowych” i unieruchamiających zabezpieczeń, które nas rozleniwiają i pomagają nam gnić w starym, ciepłym, „prywatnym bagnie”. To czas wyboru i podejmowania zobowiązania wobec siebie i swojego Życia.
Zadośćuczynienie Bogu i Bliźniemu to czas mądrego, pełnego Mocy działania. Nie oznacza jedynie pójść i przeprosić. Tresowano nas wytrwale w dzieciństwie do takiej zewnętrznej aktywności, ale nie o to chodzi i to zbyt mało. Jako dzieci, dosłownie za chwilę czyniliśmy ponownie to samo, by ponownie prosić o wybaczenie. I tak bez końca. Czas wyciągnąć wnioski. Zadośćuczynić to znacznie więcej, to zadość Uczynić (z naciskiem na słowo
uczynić). Zadośćuczynienie Bogu to nasza odpowiedź Świętemu Duchowi, Odwiecznemu Sprawcy. To przyjęcie powołania i wdzięczność za dar Życia. To podjęcie stałego wyzwania, by być wciąż bardziej Człowiekiem. To nasycanie Miłością każdej myśli i każdego działania. To otwarcie serca i odnalezienie Boga w sobie. JEST tam od zawsze. Zadośćuczynienie to przywrócenie mu należnego miejsca, to posprzątanie swojej wewnętrznej Świątyni ze wszelkiego śmiecia. Zadośćuczynienie Bogu to bycie w jasności i prawdzie wobec siebie.
Zadośćuczynienie Bogu to nasza odpowiedź Świętemu Duchowi, Odwiecznemu Sprawcy. To przyjęcie powołania i wdzięczność za dar Życia. To podjęcie stałego wyzwania, by być wciąż bardziej Człowiekiem. To nasycanie Miłością każdej myśli i każdego działania. To otwarcie serca i odnalezienie Boga w sobie. JEST tam od zawsze. Zadośćuczynienie to przywrócenie mu należnego miejsca, to posprzątanie swojej wewnętrznej Świątyni ze wszelkiego śmiecia. Zadośćuczynienie Bogu to bycie w jasności i prawdzie wobec siebie.
Zadośćuczynienie Bliźniemu postrzegamy przede wszystkim jako wyjście na zewnątrz i czynienie dla innych. Ale zanim tego dokonamy, najpierw jest to czynienie w sobie i dla samego siebie. Tylko człowiek mający w sobie może rozdawać. Tak, więc najpierw trzeba zadośćuczynić sobie za rujnowanie swojego życia, za niemoc, za brak Miłości i zrozumienia, za brak współczucia i wdzięczności. Podstawowy obowiązek dotyczy samego siebie –
odmienić swoje życie. Dopiero wtedy będziemy w stanie odmieniać Świat.
Gdy będziemy pogodzeni z samym sobą, spójni i czyści, możemy iść, by zadośćuczynić Innym Ludziom. Wtedy możemy prosić o wybaczenie, wtedy możemy wybaczać. Wtedy dopiero możemy działać z Mocą. Pamiętajmy, że możemy rozsiewać tylko to, co mamy w sobie. Tu następuje czerpanie z oddzielenia „plewy od ziarna” pod zasiew.
Może nam się zdarzyć, że ponownie upadniemy – to ludzkie. Jednak liczy się kierunek, który ponad wszystko wybieramy. Liczy się to, czy po upadku wracamy na obraną ścieżkę. Liczy się to, czy wyciągamy wnioski. Liczy się to, czy poszerzamy swoją świadomość. Liczy się to, czy podwyższamy swoje wibracje, swoją życiową energię, a w ten sposób również Energię Wszechświata.
To nie jest kwestia pójścia do spowiedzi w pierwszy piątek miesiąca. To kwestia świadomości każdej chwili, przede wszystkim tej chwili, która właśnie JEST. Proces przemiany, odradzania, odnowy dzieje się ciągle i nieprzerwanie. Ten proces nie potrzebuję żadnego wysiłku, by się dziać, ponieważ jest spleciony z naszym życiem, jest nam dany jako pomoc w realizacji Człowieczeństwa. Wręcz przeciwnie wysiłek jest potrzebny, by ów proces powstrzymywać.
Robimy to, ale sami nie wiemy, po co i dlaczego. Nasz umysł bawi się z nami, a my dajemy się wciągnąć w jego gry. To tak, jakby jakiś człowiek postanowił, że udowodni, iż da się żyć nie oddychając. Więc ćwiczy, trenuje, sprawdza ile da radę wytrzymać, ale nieodmiennie kończy się to powtórnym oddechem. Mimo to nie odpuszcza, nie chce przyjąć czegoś, co jest oczywiste. Wie, że powietrze jest mu niezbędne, a mimo tego poświęca swoją energię i czas, by temu zaprzeczyć. Nawet nie spostrzega, że oddychanie jest dla niego naturalne. Oddycha bez wysiłku, ale by wstrzymać oddech strasznie się napina.
Więc, tak jak oddychanie, tak i ten proces dzieje się naturalnie i bez wysiłku, a kiedy ustaje umieramy. Skoro już o tym wiemy, to, na co chcemy przeznaczyć swój czas?
Duch domaga się naszej odpowiedzi.
Czas na milczenie…
Czas na odpowiedź…
Piotr Pilipczuk
8 kwietnia 2005